czwartek, 27 stycznia 2011

ANONIMY WY MOJE

Za zdziwieniem odkryłem komentarze pod postami. I teraz sobie z nimi podyskutuję, a co.

Jakiś miły Gall Anonim stwierdził/a pod postem z 9-go października:
A może skoro bierzesz się za temat Biblii to powinienes lepiej go przestudiować... :]
Bo jak sam zamieściłeś cytat: "jak ktos jest głupi i chce być głupi, to nie powinien do tego używac religii..."...
Pozdro
Może już się tu nie pojawi (a szkoda by było), ale chciałbym, żeby zakutalizował/a pojęcie "głupota".
Drogi Anonimie, nie twierdze, że doskonale znam Biblie. Mam za mały staż w jej czytaniu, żeby móc tak powiedzieć, jednak chciałbym ją poznawać, a nie zasłaniać się gotowymi sztandarami i tym co stwierdza na niej podstawie inni, bo to właśnie nazywam głupotą. Głupota to dla mnie stanie w miejscu i korzystanie z gotowych wzorców. Ja nie chce być głupi - chcę wierzyć w coś, co pozwala mi żyć z zgodzie z sumieniem, a że często znajduje powody do takiej wiary właśnie w Biblii, to uważam, że mam prawo publikować je na blogu.
Swoją drogą, nie wiem, do czego Anonim się przyczepił/a - do moich poglądów, do tego, że czytam Biblię ignorując nauki Kościoła czy może do tego, że wyciągam wnioski z jej czytania na bieżąco (a ja lubię sobie podsumowywać po kawałku), bez znajomości całości.

Natomiast drugi Anonim pisze pod tym samym postem:
Ktoś tu Jest nieźle popierdolony. Pjona!
Pamiętajcie Myjcie Dupy!
I teraz nie wiem - czy nie zauważył/a napisu "transsksualista k/m" i uważa mnie za geja, czy wrzucił mnie razem ze wszystkimi LGBT do miłośników seksu analnego, czy po prostu nie wie, co to transseksualizm. No chyba, że to po prostu był banner reklamujący czystość - jeśli tak, to uspokoję szanownego Anonima, myję pupę codziennie.
Co do stwierdzenia, że jestem popierdolony nie będę się kłócił - według mnie coś takiego jak normalność nie istnieje. Są tylko ludzie mówiący wprost co myślą i ludzie, którzy się za nimi kryją.

Następny Anonim (co wy macie z tą anonimowością? Komuna się skończyła, piszcie choć imiona!):
Masz cycki ? Masz
Masz Cipsko? Masz
Jestes Babą? Jestes
To ja sie pytam o co Tu kurwa chodzi? xD nie ograniam , jetsescie jacys popierdoleni.
I o tym właśnie pisałem jako o niedouczeniu. Drogi Anonimie, jeśli nie ogarniasz, to trzeba z tą niewiedzą walczyć ogniem i mieczem! Polecam stronę www.transfuzja.org - mają tam świetne definicje tego, co to jest transseksualizm, transgenderyzm czy transwestytyzm (a wszystko to mieści się w rubryce "transpłciowość"). Są tam też artykuły i opowiadania, które świetnie wyjaśnią każdemu chętnemu istotę transpłciowości. Dla jeszcze mocniej zainteresowanych polecam stronę www.transseksualizm.pl - jest to forum transów, raczej przeznaczone dla nich, ale jak ktoś ciekaw, to zapraszam.

Cieszę się, że komentarze w ogóle się pojawiają, ale zachęcam komentujących do lepszego poznania istoty transseksualizmu (niekoniecznie od strony kościelnej). Zwłaszcza, jak nie ogarniacie :)

poniedziałek, 24 stycznia 2011

ROBIENIE MAŁYCH POLAKÓW

Miałem dzisiaj niewysłowioną przyjemność (tfu!) obejrzenia pewnego spotu reklamowego, w którym zatroskany narrator posługując się smutnymi obrazkami, na których jest oraz mniej ludzi informuje Polaków, że jest nas coraz mniej i że musimy coś z tym zrobić. Innymi słowy: mamy się, kurwa, rozmnażać!
A co my z tego będziemy mieć, powinni zapytać Polacy. Wychowanie dziecka to tak wielki koszt, że niemożliwością jest, żeby nasze państwo miało więcej obywateli, jeżeli o nich porządnie nie zadba.

1. WYKSZTAŁCENIE droższe już chyba być nie może. Książki dla mnie kosztują 300 zeta (mimo, ze przynajmniej połowa to książki z drugiej ręki), dla siostry około 200 + zeszyty, tornistry (które rozwalają się aż za często) i inne. 

a) Książki w większości są z drogiego i ciężkiego kredowego papieru, a mimo to psują się tak szybko (a te do języków są po prostu nie do sprzedania, bo cały czas się w nich coś bazgra) i co roku trzeba kupować nowe. Czy nie można znów drukować książek na bibułce i ograniczyć kolory? Owszem, rozwalałyby się szybciej, ale przecież i tak trzeba kupować coraz to nowsze, a przynajmniej byłoby taniej. 

b) Może również  powinno się ujednolicić godziny przychodzenia i wychodzenia ze szkoły, zwłaszcza w podstawówkach. Często jest tak, że jedno dziecko ma do szkoły na 8:00, a drugie na 8:45 albo 9:40 i weź tu teraz odwoź do szkoły. Dzieciaki albo siedzą na świetlicach, albo rodzice jeżdżą w te i nazad, co jest po pierwsze wkurzające, a po drugie kosztuje.

c) Rząd dopłaca do podręczników, ale tylko rodzinom, które mają dochód na osobę mniejszy niż 310 złote. Przecież to kpina! Nawet samotna matka zarabiająca 1000 zeta i mająca jedno dziecko nie mieści się w tej klamerce! Praktycznie nikt się w niej nie mieści! Rozumiem, że w przypadku rodzin utrzymywanych z renty wynoszącej 800/900 złotych to ma sens, ale tak jak na przykład u nas w rodzinie, jak moja najmłodsza siostra pójdzie do szkoły, będziemy wydawać co roku na książki i inne potrzebne do szkoły rzeczy ponad tysiąc złotych. I co, pomoc nam się nie należy? Ojciec nie zarabia kokosów, mama nie pracuje (bo i jak?) i co roku we wrześniu mamy ogromną dziurę w budżecie.

2. MAMA - kto to jest dla polskich władz? Osobnik płci żeńskiej zajmujący się wychowaniem bachorów, którymi w przyszłości będziemy się interesować, bo będą chodzić na wybory, ale teraz nas nie interesuje to, że opiekuje się nimi osobnik pracujący 24/h bez urlopów zdrowotnych, prawa do emerytury itd. Owszem, są mamy pracujące, ale jeśli rząd chce, żeby ludzie się rozmnażali, to musi wziąć pod uwagę, że przy dwójce i większej ilości dzieci (to też zależy od trybu pracy) oboje rodziców nie będzie w stanie pracować na utrzymanie rodziny! Moja mama w tym roku skończy 40 lat. Moja siostra ma 4 lata. Do przedszkola może pójdzie w tym roku (ale musiałaby spędzać tam całe dnie, a druga siostra siedzieć na świetlicy i na pewno to by sprzyjało dobremu wychowaniu ), więc w sprzyjających okolicznościach mama mogłaby zacząć pracę od przyszłego roku (a dodajmy, że nie ma kwalifikacji zawodowych, bo skąd?). Uzbiera na emeryturę? No chyba, kurna, nie.
W naszym kraju ciągle jest pełno kobiet, które po urodzeniu dziecka nie wyobrażając sobie natychmiastowego powrotu do pracy. Nie wszyscy mają dziadków w wieku i stanie zdrowia pozwalającym  na opiekę nad dziećmi, albo dziadki są jeszcze ludźmi młodymi i sami pracują. Gdyby kobiety miały zapewnione, że opieka nad dziećmi liczy się jako normalny zawód (a przecież jest to zawód najważniejszy na świecie) i mogłyby dostawać jakieś finansowe wynagrodzenie za to, że wychowują przyszłość polskiego narodu na pewno więcej osób decydowałoby się na założenie dużej rodziny. Bo nikt przecież nie powie, że moje mama wstając co rano o 6 rano, zajmując się z pełnym poświęceniem rodziną, będąc na każdą naszą prośbę, zawsze przy nas, opiekując się moimi małymi siostrami, chodząc spać o 23, gdy już wszystko jest przygotowane na następny dzień, nie pracuje w pełnym wymiarze godzin i nie zasługuje na emeryturę. Ma rodzić dzieci, martwić się finansami, dobrze wychowywać małych Polaków, a państwo ma ją w dupie. I to mnie wkurwia!

Nie obchodzi mnie to, że jak nie będę mieć dzieci, to dzieci moich rówieśników nie będą miały z czego żyć. Jest to brutale i egoistyczne, ale taki jest świat. Obchodzi mnie tylko to, czy jak w przyszłości zdecyduje się na dzieci, to będę mieć wsparcie w państwie, które na mojej krwawicy się będzie utrzymywać.  

Chcecie małych Polaków? To dajcie coś w zamian.

czwartek, 13 stycznia 2011

AWANTURA NA STO FAJEK

Ano, właśnie. Raport MAK.

polecam wywiad z Jerzym Millerem:

Tak w ogóle to kpiną jest przede wszystkim nazwa "Międzypaństwowy Komitet Lotniczy" - szkoda, że składa się z samych Rosjan i jednego polskiego akredytowanego, którego i tak w chuja robią (dowiedział się o upublicznieniu raportu dzień wcześniej)

"(...)Rozczarowanie dlatego, ponieważ przyznanie się do błędu wymaga odwagi, i ja liczyłem na to, że obie strony będą miały wystarczająco dużo odwagi, żeby powiedzieć o swoich błędach, bo to jest najlepsze badanie przyczyn katastrofy. (...)"
"(...)Jeżeli ktoś zaprasza gościa od siebie, to chyba jest naturalne, że odpowiada za warunki bezpieczeństwa w miejscu gdzie zaprasza.(...)"
J. Miller

I jeszcze jeden ciekawy artykuł - o samym MAKu:

wtorek, 11 stycznia 2011

BACK IT UP

trzy dni i ferie, trzy dni i ferie... - te słowa były dzisiaj w szkole powtarzane jak mantra, a samo słowo ferie było odmieniane przez wszystkie przypadki zarówno przez uczniów jak i nauczycieli. A najlepsze jest to, że i jutro, i pojutrze, i popojutrze też, mamy kartkówki - jesteśmy bardzo szczęśliwi...

Jutro ukażę się raport MAKu - czeka nas kolejny tydzień wyrywania sobie włosów z głowy przez premiera, Edmunda Klicha, Bogdana Klicha, wrzasków i jęków "Kaczyński spółka zoo" oraz pobłażliwych uśmieszków Władymira I, cara Rosyi przenajświętszej (tfu!). Niestety, nie sprawi to, że fakt olewania sprawy przez Rosjan stanie się bardziej poważny, bo wokół całej katastrofy rozegrała się taka szopka, że po prostu rzygać się tym wszystkim chce. Chyba najlepiej by było, żeby śledztwem rzeczywiście zajęły się osoby całkowicie z zewnątrz, taka naprawdę międzynarodowa komisja. Ale teraz jest już trochę na to za późno.

A zakochałem się! Póki co na odległość - w Caro Emerald i jej piosence "Back it up" (Emerald nie jest w moim typie, ale śpiewa pięknie).

i cytat na dziś:
Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń.
Oz 6, 6