wtorek, 23 sierpnia 2011

NOBLESSE OBLIGÈ

Był bogaty, zajmował superważne stanowisko, miał tytuł szlachecki i powierzchowność zjednującą mu kobiety w stylu „damy” oraz „nie damy”. Nosił wysoko głowę, nosił wysoko fiuta. Wierność nie była jego dobrą stroną.
Ona była sprzątaczką w jego dworku. Imigrantka bez wykształcenia, za to z kształtnym tyłkiem. Nie rzadki to widok. Codziennie w ramach prowokowania sprzątała na kolanach podłogę gabinetu Szlachcica, codziennie prowokowała go nosząc swój służbowy strój, krótką spódniczkę i spory dekolt. I co z tego, że to on zatwierdzał stroje służby. Przecież to ona go sprowokowała do tego, by ją wyruchał. I winne tu też było szlachectwo owego Pana. Przecież szlachectwo wymaga od niego, żeby ruchał wszystko, co ma biust i szeptał służbie sprośne słówka. Przecież on musi pokazać, kto tu rządzi, kto tu jest Szlachcicem.
Ona zaszła w ciążę. On, mimo że jego życiowym powołaniem było zapłodnienie możliwie dużej ilości kobiet (bo przecież tak wspaniałe geny nie mogły się zmarnować), pod groźbą odesłania jej tam skąd przybyła zmusił ją do usunięcia ciąży. Przecież szlachectwo zobowiązuje do dbania o swoje dobre imię, a ten bękart mógł je tylko zniszczyć.
Szlachectwo zobowiązuje do ruchania wszystkiego co się nawinie – to na pewno wysoki szlachecki sąd rozumie. Proszę więc o uniewinnienie owego szlachcica od zarzutu gwałtu, bo wyruchanie sprzątaczki to nie gwałt. To powinność Szlachcica i najlepsza rzecz jaka ją spotkała! Ona powinna być wdzięczna, ze tak wspaniała osoba ją wyruchała! To przecież zaszczyt, a nie gwałt!
Sąd pokiwał głową, poprawił pierścień szlachecki na palcu i wysłał Ją do jej rodzinnego kraju, bo by się Szlachcicowi nie naprzykrzała. Zaprosił Pana na whiskey i uderzył młoteczkiem w podstawkę, zamykając rozprawę. I tak oto sprawiedliwości stało się zadość.

PS. Nie wzorowałem się na postaci Strauss-Kahna. Zainspirowała mnie historia opisana w "S@motności w Sieci" Janusza L. Wiśniewskiego (o matce Jima).

PS2. Czy wy TO słyszeliście? Katarzyna Dąbrowska i piosenka którą w 2007 roku wygrała Studencki Festiwal Piosenki w Krakowie. Niesamowite po prostu... 

sobota, 13 sierpnia 2011

BEZKRÓLEWIE

Dzisiejszy post sponsorują zamieszki w Londynie.
Nie lubię anarchistów. Po prostu ich nie lubię. Nie lubię anarchii w formie motłochu wylewającego się na ulice, niszczącego dorobki życia, spokój i ład. Nie lubię anarchii przeszkadzającej państwu funkcjonować. Ok, rządzą nami idioci - to weź spal mercedesa premiera* a nie sklepik cioci Zosi. Bo co chcesz uzyskać? Zmiany, czy tylko złośliwie pozbawić ciocię źródła zarobku? Nie lubię debili wyłażących na ulicę i rozpieprzających wszystko co znalazło się na ich drodze. Rozumiem, ze mogą komuś puścić nerwy, bo do emerytury daleko, bo mało zarabiam, bo warunki pracy są złe, bo mam dziecko chore a państwo ma to w dupie, bo nie mam za co kupić podręczników... 
Zauważcie, że ludzie naprawdę mający problemy wychodzą na ulice tylko w ramach protestów pokojowych, a nie po to, żeby zrobić rozpierdol (do tych, co robią rozpierdol zaliczam związkowców palących opony, którzy zarabiają średnio 8 tyś. na rękę). Jak ktoś wychodzi na ulicę tylko po to, żeby się pobić z policją, to policja powinna wyciągnąć kałachy i powystrzelać całą hałastrę. Metoda totalitarna?! Chuj mnie to obchodzi - póki zgodna z prawem i nie nadużywana jest metodą najlepszą. Nie możemy w ramach poprawności politycznej pozwalać na burdel. Burdel nigdy dobrze się nie kończy.

* To nie jest nawoływanie do nienawiści, tylko metafora. Motłoch powinien wiedzieć, że jak winny jest premier, to ciocia Zosia nie musi za to płacić.

ANARCHIA

Wyszedł na ulice i już nie wrócił. Ludzie skandowali swoje hasła, podpalali sklepy, domy i samochody. Miasto dławiło się dymem ze spalonych opon. Dzielnica rzęziła i dogorywała, a agresja tych małpoludów wciąż nie znajdowała ujścia. A on wyszedł na ulicę i już nie wrócił.
Matka krzyczała wskazując na dym za oknem. Leżące na ziemi zabawki przypominały o młodszych siostrach, które musiały schronić się u ciotki. Ojciec siedział na fotelu paląc papierosa i przeklinając rząd, demonstrantów i policje. Domowa atmosfera przypominała żarzące się węgle, którym wystarczy podmuch wiatru, by płomień wystrzelił i zajął wszystko.
A on wyszedł na ulicę i już nie wrócił. Wściekły, że w domu nie ma jedzenia, że motłoch niszczy jego ulicę, jego wspomnienia z dzieciństwa, jego dom, wściekły, że gardło gryzie mu dym, zbiegł po schodach i wyszedł przed dom. Motłoch plądrował jego ulubioną cukiernię, kijami baseballowymi wybijał wszystkie napotkane szyby, rozwalał wszystko na jego drodze. Zacisnął pięści z bólu i nienawiści, targany rozrywającym serce uczuciem bezradności patrzył na przerażający krajobraz.
Lecąca cegła trafiła go w skroń. Upadł na brudną ulice pełną szkła i śmieci. Skonał. Wyszedł na ulicę i już nie wrócił.

sobota, 6 sierpnia 2011

DUDKA

Zmarł mi chomiczek, Dudusia. Małe było już stare i w końcu Biała Dama przyszła i po nią. Jakoś tak teraz pusto w kuchni bez tego ciągłego grzechotu żwirkiem i patykami o klatkę. 

Wczoraj Dudka bardzo źle się czuła, ledwo chodziła, wieczorem w ogóle przestała i tylko leżała z zamkniętymi oczami. Ruszała się tylko jak ją dotykaliśmy, żeby sprawdzić, czy żyje. Moje małe, biedne zwierzątko.

Tak wyglądała, gdy była wściekła, że ją obudziłem:

Tak szukała okruszków na moim biurku: 


 A tak bawiła się na Sylwestrze:

piątek, 5 sierpnia 2011

ŻYDOKOMUNA

Czy wy wiecie? No jak możecie nie wiedzieć?! Tusek, ten Żyd z masonerii zabił Leppera! I to tylko wygląda jak samobójstwo! To tajne służby! KGB! A wszystkiemu winni są Żydzi, to przecież każda babcia klozetowa ci powie...

Hm... Nie zwariowałem :)  Ja tylko wyciągam ten głęboki niczym woda w spodku przekaz płynący z komentarzy po tym i tym "newsem". Ludzie, błagam, dajcie se siana. Mieszkamy w Polsce, a nie w Żydokomunie, rządzą nami Polacy (tak Polak też może być idiotą, ale miło, że tak patriotycznie twierdzimy, że nie mogą nami rządzić Polacy, skoro władza jest tak durna), komuna skończyła się dwajścia lat temu, a Tusk nie jest masonem (chociaż mógłby być i nam nic do tego). A Lepper popełnił samobójstwo, cóż, zdarza się. Miał chorego syna, jego polityczna kariera legła w gruzach, miał kilkanaście procesów – to wystarczy, żeby popełnić samobójstwo.

Ja nie wiem, jak media to robią, ale jeszcze godzinę temu (dopóki nie włączyłem sobie onetu) sądziłem, że Endriu to burak bez domieszek, a teraz jest to wicepremier (co prawda były, ale w końcu koalicja „sekta Kaczki+nacjonaliści+rolnicy” to nie prehistoria), polityk, wzorowy obywatel! I chuj, że wysypywał zboże na tory, że miał postawionych kilkanaście zarzutów i był paranoicznym zerem. Jeżeliby przyjąć zasadę „o zmarłym nie mówi się nic lub mówi się dobrze” to o Lepperze powinno być cicho. Nie można w ramach poprawności politycznej wybielać ludzi. To jest po prostu niesprawiedliwe wobec nas, żywych. Wyczyścili Blidę, czyszczą Leppera... No cóż, taka karma.

Może teraz coś weselszego i branżowego. Żeby nie było, że Sławuś przynudza.

Włoska posłanka wzięła ślub ze swoją ukochaną! (ino nie wiem, czemu tutaj, przy newsie jest zdjęcie gejów). We Włoszech, podobnie jak na naszym grajdołku homików rząd nie widzi i nie słyszy, więc pani posłanka wzięła ślub w Niemczech, w ojczyźnie jej obecnej żony. Jak to pięknie kwitnie miłość na sawannie, rozrasta się gwałtownie w buszu i przymarza na wieki w klimacie Syberii... 

Ja też umiem się poetycko wysławiać :)

Obejrzycie sobie TO, mój ulubiony skecz Kabaretu Barbie Girls. Tak na poprawę ciśnienia :)

niedziela, 31 lipca 2011

Smoleńscy niech się kłócą, nic ciekawego z tego nie wyjdzie... Z raportu Millera każdy wyciągnie to co będzie chciał - argumenty za i przeciw raportowi, argumenty za i przeciw pilotom, argumenty za i przeciw Ruskim... Moja mama ma chyba racje, że nigdy nie poznamy prawdy. Dlaczego? Bo nikomu (może prócz rodzin osób, które zginęły) tak naprawdę nie zależny na wyjaśnieniu co się tam stało, dlaczego Tutka się rozbiła. Politycy (Polscy i Rosyjscy) mają cele stricte polityczne, co sprawia, że trudno napisać raport tak, by wszystkim pasował. Ba! To jest niemożliwe, bo takiemu Kaczyńskiemu będzie zależało na tym, by obsmarować Tuska, Tuskowi żeby winni byli wszyscy prócz niego, ministrom będzie zależeć tylko na tym, by nie wylecieć (biedny Klichu), a Ruskom na tym, żeby winny był Lech K. tudzież piloci. Tak więc, powtórzę: niech smoleńscy się biją, są ważniejsze sprawy do roboty. Ja na przykład mam zamiar dzisiaj przejść kolejny poziom mojej strzelanki. A o przyczynach katastrofy smoleńskiej dowiem się pewnie równie prędko jak o przyczynach katastrofy w Gibraltarze w 1943 roku (niezainteresowanym podpowiem, że zginął wtedy generał Władysław Sikorski).

hm... Kontrowersje z nowym szefem MON. Nie wiem, czy premier sobie zdaje sprawę z tego, że to jest jeden z najważniejszych resortów (obok resortu zdrowia i MEN). Zastanawiam się czasem, w jaki sposób wybiera się ministrów - mam wrażenie, że ciągną zapałki...

Historia niesamowitej rodzinki - transseksualista k/m urodził trójkę dzieci, dwóch synów i córkę. Wychowują je razem z żoną - wzorcowa rodzinka. Słyszałem o nim już wcześniej i muszę powiedzieć, że jest niesamowity. Jedno jest pewne - ja bym się na coś takiego nie zgodził. Inaczej - nie podołałbym. Rodzenie dzieci... Podziwiam faceta i wszystkie matki tego świata (moją mamę szczególnie - dopiero niedawno uświadomiłem sobie, jak trudna była sytuacja przy porodzie mojej najmłodszej siostrzyczki).

Rodzice wrócili do domu, ja próbuje zapomnieć o schabowych, które robi dziadek (nie znoszę mięsa a oni jedzą prawie same kotlety, a że nie mogłem się urwać ze smyczy musiałem owe kotlety zjadać). Wczoraj wraz z dziadkiem i babcią byliśmy na wycieczce "szlakiem Orlich Gniazd" - byliśmy w Ogrodzieńcu, gdzie są miniatury wszystkich Orlich Gniazd, na zamku Smoleń (zgodnie z moim zwyczajem wlazłem do każdej dziury i na każdą kupkę gruzu), zamku Bydlin (właściwie to jest tylko strażnica), pustyni Błędowskiej i zamku Rabsztyn. Fotorelacje zamieszczę jak podkradnę dziadkowi aparat i ściągnę zdjęcia.

Ps. Ktoś znalazł mojego bloga wyszukując słowa "mamuśka ma ochotę na nastoletniego chłopca". Hm... Chyba go nie zadowoliłem.

środa, 27 lipca 2011

FUNDAMENTALIZM I INNE

Deszczyk pada, temperatura lepsza być nie może -  kocham taką pogodę (mieszkańcy terenów właśnie zalewanych przez wodę na pewno się ze mną nie zgadzają). Jakoś lepiej mi się oddycha. W dzisiejszym poście może za to nie być ładu i składu, bo mam jakiś ciężki pomyślunek po nocy spędzonej na rysowaniu rajtara i czytaniu specjalnego wydania Newsweeka (Historia!).

Europa żyje tragedią w Norwegii. Nie dziwie się. Nie dość, że stało się to w tak spokojnym miejscu, to jeszcze zamachu dokonał chrześcijanin! I to w dodatku blondyn, "Aryjczyk" bez domieszek! Zadziwiające...

Zadziwiające, jak bardzo Europa boi się fundamentalizmu islamskiego jednocześnie ignorując zagrożenie ze strony chrześcijańskich ekstremistów. Również w Polsce mamy sporo prawicowych ekstremistów, również takich, co są związani mniej lub bardziej z nacjonalizmem. Zadziwiające, że organizacje nacjonalistyczne żyją sobie w spokoju i w równym "spokoju" organizują marsze (np. 11 listopada) i kontrmarsze (jak przy Paradzie Równości i tym podobnych). Jak podnoszą łapę w górę w geście "Heil Hitler" a potem zostają szefami TVP (patrz Piotr Farfał). Zadziwiające, że strona RedWatch nawołująca do zabijania tych, którzy nie podobają się nacjonalistom, ciągle działa...

Jakiś czas temu na etyce Pewna Straszna Pani kazała nam określić czego się boimy. Jako pierwsze wymieniłem fundamentalizm religijny, a to co się stało w Norwegii jest jednym z przykładów na to, że nie tylko fundamentalizm islamski jest zabójczy.

A, jeszcze jedno. Radziłbym naszej zakichanej TVP1 by nieco ostrożniej dobierała tytuły swoich newsów w Wiadomościach. Jak widzę tytuł "konsekwencje otwartości społeczeństwa" (coś takiego, może nie dosłownie, ale na pewno były "konsekwencje otwartości") to mam wrażenie, że TVP nie jest do otwartości przekonana. Ale może się tylko czepiam. To nie otwarte społeczeństwo jest złem - złem są jednostki, które chcą zniszczyć ten spokój i podporządkować społeczeństwo sobie (niezależnie od tego jakiego są wyznania).

Otwartość społeczeństwa to podstawa naszego bytu. Nie możemy być zamkniętym na świat kołchozem jakim jest np. Białoruś. Jestem zwolennikiem czegoś takiego jak społeczeństwo różnorodne. Takie jaki jest np. w Norwegii czy Szwecji. Niestety, w RP otwartość jest uważana za swego rodzaju zło. Wszystko gra dopiero wtedy, gdy dobrze poznamy drugiego osobnika, dopiero w tedy, gdy jest on z nami na tyle długo, że jest "swój". Takie z nas Tomaszki-Niedowiarki...

Zmieniam temat.

Zachwalałem już na moim blogu Adele. I jestem zmuszony zrobić to kolejny raz - a wszystko przez piosenkę "Set fire to the rain". Wspaniała... Głos ej kobiety przyprawia mnie o ciarki w równym stopniu jak moje ukochane "Dies irae" (w wersji Mozarta).

Dzisiaj w Sejmie miało miejsce pierwsze czytanie ustawy o umowach związków partnerskich. Relacja Abiekta TUTAJ (live) i TUTAJ (pełna). Sprawdzałem na tvpparlament.pl - najwyraźniej nie jest to zbyt interesujące, bo nagrania nie ma. 
Spodobała mi się odpowiedź pana Biedronia na jedno z pytań Abiekta:
"- Czy dwugłos w PO to tylko gra wizerunkowa, za którą nic nie stoi?
- Nie interesuje mnie to. Potrzebujemy 230 głosów plus jeden, tylko to się liczy.(...)"
Facet ma racje - w polityce nie liczą się poglądy, nie ważne, czy ustawa zostanie "przemycona" jako zachęta PO w stronę homików, czy jako rzecz dla PO ważna. Grunt, żeby ustawa była.

W piątek komisja Millera przedstawi swój raport. Jak myślicie, ile dni będzie trwała burza? Obstawiam od 5 do 10 dni ciągłych grzmotów. Ja też mam swoje wątpliwości dotyczące katastrofy, a raczej wydarzeń "okołokatastroficznych". Ale o tym kiedy indziej.

niedziela, 24 lipca 2011

Jestem taki sam jak palec albo coś tam...

Rodzice pojechali tydzień temu w Bieszczady zostawiając mnie bez smyczy :) Miałem jechać z nimi, ale że w tym roku upały (tydzień temu jeszcze były) przeszkadzają mi bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, zostałem w domu. Perspektywa jechania czarnym autkiem przez parę godzin do chałupy bez WC wygrała z niewątpliwie przyjemną wizją wypoczynku na łonie natury. Wygodniś jestem, wiem.

Tak więc poczułem się spuszczony ze smyczy. A potem mój dziadek dowiedział się, że jego biedny wnuczek siedzi sam w domu i pewnie nie ma co jeść (nie wierzą w moje możliwości kulinarne - co to za problem zrobić sobie ryż po studencku?). Tak więc jeżdżę teraz codziennie do dziadka na obiadki i nie jestem w stanie urwać się ze smyczy wcześniej niż o szesnastej. Innymi słowy, z deszczu pod rynnę. 

Wiem, że to miłe ze strony dziadków i że nie powinienem narzekać, ale trochę mi ciąży sytuacja. Dziadki są ze sobą od 50 lat i kłócą się dosłownie co 15 minut. Jak u nich jestem to jeszcze dziadek się chce popisać i robi się złośliwy... Zniechęcają mnie do małżeństwa.

W dodatku nie jestem w stanie nie martwić się o babcie. Coraz mniej pamięta. Potrafi co chwila pytać się na przykład "która godzina?" albo "nie zimno ci?". Powtarza się z taką częstotliwością, że to nie może być przypadek. W sobotę dziadek pojechał na wycieczkę, a ja siedziałem z babcią u niej w domu. Cztery raz w ciągu godziny brała gazetkę Castoramy do ręki i pokazywała mi te same rzeczy. Nie chce brać leków na pamięć, bo pisze na nich, że są na sklerozę (ciocia jest neurologiem i takie przepisała). Normalnie się obraziła na nas, że jej takie dajemy. Chyba widzi, że nie do końca wszystko jest okey, ale nie chce przyjąć tego do wiadomości. A dziadek jej nie pomaga, tylko na nią krzyczy. 

Tak więc robię za Kevina samego w domu, trochę piszę, trochę czytam, trochę oglądam... Ostatnio do moich łask wrócił Santana i grupa Lao Che (piosenka "Do syna Józefa Cieślaka" to arcydzieło). Chomik codziennie rano na mój widok robi taniec psiego szczęścia (nawet merda ogonkiem - jej ogonek to antenka długości centymetra). Kwiatki muszę podlać :)

poniedziałek, 18 lipca 2011

WOLNOŚĆ SŁOWA A TOLERANCJA

1. Artykuł z Onet.pl - o tym jakich inteligentnych mamy lekarzy. Czy cesarka jest taka trudna do przeprowadzenia, że lekarze tak się jej boją, że ryzykują życie dziecka i matki? Hm... W dodatku nikt się tradycyjnie nie poczuwa do winy - zniszczyć drugiemu człowiekowi życie to każdy debil potrafi, a żeby przeprosić to nagle nikt jaj nie posiada.

2. Polecam przejść się do kiosku i kupić Newsweeka (czy jak to mówi moja mama Nesquika). Artykuł o przedwojennej PKP mnie rozwalił. Nie dość, że pociągi jeździły szybciej, to jeszcze były wygodniejsze. A mój podziw wzbudza fakt, jak szybko odbudowano kolej po I wojnie światowej. W 1919 roku mieliśmy różne rodzaje torów i składów, lokomotywy rodem z trzech różnych zaborów, brak najważniejszych połączeń. W połowie lat 20 było znacznie lepiej niż jest teraz, w latach 30 było niebo na kolei. I co, panowie od autostrad i Euro2012, nie da się? Guano prawda, Polak potrafiiiii! No, przynajmniej Polak międzywojenny potrafił...

A teraz mój wściekły tekst. 

WOLNOŚĆ SŁOWA A TOLERANCJA

PiS usilnie twierdzi, że w Polsce nie ma wolności słowa. Odchodząc od żałosnego sposobu przedstawienia tych poglądów (incydent w Brukseli) chciałbym zastanowić się nad tym, czy PiS ma racje.

PiS przedstawił sprawę na podstawie sprawy serwisu antykomor.pl. Rzeczywiście, ABW przesadziło, sam paragraf o obrazie prezydenta jest reliktem PRL - z tym się zgadzam. Dyskusja o wolności słowa splotła się z dyskusją o mowie nienawiści w internecie. I tu się zaczyna właściwy problem – w którym miejscu korzystanie z wolności słowa zamienia się w zwykłe chamstwo?

Jestem fanem portali informacyjnych i raczej czytam komentarze pod tekstami. Zaskakuje mnie poziom agresji, nietolerancji, wulgaryzmu i braku poszanowania cudzych poglądów. Co innego jest napisać "nie akceptuje homoseksualizmu" (to jest wstępem do jakiejkolwiek rozmowy i np. pytania: "dlaczego?") a co innego napisać "pedały! aberracja jest uleczalna! Jesteście jacyś popieprzeni... Pamiętajcie, myjcie dupy..." Chociaż te przykłady, które podałem są może niezbyt drastyczne - nie mam zamiaru przeszukiwać np. Onetu pod kątem tych gorszych.

Czy moderowanie takich komentarzy jest złamaniem wolności słowa? Nie wydaje mi się. Problem jest tylko w tym, co powinno być usuwane - np. czy słowo "moher" jest obraźliwe. A może dopiero epitet "pieprzony moher" powinien być usuwany?

Problem nie tkwi w internecie, może również nie ma większego związku z internetowym poczuciem anonimowości. Problem tkwi w braku kultury i nie zaczyna się od wpisu na necie, a od szkoły. Od małego.

Nikt w Polsce nie uczy dziecka tolerancji. Owszem, mówi się dzieciom (biorę pod uwagę podręczniki szkolne mojej siostry, idzie teraz do trzeciej klasy szkoły podstawowej), że gdy człowiek nie ma ręki, nie chodzi, jest np. Romem, to jest taki sam jak my i mamy go traktować jak każdego. Przede wszystkim brakuje mi tylko takiego przedstawienia sprawy jeśli chodzi o ludzi niepełnosprawnych umysłowo - dziwi mnie, że nikt z dziećmi nie podejmuje rozmowy na temat ludzi z Zespołem Downa lub innymi tego typu schorzeniami. Marzeniem jest też, żeby uczono dzieci, że kobieta może kochać kobietę, facet faceta. Że kobieta może być tak naprawdę facetem i na odwrót - żeby uczono o transach.

Nauczyciele, nawet ci od klas 1-3, którzy teoretycznie są cały czas przy dzieciach, nie zwracają większej uwagi na przemoc i agresję w klasie. Widziałem to w mojej szkole, widziałem w  poprzedniej szkole mojej siostry, widzę i w tej, w której teraz się uczy. Jeżeli nie nauczy się Jasia, że nie wolno krzywdzić drugiego człowieka i że to, co jest dla mnie przyjemna, może nie być przyjemnie dla kogoś innego, to Jan już się tego nie dowie. Albo dowie się za późno.
Tak wiem, człowiek najwięcej wynosi z domu - to najbardziej tandetne usprawiedliwienie szkoły jakie znam. Guano prawda, innymi słowy. Młody człowiek spędza w szkole połowę swojego życia (lekko licząc). I to nie rodzice mają reagować, gdy w szkole ktoś komuś robi krzywdę, tylko nauczyciel. A nauczyciele nie reagują.

Przedstawię wam historię z mojej podstawówki, która siedzi we mnie głęboko i chyba już jej nie zapomną. Chodził ze mną do klasy pewien A. A. nie był zbyt mądry. Słabo się uczył, zjadał kozy z nosa, miał "kiepski dowcip", jakby to powiedział Zagłoba. Nie grał nawet za dobrze w piłkę. Szybko został klasową sierotką. Cierpiał straszliwie - chciał naszej  i chyba nie rozumiał, dlaczego tak go nie lubimy. Ja teraz też nie rozumiem, dlaczego mu to robiliśmy. Czy uważaliśmy to za śmieszne? A może dawało nam to silę? czuliśmy się mądrzejsi?

Uważam, że zawaliłem w tej sprawie, mam do siebie żal, że zdarzało mi się go przezywać, wyśmiewać.  W dodatku A. zakochał się we mnie. Byłem wtedy ładniejszy niż jestem teraz :). To uczucie, które bardzo mi chciał okazać sprawiło, że i do mnie część klasy się przyczepiła, że i mnie się oberwało. A często mi się od nich obrywało w słownych utarczkach (ach, to prześliczne nazwisko ojczyma). Znienawidziłem go za to, że tak się do mnie łasił. A jednak później coś się zmieniło - wracaliśmy jedną drogą ze szkoły, odprowadzał mnie na przystanek. Rozmawialiśmy jak kumpel z kumplem - nawet o seksie. Raz byliśmy razem na rowerach, raz na lodach. W pewien sposób polubiłem go i przestała mi przeszkadzać jego... hm... tępota. Chyba oboje się zmieniliśmy.
Pamiętam moment, w którym na WDŻ powiedzieliśmy pani Pedagog (wspaniała to była kobieta), że mamy taką sierotkę w klasie i że wszyscy mu dokuczają. Pani Pedagog była przerażona - rozpoczęła się trwając dość długo szkolna awantura, najbardziej winni ponieśli karę (za małą - powinni nas wszystkich ze szkoły wyrzucić). Czuje jednak niedosyt - kary nie poniósł żaden nauczyciel (no chyba, że o czymś nie wiem). Nie wierze, że żadna nauczycielka nic nie wiedziała - docinki ciągnęły się cały czas, na przerwach, an lekcjach, każda musiała widzieć, co się dzieje - każda mogła to przerwać.

Dlaczego o tym pisze? Bo nikt o tym nie myśli. Dziecko myśli, że jak coś jest dla niego przyjemnie, to jest przyjemne i dla drugiego człowieka. Dorosły myśli, że to normalne i że nic się nie dzieje.  To jest błąd. W takim wypadku trzeba powiedzieć dziecku dość i przerwać tą nakręcająca się spiralę nienawiści*.

Problem nie tkwi w w reakcji ABW, nie tkwi i w wolności słowa (gdyby jej w Polsce nie było, Kurski byłby już w areszcie, patrz na Białoruś i inne Rusie). Problem braku kultury w internecie tkwi w tym, że dzieci nie uczy się szacunku do innych. Owszem, ludzie się zmieniają, czasem ktoś zaczyna fiksować po "bezawaryjnym" przejściu przez podstawówkę i gimnazjum.

Dzieci nie wiedza, że słowo może boleć - może trzeba tego uczyć w szkole? To nie rozwiąże problemu mowy nienawiści. Dlatego aktualizacja Kodeksu Karnego (złożony przez klub SLD projekt zakłada m. in. zmiany w artykułach 119, 256 i 257 Kodeksu karnego, które dotyczą m. in. sankcji za publiczne znieważenie, stosowanie przemocy lub groźby bezprawnej, a także nawoływanie do nienawiści. Chodzi o dodanie w każdym z tych przepisów słów: "jak również ze względu na płeć, tożsamość płciową, wiek, niepełnosprawność bądź orientację seksualną") jest potrzebna. Nic jednak nie zastąpi podstaw dobrego wychowania i umiejętności współpracy z innymi ludźmi, a od nauki tych rzeczy nie jest Kodeks Karny tylko dom i szkoła. Może tym PiS powinien się zacząć przejmować, a nie robić Polsce siary na forum europejskim.

A, zapomniałem. Im nie chodzi o to, by było lepiej, a o to, żeby wygrać wybory.

*Nie jestem psychologiem – pisze to co mi się wydaje i zapraszam do dyskusji w komentarzach (kulturalnej).

piątek, 15 lipca 2011

KACZYŃSKI

Interesujący artykuł, co prawda z maja, ale jary. Kaczyński jest jednym z najwybitniejszych znanych mi polityków. Czy to komplement? To samo mógłbym powiedzieć o Stalinie i Hitlerze (oni dopiero pod koniec "panowania" popadli w obłęd i stracili możliwość racjonalnego rządzenia krajem). Podstawowym problemem jest więc nie pytanie "jakim jest politykiem?", lecz pytanie jakim jest człowiekiem? No więc? Jakim człowiekiem jest ktoś, kto dla władzy i celów politycznych manipuluje starszymi ludźmi którzy widzą w nim opokę? (I tu też błąd innych ugrupowań, które nie są w stanie zapewnić nawet obietnic przedwyborczych starszym ludziom - PO i SLD kompletnie ignorują emerytów.) Jakim człowiekiem jest ten, który w politycy posługuje się trumną brata? Bez emocji - to wszystko jest wykalkulowane. Kaczyński tworzy państwo w państwie, religię w religii... Po co? Bo fotel premiera jest zajebisty. Bo fajnie się rządzi i manipuluje.
Kaczyński jest uważany za średniowieczny relikt, żyjący skansen, pośmiewisko. Jest to spory błąd, bo Jarek jest inteligentny i świetnie rozumie ludzką psychikę, co czyni go bardzo niebezpiecznym.
Starsi ludzie są bardzo podatni na manipulacje - wiedzą to wszyscy domokrążcy, a także Kaczyński. Są więc znakomitym celem dla tak świetnych polityków. Kaczyński ma swego rodzaju charyzmę, a przy tym bardzo niewinny wygląd. Bo co komu mógłby zrobić niewinnie wyglądający misiek ze smutnymi oczami? (Bardzo ładne ma oczy, swoją drogą.)
Najwyższy czas zacząć doceniać Kaczyńskiego. Jeśli ktoś taki objąłby władzę w Polsce, to obawiam się, że po pewnym czasie obudziłbym się w kraju działającym jak (boje się tego porównania, ale uważam, że jest jedynym możliwym) III Rzesza.

Myślicie, że przesadzam?
Naprawdę są to ciężkie porównania, ale... Gdy w latach 30 XXw. ludzie przestrzegali przed Hitlerem byli ignorowani, bo co on może zrobić, nie odważy się na żadne ostre kroki...

PS. Obejrzyjcie sobie film "V for Vendetta" (w rolach głównych rewelacyjnie Hugo Weaving i Natalie -Portman). Wspaniały film o rządach totalitarnych, propagandzie, świetne dialogi. Ale nadal nie przemawia do mnie hasło "przemoc może służyć dobru".

PS. 2 Widziałem dzisiaj plakat wyborczy Jarka. Hm... "Premier Jarosław Kaczyński..." Szumne zapowiedzi są, spoty oskarżające rząd są - a ja się pytam: co z konkretami? Ja nie che słyszeć co dwa dni, że rząd działa nieudolnie - ja to wiem. Chce usłyszeć konkretne propozycje - dla młodzieży, dla pracujących, dla emerytów, dla niepełnosprawnych i chorych. Bo mówić o tym, że jest źle, to każda ciota potrafi.

PS. 3 Oglądnijcie ten spot, parodie (chociaż to może złe słowo) spotu PiSu, który od niedawna śmiga w TV.

niedziela, 10 lipca 2011

OTK TO ZŁO

Leżę sobie, słucham Hurts i jest mi dobrze :) Za około tydzień pojedziemy z rodzicami na koniec świata Bieszczadami zwany - moje ciocia ma tam domek. Będzie fajnie.

W tym tygodniu mieliśmy w domu niesamowitego gościa - jakiś bidny ptaszek wielkości moich dwóch pięści, z rozpiętością skrzydeł równą jakimś 30 cm (zidentyfikowany jako Alfred K z gatunku kawka) wleciał nam (a raczej wpadł) do szybu wentylacyjnego biegnącego przez cały pion budynku. Zatrzymał się przy naszej kratce pod sufitem kuchennym (pewnie dlatego, że przez nią sporo światła wpada do szybu) i tłukł się jak oszalały, bo do góry chyba bał się lecieć, a kratki przecież nie wyważy. Siedział tam z półtora godziny. W końcu mama rozpoczęła akcję ratunkową. Wyciągnęła kratkę, ptak na początek nie chciał wylecieć (musiał być bardzo zestresowany), ale w końcu rozpostarł skrzydła i ... DUP! Tak, przywalił w okno (mam otworzyła część okna, on przywalił w drugą szybę). Macha tymi skrzydłami jak oszalały, mama się boi i wrzeszczy na mnie, że mam go złapać :) No to ja delikatnie chwytam go tuż pod skrzydłami (trenowało się na kurach i kaczkach u babci na wsi) i sru! go za okno. Ptaszek odleciał chyba aż na drugi koniec Jaworzna - uciekał z prędkością ponaddźwiękową.

 Hm... To dużo świadczy o naszym bloku - silos murowany z lat 50/60 XXw. Czarna dupa, po prostu rzecz ujmując. Czynsz jest tak wywindowany w górę, że bardziej się nie da w zamian ni ma nic - ani ławeczki pod blokiem, ani placu zabaw (ino piaskownica przy której nastoletnie żule siedzą), blok ani razu nieremontowany, a przez kominy to by nam mógł orzeł bielik wlecieć (patrz wyżej), nie ma ciągu w wentylacji (zamiast lecieć w górę, wieje w dół co dokładnie widać przy kratkach, jak się kartkę przyłoży), nie ma domofonu, więc żule w zimie śpią na podłodze przed wejściem na strych, klatka nie malowana*, do piwnicy dopiero my naprawiliśmy zamek, jak dawano kaloryfery dano stare (od razu zardzewiałe), a gdy je wymieniano nikt nie pomyślał, że bez pieców węglowych pod które były te bloki budowane, będzie straszna wilgoć w mieszkaniach (i tym sposobem w każdym pomieszczeniu mamy grzyb). Blok będzie ocieplany dopiero w tym roku i tak, my za to zapłacimy. I ja się pytam, na co idzie ten czynsz?

Mama mi mówi, że nie powinno mi nigdy do durnego łba wpaść, żeby kupić mieszkanie w takim bloku - w TBSach (mieszkaniach budowanych przez Towarzystwo Budownictwa Społecznego) czynsz jest mniej więcej taki, jak w naszej dziurze, a tak jest wszystko zapewnione łącznie z estetyką mieszkania.

No po prostu syf i malaria...

 * Mamy zajebistych sąsiadów z klatki obok - trzymają spółdzielnię w ręku i swoją klatkę pomalowali, a jako, że w naszej wtedy w czterech mieszkaniach mieszkały starsi ludzie, w jednym rodzinka nie przystosowana społecznie, a w kolejnym rodzina wielodzietna nie zainteresowana niczym, to naszej klatki nie pomalowali. W drugiej klatce od lat jest domofon - u nas nie ma. I kochaj sąsiada swego jak siebie samego!

Jedyne co podoba mi się w tych blokach, to to, że są otoczone drzewami (dżungla po prostu) i mieszka tu mnóstwo ptaków (koncert zaczyna się o 4:00 w nocy). Mamy gołębie wszelkiego rodzaju, wróble, czasami wrony których kraczenie przenika nawet szyby plastikowe i kawki zwane przeze mnie „batmanami” (bo jak siądą na gałęzi to im te ogony się tak fajnie układają).

A taki mam widok z okna (zdjęcie stare, nie mam baterii w aparacie, więc nie mogę zrobić nowego – nie ma tylko trzech ton liści na drzewach):
 
 
A co do zwierząt - na OTK każdy ma zwierze - kotów setki, psy się tak nie rzucają w moje oczy (wole zwetrzęta mruczące), a Sąsiadka z naprzeciwka (w wieku podstawówczym) ma bardzo ładnego króliczka - wychowany, oswojnony, biega sobie z nią po podwórku. My mamy chomika - na nic więcej mama się nie zgadza :)