środa, 28 września 2011

Wszystkim wyznawcom judaizmu życzę dziś wszystkiego najlepszego i dużo szczęścia w nowym roku!

Tak, dzisiaj Żydzi obchodzą Nowy Rok, 5772 tak dla ścisłości. Dla zainteresowanych, tutaj jest bardzo fajna galeria.

Onet zabłysnął ostatnio tekstem pt. „Ile kosztuje penis?”. Czytając ten tytuł byłem pełen wątpliwości o zgodność tego tekstu z rzeczywistością. Zostałem jednak mile zaskoczony. Dobrze napisany, w bardzo ludzki sposób pokazuje rzeczywistość transów. Zabrakło mi dwóch rzeczy: po pierwsze nie napisano, że nie przez wszystkie operacje trzeba przechodzić, po drugie fajnie by było, gdyby autorzy takich tekstów dawali namiary np. na Trans-fuzję. Ale to są rzeczy istotne z transowskiego punktu widzenia, więc w artykułach mających na celu jedynie pokazanie problemu nie są konieczne. Ponad 1000 komentarzy – nie czytajcie ich, nie ma co się denerwować. Chociaż... Na pierwszej stronie forum aż pięć pozytywnych komentarzy (nie liczę tych „w dyskusjach”). Jak na Onet to całkiem dobrze.

Edukacji nam potrzeba, EDUKACJI!!! Matko jedyna! Jak nie będzie edukacji to nie będzie społecznego poparcia (wsparcia) dla LGBT.

Czekam na ten piękny dzień w mojej „elitarnej” (tfu!) szkole, w którym jakiś nauczyciel powie wprost „transseksualizm to nie zboczenie. Transseksualizm to nie świadomy wybór. Transom trzeba pomagać”. Będę wtedy bardzo szczęśliwy.

Czy takie teksty mają jakiekolwiek znaczenie? Przekonanym, że transy to zboczeńce nie pomogą wrócić na właściwy tok rozumowania, wiedzącym, co to transseksualizm nic nie dadzą... Jednak, gdy ktoś nie wie, o co chodzi, albo gdy jakiś trans czuje się tym, kim się czuje, to zawsze jest to jakiś krok naprzód. Pamiętam ciągle artykuł, w którym pierwszy raz przeczytałem o transseksualizmie. Dało mi to wtedy dużo nadziei. Kto wie, czy Onet nie pomógł teraz jakiemuś transowi?

Tak swoją drogą... Siedem lat temu zginęła FannyAnnEddy, działaczka na rzecz LGBT, mieszkanka Sierra Leone (Afryka). Może zacytuję Valerie („V for vendetta”): „jednego czego nie rozumiem, to to dlaczego, on nas tak nienawidzą...”

Ktoś mnie znalazł wpisując do Wujka Gugla „trans ciota”. Uprzejmie informuję iż trans to ja jestem, ale ciota to już nie. Za brzydki na ciotę jestem :)

wtorek, 20 września 2011

HOŁOWNIA, BŁAGAM...

Przeczytałem tekst Hołowni zamieszczony na Newsweek.pl. Hmm...

Hołownia na łamach Newsweeka polemizuje (a raczej mówi, dlaczego nie będzie polemizował) z Nergalem. Zacytuje: "Moja niechęć do kontaktu z nim nie wynika więc z tego, że głosi absurdalne poglądy, ale z tego, że robi to po chamsku, z pogardą i agresją do myślących inaczej niż on. Nawet jeśli twierdzi, że on po prostu odpłaca w ten sposób ludziom religijnym, jest to prymitywna forma prowadzenia dialogu." Hołownia, błagam. "Przecież Nergal, zarzucając chrześcijanom, że wprowadzają w tym kraju mentalną dyktaturę, sam robi co do joty to samo, stawiając się ponad (...) tzw. złotą zasadą (nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe)." Jeżeli dobrze rozumiem, to mister katolicki dziennikarz uważa, że to nic nie szkodzi, że KK chce wprowadzić (a raczej już wprowadził) w kraju mentalną dyktaturę. Jest źle wtedy, gdy ktoś prezentuje całkowicie odwrotne poglądy niż te spod znaku "Krzyż i Kościół spółka ZOO".

Hołownia, dlaczego widzisz drzazgę w oku brata swego, a nie dostrzegasz belki we własnym?

"I mam w nosie to, że jest on tak zwanym artystą, czego – mam wrażenie – przestraszył się śródmiejski sąd." Podważamy opinię sądu? Słodko, niedemokratycznie, pisowsko i katolicko.

Chodzi oczywiście o słynny proces o podarcie Biblii. Powiem tak: po cholera się tak drecie o tą książkę? Nie ważny jest papier, nie ważny jest druk... Ważne jest słowo. To Słowo, Ewangelia. A to, że ktoś podarł książkę, w której je wydrukowano to jego problem - widać widzi w nim wielkie zagrożenie.

Hołownia kończy: "Z przyjemnością zmierzę się z nim na argumenty, próbując rozebrać na czynniki pierwsze bajki, jakie o religii opowiada. Nastąpi to dopiero wtedy, gdy wyłączy święcący mi w oczy baner z napisem „mam cię w d...”." Pan dziennikarz łaskawie zgadza się na dialog. Piękne, prawda? No nie wiem. Ja tam uważam, że dyskutować to można z niezdecydowanymi. A Hołownia i Nergal to dwa odmienne bieguny, które nie mają prawa żyć w zgodzie. Więc po kiego czorta mają ze sobą dyskutować? Niech Hołownia robi swoje, Nergal robi swoje, jeden niech dalej pisze książki, drugi niech rwie co mu się podoba. Panie, Panowie, Transi wszelkiej maści - wolność słowa i poglądów niech zawita w tym ziemskim grajdołku. 

A tak swoją drogą - czytałem wywiad z Nergalem i powiem szczerze, że mnie zaskoczył. Mówił tak jakby miał mózg! Biorąc pod uwagę sam wywiad (telewizji nie oglądam, Pudelka nie czytam) to nie jest taki całkiem zły. Najbardziej spodobało mi się to:
"Darski: (...)nie walczę z ludźmi, walczę jedynie z intelektualnym betonem.
Newsweek: Za pieniądze podatników, z których publiczna telewizja opłaca i promuje satanistę.
Darski: Chyba powinienem zacząć głodówkę w ramach protestu przeciwko budowie kościołów za pieniądze z moich podatków i promowanie za te same pieniądze wartości, z którymi walczę."

PS. Panie Hołownia, nie pisz pan "Nie gardzę nim, choć gada bzdury, a skądże", skoro z całego tekstu jaki pan napisał wyłania się całkiem coś innego.

poniedziałek, 19 września 2011

Xavier, mój szczurek obraził się na nazwanie go małym :) Tak tylko wygląda na zdjęciach, w rzeczywistości jest większy.

Ostatnio mam ujemne chęci do wszystkiego oprócz słuchania muzyki, więc raczej nie popiszę się dzisiaj wściekłym tekstem.

Moje miasto zaczyna pokrywać góra śmieci z twarzami laryngologa Śmigielskiego, posła Saługi, prawie senatora Hałaska i paru innych osób. Czasem mam ochotę zrobić to co ktoś inteligentny z plakatem PiSu wiszącym tuż nad chodnikiem – po prostu je porwać. Wkurza mnie ta makulatura. A co do plakatu PiS (nieco dawniejszego) to uważam, że PiRowcom cegła na łeb spadła skoro obok kiełbasy programowej walnęli zdjęcie Marii i Lecha Kaczyńskich. Nie jestem tego pewien, ale oni chyba nie startują ani do sejmu ani do senatu. Jeśli się mylę, to mnie poprawcie.

Panie, panowie, transi wszelkiej maści – stała się rzecz niesłychana! Z Krakowa, z listy Ruchu Poparcia Palikota (gówniana nazwa swoją drogą) startuje Anna Grodzka, założycielka i prezeska fundacji Trans-fuzja. Tak! Kobieta mówiąca otwarcie o tym, że przeszła korektę płci startuje do polskiego sejmu, w którym transi są w najlepszym wypadku olewani. Jestem na tak!*

Tak sobie słucham Wojciecha Kilara (tak na przykład tego i tego) i samo mi się ciało rusza. Facet umie oddziaływać na człowieka muzyką lepiej niż niejeden pisarz słowem. Wróciłem też do słuchania zespołu Apocalyptica – słyszeliście kiedyś Metalliki w wersji smyczkowej? Nie? To posłuchajcie tego. A to piosenka, którą odkryłem ostatnio.

* To wcale nie jest plagiat hasła wyborczego mojej wychowawczyni i zarazem radnej (swoją drogą bardzo konserwatywnej). To nawiązanie do spotu „Miłość nie wyklucza” :)

poniedziałek, 5 września 2011

RAMZES

Z racji tego, że życie jest piękne i raczy nas kartkówkami, sprawdzianami i "Faustem" na czwartek nie zmuszę się do jakiegoś konkretnego tekstu. 

Takiego pięknego mam zwierza:

 
 

Musicie przyznać, że jest bardzo fotogeniczny :) Nie to co chomik, który kręci się jak głupi i wszystkie zdjęcia wyglądają jak abstrakcje.
Ramzesek właśnie śpi. Zaraz się pewnie obudzi i będzie merdał ogonem (to akurat metafora) i robił oczka sarenki, żeby dostać coś do jedzenia.
Lżej jest człowiekowi, gdy nie jest sam. Mieszkam z dwoma siostrami, mamą i weekendowym ojczymem, a jednak czuję czasem, że jestem całkiem sam. Czasem są takie dni, że pęka mi serce. O dziwo, odkąd mam zwierza, taki dzień mi się nie zdarzył. Chyba jedynym lekarstwem na samotność jest czuć przy sobie drugie serduszko. Nawet jeśli gryzie w palce, gdy niezbyt mądry właściciel podsuwa mu je pod nos :)

czwartek, 1 września 2011

PIKNY DZIEŃ

Pominę zwykłe pierwszowrześniowe nudy pt. "przemówienie pani dyrektor" i "list naszej ukochanej minister Hall" (tak ładnie ostatnio pokazywała nogi w szmatławcu, że z niecierpliwością czekam na sesję w Playboyu). Naszła mnie za to taka myśl - w jakich czasach my żyjemy, że wyścig szczurów zaczyna się w przedszkolu a do wzięcia w nim udziału namawiają nas wszyscy nauczyciele?

Dlaczego uważam, że wyścig szczurów zaczyna się już w przedszkolu? Angielski (ostatnio widziałem ofertę prywatnego przedszkola językowego), mnóstwo dodatkowych zajęć (dla chętnych rodziców, o sorry, przedszkolaków). Walka o miejsca w przedszkolu. Potem jest tylko gorzej (i jeszcze wprowadzili tą idiotyczną ustawę o sześciolatkach w szkole, gratuluje, pani minister).

Wszyscy mówią nam "macie być najlepsi". Macie do czegoś dojść. Macie iść na studia... Sam w to kiedyś wierzyłem i teraz, na początku 2 klasy LO żałuję, że tak myślałem i nie wybrałem innej drogi.

Nie muszę być wielkim człowiekiem, nie muszę być bogatym człowiekiem, nie muszę mieć świetnej pracy pod tytułem inżynier i nie muszę mieć klaty jak Leonidas z "300". Ale świat tego ode mnie wymaga. W tym całym poszukiwaniu piękna, które piękne nie jest i spełnienia, które nigdy się nie dopełnia zatraciliśmy swoje człowieczeństwo, możliwość porażki, upadku... Zostały nam wyśrubowane ambicje. Macie być najlepsi... Macie wiedzieć wszystko... Nie wolno wam upaść, bo nikt wam ręki nie poda... Alleluja i do przodu! Wypij Red Bulla i na przód! Zapomnij o spokojnym świecie Ani Shirley! Zapomnij o polach malowanych zbożem rozmaitym! Przecież ty MUSISZ być szczęśliwy!

Może jojczę jak stary dziad, może nie odkryłem nic nowego, ale lubię sobie tutaj na blogu czasem ponudzić :)

Jakiś czas temu pisałem, że Europa ignoruje zagrożenie ze strony radykalnych prawicowców. Niedawno na Racjonalista.pl znalazł się tekst autorstwa Przemysława Prekiela, będący recenzją książki "Brunatna Księga 2009-2010" - jest potwierdzeniem, że wielu ludzi z niepokojem patrzy w stronę radykalnej prawicy. Polecam przeczytanie recenzji, ja teraz chyba będę polował na samą książkę.

Było ostatnio parę tekstów na homicze tematy, znalazłem na przykład TO - artykuł o lesbijkach "leczonych" gwałtem. Trudno nawet to bestialstwo skomentować. I TO - pewien "naukowiec" będzie w Poznaniu "nauczał", że homoseksualizm można leczyć. Podsumuję to nawiązując do słów Neta - czasami po urodzeniu jakaś niedorobiona pielęgniarka upuści dziecko i potem musimy się z nim męczyć... A i gratulacje dla Uniwersytetu Medycznego - bałbym się tam uczyć, skoro zapraszają tam ludzi podważających oczywiste fakty. Nie oni zaprosili? Co z tego! Naziście salki by nie dali, to i temu kretynowi nie powinni.

Nie pisałem jeszcze, że kopiłem sobie szczurka. Piękny mężczyzna, dobrze zbudowany (brzuszek ma jak ja), czerwone oczy - no po prostu super zwierz. Ma na imię Ramzes. Mam mały problem z wklejeniem zdjęć, ale jak tylko będę mógł to dodam.

sobota, 27 sierpnia 2011

O DEMOKRACJI POLSKIEJ

Osoby wrażliwe, przywiązane do swojego stołka, tych, co "nie o taką Polskę walczyli" i polityków proszę o odejście od ekranu. Będzie niedemokratycznie i długo. Zapraszam do dyskusji (błagam, natalio_oreiro, nie krzycz już :) ). 

O DEMOKRACJI POLSKIEJ

Obecnie na świecie uważa się demokracje za najlepszy system polityczny, dający najwięcej wolności, samorządności, dający gwarancję przestrzegania praw człowieka. To ostatnie zrodziło się zapewne z faktu, że większość współczesnych krajów (jak Chiny czy Korea Północna) rządzonych przez de facto jednego człowieka nie mają nic wspólnego z prawami człowieka, wręcz je łamią. Jednak z historycznego punktu widzenia (popatrzmy na polska historię) to demokracja wydaje się być powodem upadku, a władza skupiona w rękach odpowiedniego człowieka wybawieniem i symbolem spokoju w państwie.
Zastanówmy się więc. Gdyby władze skupiała jedna osoba (lub skromna garstka ludzi) o zdolnościach dyplomatycznych, mająca doskonałych doradców z wszystkich dziedzin i potrafiąca utrzymać kraj silną ręką to czyż nie byłoby to lepsze niż czterystu sześćdziesięciu nie mogących się pogodzić ludzi, którzy zachowują się jak idioci?
Polscy parlamentarzyści to nieodrodni synowie polskiej szlachty. Ona też sejmikowała, ona też do zgody była bardzo niechętna. Ona wolała pić i bawić się całymi dniami, a obecni parlamentarzyści nie robią nic prócz zapewniania, że gdy opozycja rządziła było gorzej. Aż się dziwie, że nie dławią się tą kasą, którą dostają z naszych podatków. A bodaj by was usiekli!
Posłużę się teraz portretem polskiej szlachty przedstawionym przez Macieja Dobrzyńskiego (cytat z "pana Tadeusza", oczywiście): 
A głupi! a głupi!
A głupi wy! Na kim się mleło, na was skrupi.
To póki o wskrzeszeniu Polski była rada,
O dobru pospolitem, głupi, u was zwada?
Nie można było, głupi, ani się rozmówić,
Głupi, ani porządku, ani postanowić
Wodza nad wami, głupi! A niech no kto podda
Osobiste urazy, głupi, u was zgoda!
Coś wam to przypomina? Ta ciągła niezgoda, ta spirala nienawiści i sprzecznych z dobrem państwa działań doprowadziła do załamania się państwa polskiego i w konsekwencji do zaborów. Jak to możliwe, że potężny kraj Bolesława Chrobrego, Odnowiciela, wreszcie Łokietka i Kazimierza Wielkiego został doprowadzony do upadku?! Odpowiedź jest prosta - wprowadzono demokracje szlachecką.
Zaczęło się to niepozornie. Ludwik Węgierski by zapewnić władze swej córce, miłościwie nam panującej Jadwidze (jest zdecydowanie moim ulubionym królem Polski) musiał nadać szlachcie przywileje. Potem nasz wspaniały król (i ni ironizuje tu) Władysław Jagiełło musiał wkupić się w łaski rosnącej w siłę szlachcie, aby Jagiellonowie mogli zostać w Polsce. Tak więc nadał szlachcie nowe prawa (przywileje generalne: brzeski, jedlnieński, krakowski). Były one podwaliną pod budowę "złotej demokracji szlacheckiej". Jestem wprost zniesmaczony, gdy czytam o bucie naszych przodków. Mieli wspaniałego króla Jagiełłę, który za przeproszeniem, rozpierdzielił Krzyżaków pod Grunwaldem, który umocnił Polskę i dał nam potężną siostrę i partnerkę - Litwę, a żądali od niego przywilejów, żeby w zamian łaskawie zgodzić się na panowanie jego syna. Najwyraźniej nie obchodził ich dobrobyt Polski, ciągłość władzy (bezkrólewie to śmierć), a jedynie ich własne kieszenie, zyski i władza. Osobiście uważam, że była to zdrada.
Kolejne kroki w stronę upadku Królestwa Polskiego nastąpiły w momencie bezpotomnej śmierci Zygmunta Augusta. Nastąpiła wtedy era władców elekcyjnych. Już pierwsze elekcje przyczyniły się do tego, że naprawdę mało brakło, aby wybuchła wojna domowa. Pominę tu krótki czas "panowania" Henryka "Zwiewającego" Walezego.
Podczas elekcji we wsi Wola pod Warszawą senatorowie wybrali na króla Maksymiliana II Habsburga. Szlachta była ujemnie zachwycona i wybrała na króla Anne Jagiellonkę i ogłosiła, że jej mężem zostanie książę Siedmiogrodu Stefan Batory. Na szczęście Maksymilian zmarł zanim zdążył zagrozić jego władzy, jednak Batory długo musiał walczyć z przeciwnikami.
Batory słyszą wygórowane żądania szlachty (chcieli przywilejów) zezłościł się i wygłosił mowę zawierająca miedzy innymi słynne słowa "jestem królem waszym, nie wymyślonym ani malowanym". Potem dodał "chcę panować i rządzić i nie ścierpię, aby ktoś z was mi w tym przeszkadzał. Bądźcie strażnikami waszej wolności, ale nie pozwolę, abyście byli moimi nauczycielami".
Po niespodziewanej śmierci Batorego konflikt o to, kto ma być królem wybuchł z ogromną siłą. Zamoyski i Zborowscy przyprowadzili na pole elekcyjne wojsko, znów wybrano dwóch królów - Zygmunta Wazę i Maksymiliana, brata cesarza Rudolfa II. Znów cudem udało się koronować Wazę nim Habsburg dojechał do Krakowa (Zamoyski go przepędził).
Zygmunt nie przyzwyczajony do dzielenia się władzą ze szlachtą, chciał zebrać całą władze, jednak rokosz Zebrzydowskiego mu w tym przeszkodził. Mimo jawnego nieposłuszeństwa król nie mógł krwawo stłumić rokoszu, bo zostałby co najmniej wypędzony z Polski.
Dopiero elekcja jego syna, Władysława IV Wazy, była spokojna. Ba! Najspokojniejsza. Kolejna, podczas której wybrano Jana Kazimierza, również nie należała do najgwałtowniejszych - być może dlatego, że na Ukrainie szerzył się bunt Chmielnickiego i okazało się, że król jest jednak do czegoś potrzebny. Za to za czasów J.K. po raz pierwszy wykorzystano hasło "liberum veto". Użył go Władysław Siciński (a bodaj by cie usiekli!), bo nie spodobało mu się, że obrady sejmu ciągną się tak długo (notabene z powodu niezgody szlachty). W wyniku rokoszu Lubomirskiego i problemów osobistych Jan Kazimierz abdykował.
Wówczas w Polsce zawrzało, szlachta pogrążyła kraj w zamęcie politycznym. W końcu szlachta wybrała na króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego, polityczne beztalencie i marionetkę. Warto też wspomnieć, że w trakcie tej elekcji szlachta otworzyła ogień do senatorów, którzy musieli ratować się ucieczką.
Jan II Sobieski, kolejny król Polski, w przeciwieństwie do wielu swoich poprzedników, był do swojej roli przygotowany. Mimo, że jego elekcja wypadła w trudnych warunkach (król Michał zmarł w przededniu bitwy chocimskiej) był to dobry wybór. Jan Sobieski był hetmanem, doświadczonym żołnierzem i strategiem, wiernym poddanym króla Jana Kazimierza (ostro sprzeciwił się rokoszowi Lubomirskiego). Potem protestował przeciwko wyborowi Wiśniowieckiego na króla, jednak nadal służyła ojczyźnie. Myślę, że nie przesadzę mówiąc, że był najwybitniejszym polskim królem ery wolnych elekcji.
Po śmierci Sobieskiego konflikt o koronę znów przybrał postać skrzyżowanych mieczy. W końcu królem obwołano Augusta II Mocnego z dynastii Saskiej. Po dziewięciu latach rządów szlachta zdetronizowała Sasa i wybrała na króla Stanisława Leszczyńskiego. Niedługo potem znów powrócił do władzy w Polsce (mimo oporu szlachty). Okazał się dobrym władca i mimo wcześniejszej wojennej zawieruchy po powrocie na tron przedstawił wiele projektów naprawy sytuacji Polski. Nie zmieniło to jednak faktu, że Rzeczpospolita chyliła się ku upadkowi. Kolejny król, August III Sas, uzyskał elekcje w wyniku zbrojnego najazdu na pole elekcyjne i przytrzymaniu szlachty pod mieczem. W Polsce wybuchła wojna domowa, którą wygrał Sas. Potem chciał wprowadzić reformy, jednak ze względu na zrywanie sejmów nie udało się żadnej uchwalić.
Podczas kolejnej elekcji najważniejsze okazało się zdanie carycy Katarzyny II - już wcześniej planowała ona osadzenie na polskim tronie Poniatowskiego. Po przyjeździe do Polski rosyjskiego ambasadora i czterech tysięcy zbrojnych sejm bez problemów wybrał na króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Inna sprawa, że przed elekcją prawie cała opozycja opuściła Warszawę.
Mimo dość oryginalnego sposobu elekcji Poniatowski okazał się naprawdę dobrym władcą. Nie był idiotą, znał się na dyplomacji, sztuce, wiedział, co zrobić, by uzdrowić Polskę. Cierpiał jednak na tragiczną przypadłość - uległość wobec Katarzyny II. Szlachta w 1768 roku zawiązała konfederację barską, dwa lata później ogłosili detronizację Poniatowskiego. Był to jeden z powodów I rozbioru Polski. Za rządów Poniatowskiego uchwalono Konstytucję 3-go maja, najlepsza rzecz jaka nas spotkała podczas tego trudnego czasu rozbiorów.
Poniatowski nie był złym królem, jednak jego uległość wobec Rosji i brak politycznego kręgosłupa sprawiło, że wydawał się marionetką. Wraz z Konstytucją skończyło się szlachtowanie i picie wina na sejmikach. Dzieło zniszczenia dobiegło końca, szlachta doprowadziła do upadku Polski.
Kolejnym przykładem na to, że demokracja nie jest wartością samą w sobie jest czas sanacji. Zanim Piłsudski objął władzę (rok 1926 - przewrót majowy) mieliśmy w Polsce "pierdel, serdel, burdel" (cytując samego marszałka). Potem nastąpił czas rozwoju, również gospodarczego (w czym duże zasługi miał prezydent Mościcki*).
Dlaczego więc rządy innych dyktatorów (jak to ich nazywają demokraci) przyniosły więcej szkody niż pożytku? Hitlerowi, Stalinowi i wszystkim tym tyranom nie zależało na dobrobycie kraju, dobrych warunkach życia dla swoich obywateli (wiecie jakie było największe ludobójstwo Stalina? To popełnione na Rosjanach). Sztuką jest połączenie reformowania kraju z dyplomacją i rozwojem gospodarczym. Idealny władca absolutny jest więc dyplomatą i finansistą, mądrym, wykształconym człowiekiem. Myślę, że paru by się w Polsce znalazło. Problemem jest jedynie wybór takiego człowieka. Wobec faktu, że wolne elekcje doprowadziły do upadku Polski, należałoby przywrócić monarchię absolutną. A już monarchów głowa w tym, by ich potomkowie byli tak wykształceni, żeby przysłużyć się Polsce.
Jest jednak zawsze taka opcja, że syn wielkiego człowieka (jak na przykład Kazimierz Wielki) okaże się idiotą (jak Aleksander Jagiellończyk, chociaż ona bardzo nie nabroił, najgorsi są ci co inteligentnie i z premedytacją szkodzili interesowi Polski). Dlatego też należny stwierdzić, że demokracja mimo, że nie jest najlepszym systemem politycznym, to jednak jest systemem najbezpieczniejszym. Nie zwalnia nas to jednak od obowiązku mądrego wyboru tych 460 posłów, 100 senatorów i prezydenta. A Polacy się do tego przykładają tak, jak szlachta do wyboru króla. A potem mówimy, że rządzą nami idioci. A kto tych idiotów wybrał? Dokonując tak idiotycznych wyborów sprawiamy, że Polska stoi w miejscu, że nie ma tych cholernych dróg, że lepszym wydaje się skombinowanie jakiegoś króla, co by nami rządził... Być może po prostu nie jesteśmy stworzeni do demokracji. Bo człowiek głupi jest.

* "Związek" Piłsudskiego z Mościckim porównywałbym do związku Jadwigi z Jagiełłą - Jagiełło rządził ostrą ręką, ona łagodziła spory, Jagiełło prał wrogów, ona wspomagała Polaków. I tak Piłsudski zajmował się polityka, a Mościcki gospodarką, bo się na tym znał. Jest to według mnie idealny sposób na pogodzenie funkcji premiera i prezydenta - premier od polityki, prezydent od gospodarki. Problem w tym, że na gospodarce i finansach trza się znać, a my wybieramy prezydentów tak jak szlachta wybierała królów - na zasadzie "kto da mi więcej". Problem w tym, że gdy nasz kraj nie będzie w dobrobycie, to i poszczególni Polacy mogą o dobrobycie zapomnieć.

wtorek, 23 sierpnia 2011

NOBLESSE OBLIGÈ

Był bogaty, zajmował superważne stanowisko, miał tytuł szlachecki i powierzchowność zjednującą mu kobiety w stylu „damy” oraz „nie damy”. Nosił wysoko głowę, nosił wysoko fiuta. Wierność nie była jego dobrą stroną.
Ona była sprzątaczką w jego dworku. Imigrantka bez wykształcenia, za to z kształtnym tyłkiem. Nie rzadki to widok. Codziennie w ramach prowokowania sprzątała na kolanach podłogę gabinetu Szlachcica, codziennie prowokowała go nosząc swój służbowy strój, krótką spódniczkę i spory dekolt. I co z tego, że to on zatwierdzał stroje służby. Przecież to ona go sprowokowała do tego, by ją wyruchał. I winne tu też było szlachectwo owego Pana. Przecież szlachectwo wymaga od niego, żeby ruchał wszystko, co ma biust i szeptał służbie sprośne słówka. Przecież on musi pokazać, kto tu rządzi, kto tu jest Szlachcicem.
Ona zaszła w ciążę. On, mimo że jego życiowym powołaniem było zapłodnienie możliwie dużej ilości kobiet (bo przecież tak wspaniałe geny nie mogły się zmarnować), pod groźbą odesłania jej tam skąd przybyła zmusił ją do usunięcia ciąży. Przecież szlachectwo zobowiązuje do dbania o swoje dobre imię, a ten bękart mógł je tylko zniszczyć.
Szlachectwo zobowiązuje do ruchania wszystkiego co się nawinie – to na pewno wysoki szlachecki sąd rozumie. Proszę więc o uniewinnienie owego szlachcica od zarzutu gwałtu, bo wyruchanie sprzątaczki to nie gwałt. To powinność Szlachcica i najlepsza rzecz jaka ją spotkała! Ona powinna być wdzięczna, ze tak wspaniała osoba ją wyruchała! To przecież zaszczyt, a nie gwałt!
Sąd pokiwał głową, poprawił pierścień szlachecki na palcu i wysłał Ją do jej rodzinnego kraju, bo by się Szlachcicowi nie naprzykrzała. Zaprosił Pana na whiskey i uderzył młoteczkiem w podstawkę, zamykając rozprawę. I tak oto sprawiedliwości stało się zadość.

PS. Nie wzorowałem się na postaci Strauss-Kahna. Zainspirowała mnie historia opisana w "S@motności w Sieci" Janusza L. Wiśniewskiego (o matce Jima).

PS2. Czy wy TO słyszeliście? Katarzyna Dąbrowska i piosenka którą w 2007 roku wygrała Studencki Festiwal Piosenki w Krakowie. Niesamowite po prostu... 

sobota, 13 sierpnia 2011

BEZKRÓLEWIE

Dzisiejszy post sponsorują zamieszki w Londynie.
Nie lubię anarchistów. Po prostu ich nie lubię. Nie lubię anarchii w formie motłochu wylewającego się na ulice, niszczącego dorobki życia, spokój i ład. Nie lubię anarchii przeszkadzającej państwu funkcjonować. Ok, rządzą nami idioci - to weź spal mercedesa premiera* a nie sklepik cioci Zosi. Bo co chcesz uzyskać? Zmiany, czy tylko złośliwie pozbawić ciocię źródła zarobku? Nie lubię debili wyłażących na ulicę i rozpieprzających wszystko co znalazło się na ich drodze. Rozumiem, ze mogą komuś puścić nerwy, bo do emerytury daleko, bo mało zarabiam, bo warunki pracy są złe, bo mam dziecko chore a państwo ma to w dupie, bo nie mam za co kupić podręczników... 
Zauważcie, że ludzie naprawdę mający problemy wychodzą na ulice tylko w ramach protestów pokojowych, a nie po to, żeby zrobić rozpierdol (do tych, co robią rozpierdol zaliczam związkowców palących opony, którzy zarabiają średnio 8 tyś. na rękę). Jak ktoś wychodzi na ulicę tylko po to, żeby się pobić z policją, to policja powinna wyciągnąć kałachy i powystrzelać całą hałastrę. Metoda totalitarna?! Chuj mnie to obchodzi - póki zgodna z prawem i nie nadużywana jest metodą najlepszą. Nie możemy w ramach poprawności politycznej pozwalać na burdel. Burdel nigdy dobrze się nie kończy.

* To nie jest nawoływanie do nienawiści, tylko metafora. Motłoch powinien wiedzieć, że jak winny jest premier, to ciocia Zosia nie musi za to płacić.

ANARCHIA

Wyszedł na ulice i już nie wrócił. Ludzie skandowali swoje hasła, podpalali sklepy, domy i samochody. Miasto dławiło się dymem ze spalonych opon. Dzielnica rzęziła i dogorywała, a agresja tych małpoludów wciąż nie znajdowała ujścia. A on wyszedł na ulicę i już nie wrócił.
Matka krzyczała wskazując na dym za oknem. Leżące na ziemi zabawki przypominały o młodszych siostrach, które musiały schronić się u ciotki. Ojciec siedział na fotelu paląc papierosa i przeklinając rząd, demonstrantów i policje. Domowa atmosfera przypominała żarzące się węgle, którym wystarczy podmuch wiatru, by płomień wystrzelił i zajął wszystko.
A on wyszedł na ulicę i już nie wrócił. Wściekły, że w domu nie ma jedzenia, że motłoch niszczy jego ulicę, jego wspomnienia z dzieciństwa, jego dom, wściekły, że gardło gryzie mu dym, zbiegł po schodach i wyszedł przed dom. Motłoch plądrował jego ulubioną cukiernię, kijami baseballowymi wybijał wszystkie napotkane szyby, rozwalał wszystko na jego drodze. Zacisnął pięści z bólu i nienawiści, targany rozrywającym serce uczuciem bezradności patrzył na przerażający krajobraz.
Lecąca cegła trafiła go w skroń. Upadł na brudną ulice pełną szkła i śmieci. Skonał. Wyszedł na ulicę i już nie wrócił.

sobota, 6 sierpnia 2011

DUDKA

Zmarł mi chomiczek, Dudusia. Małe było już stare i w końcu Biała Dama przyszła i po nią. Jakoś tak teraz pusto w kuchni bez tego ciągłego grzechotu żwirkiem i patykami o klatkę. 

Wczoraj Dudka bardzo źle się czuła, ledwo chodziła, wieczorem w ogóle przestała i tylko leżała z zamkniętymi oczami. Ruszała się tylko jak ją dotykaliśmy, żeby sprawdzić, czy żyje. Moje małe, biedne zwierzątko.

Tak wyglądała, gdy była wściekła, że ją obudziłem:

Tak szukała okruszków na moim biurku: 


 A tak bawiła się na Sylwestrze:

piątek, 5 sierpnia 2011

ŻYDOKOMUNA

Czy wy wiecie? No jak możecie nie wiedzieć?! Tusek, ten Żyd z masonerii zabił Leppera! I to tylko wygląda jak samobójstwo! To tajne służby! KGB! A wszystkiemu winni są Żydzi, to przecież każda babcia klozetowa ci powie...

Hm... Nie zwariowałem :)  Ja tylko wyciągam ten głęboki niczym woda w spodku przekaz płynący z komentarzy po tym i tym "newsem". Ludzie, błagam, dajcie se siana. Mieszkamy w Polsce, a nie w Żydokomunie, rządzą nami Polacy (tak Polak też może być idiotą, ale miło, że tak patriotycznie twierdzimy, że nie mogą nami rządzić Polacy, skoro władza jest tak durna), komuna skończyła się dwajścia lat temu, a Tusk nie jest masonem (chociaż mógłby być i nam nic do tego). A Lepper popełnił samobójstwo, cóż, zdarza się. Miał chorego syna, jego polityczna kariera legła w gruzach, miał kilkanaście procesów – to wystarczy, żeby popełnić samobójstwo.

Ja nie wiem, jak media to robią, ale jeszcze godzinę temu (dopóki nie włączyłem sobie onetu) sądziłem, że Endriu to burak bez domieszek, a teraz jest to wicepremier (co prawda były, ale w końcu koalicja „sekta Kaczki+nacjonaliści+rolnicy” to nie prehistoria), polityk, wzorowy obywatel! I chuj, że wysypywał zboże na tory, że miał postawionych kilkanaście zarzutów i był paranoicznym zerem. Jeżeliby przyjąć zasadę „o zmarłym nie mówi się nic lub mówi się dobrze” to o Lepperze powinno być cicho. Nie można w ramach poprawności politycznej wybielać ludzi. To jest po prostu niesprawiedliwe wobec nas, żywych. Wyczyścili Blidę, czyszczą Leppera... No cóż, taka karma.

Może teraz coś weselszego i branżowego. Żeby nie było, że Sławuś przynudza.

Włoska posłanka wzięła ślub ze swoją ukochaną! (ino nie wiem, czemu tutaj, przy newsie jest zdjęcie gejów). We Włoszech, podobnie jak na naszym grajdołku homików rząd nie widzi i nie słyszy, więc pani posłanka wzięła ślub w Niemczech, w ojczyźnie jej obecnej żony. Jak to pięknie kwitnie miłość na sawannie, rozrasta się gwałtownie w buszu i przymarza na wieki w klimacie Syberii... 

Ja też umiem się poetycko wysławiać :)

Obejrzycie sobie TO, mój ulubiony skecz Kabaretu Barbie Girls. Tak na poprawę ciśnienia :)