poniedziałek, 4 lipca 2011

KLĘKAĆ, ZABIJAĆ...?

hehe... dostałem laptopa :) Piętnastocalowa gadzina firmy hp, Windows 7, do którego próbuję się przyzwyczaić i internet śmigający tak, że aż miło patrzeć. Jeszcze tylko poprzenoszę śmieci ze starego kompa i będzie pięknie. A, nową myszkę muszę kupić jeśli chcę nadal rysować na paincie.

W ramach mojego upolitycznienia poczytuję sobie gazetkę o wdzięcznej nazwie Newsweek. Jak zwykle felieton redaktora naczelnego, Wojciecha Maziarskiego, wzbudził mój podziw trafnością.
Pan Maziarski piszę o ustawie aborcyjnej. I aż chce się zacytować: "Uderzającym doświadczeniem epoki PRL był nieustanny rozdźwięk między rzeczywistością a ideologią. Między faktami a wzniosłymi hasłami i normami zapisanymi w ustawach." Tak więc wszyscy potępiają aborcję i nazywają ją grzechem/morderstwem, a jednocześnie nie wahają się tego narzędzia użyć. W Polsce w dobrym tonie jest nie mówić o tematach uznawanych za tabu, a jednocześnie dobrze jest mówić dobrze o katolickich wartościach i okazywaniu swojego katolicyzmu nawet jeśli wiemy, że to wszystko guano prawda i że i tak zrobimy po swojemu. Jak to pisze pan Maziarski "Partyjne akademie i kościelne msze swoje, a życie swoje."

Hm... W jakiejś reklamie usłyszałem hasło "życie zaczyna się od pierwszego oddechu". Myślę, że to jest najlepszy sposób na zaprezentowania moich poglądów dotyczących aborcji. Uważam, że powinna być to sprawa tylko matki - skoro biologicznie płód jest od niej zależny, to dlaczego ona nie miała by decydować o tym, czy chce go urodzić? Nie widzę powodu, dla którego społeczeństwo, a co gorsza księża i politycy mieliby być sumieniem takiej osoby. Człowiek to istota myśląca i jak nie jest ubezwłasnowolniona to potrafi o siebie zadbać i o sobie i swojej ciąży decydować.

Inna sprawa, że taka dyskusja powinna toczyć się z wyłączeniem osób duchownych, bo nie wszyscy których ustawa antyaborcyjna miałaby dotykać są osobami wierzącymi. Duchowni powinni nauczać swoich prawd w kościołach - redaktor Maziarski słusznie doszedł do wniosku, że biskupi "chyba utracili wiarę w możliwość prowadzenia misji duszpasterskiej, skoro uznali, że swoje cele muszą osiągać nie drogą nauczania wiernych, lecz za pomocą prawa państwowego i sankcji karnych". Hmm... Czyżby Kościół stracił posłuch w społeczeństwie?

Felieton pana Maziarskiego tutaj.

Bardzo ciekawa dyskusja na forum gazeta.pl o ateistach w kościele. Co robić - klękać/nie klękać, wstawać/nie wstawać itd. Nie byłem w stanie przeczytać wszystkich stu paruś komentarzy, bo w zasadzie pokrywają się. Oddam głos bene_gesserit (pisownia orginalna): Mi to sie wydaje, ze klękanie podczas mszy w przypadku osob niewierzących, innowiercow itd to wyraz szacunku nie dla sacrum, ale zgromadzonych w swiatyni osob. Bardzo sensownie brzmi. Ja zawsze mam pewien problem ze znakiem krzyża i wodą święconą, gdy wchodzę do kościoła, jednak zawsze sobie to tłumacze tak, że wchodząc do synagogi ubiorę przecież jarmułkę czy jakąś inną czapeczkę, a wchodząc do meczetu zdejmę buty. Dla mnie wtedy też to ma znaczenie, bo czuję, że nie zachowuję się jak krowa wchodząca do obory, tylko jak człowiek szanujący to miejsce i tą tradycję.

Dobry artykuł z onet.pl - o atomowym okręcie podwodnym K19. Nie wiem czy kojarzycie, ale na podstawie historii tego okrętu nakręcono film z Harrisonem Fordem i Liamem Neesonem ("K19: The Widowmaker"). Film jest świetny, a ten artykuł nadaje się na świetne podsumowanie nieco zmienionej w filmie historii.

Do przeczytania!

czwartek, 30 czerwca 2011

ANONIMIE...

No tak, Packa się nie ma z kim kłócić (a piękny Pan Sz.? Ponoć faceci są po to, żeby się z nimi kłócić :) ), a ja się właśnie wyżyję. Na Panu Anonimowym...

Jako despotyczny i okrutny władca tego fragmentu blogosfery niniejszym oznajmiam, że miło by było, gdyby państwo komentujący, którzy chcą sobie ze mną podyskutować, robili to w sposób możliwie elegancki i kulturalny. Panie (albo Pani - na panu łatwiej mi się wyżyć, więc będę pisał "pan") Anonimowy, rozumiem, że pisząc pod postem z 10.05 słowo "pedały" miał Pan na myśli gejów? I czy owo słowo miało dotyczyć również mnie? Jeśli tak, to nie dość, że jest Pan niekulturalny, bo rzuca mi Pan słowami uważanymi za obraźliwe na MOIM blogu, to w dodatku chyba Pana czytać nie umie. W poście, który raczył Pan skomentować napisałem jasno i wyraźnie "gejem nie jestem". Czytał Pan w ogóle moje wypociny? Jeśli nie, to po co Pan sobie trud zadajesz i mi komentarze wpisujesz? Na samiusieńkim początku mojego bloga, po lewej stronie jest napisane "jestem transseksualistą k/m". To znaczy, że jestem transseksualistą k/m i jak parę razy stwierdzałem na blogu, wolę dziewczyny. A to oznacza, że jestem heteroseksualnym transseksualistą k/m. Nie mam nic do homiczków płci wszelakiej i nie uważam, żeby w byciu homikiem było coś hańbiącego. Nie wiem jednak ile razy mam coś podkreślać, żeby było to jasne i zrozumiałe dla wszystkich. 
Drogi Panie Anonimowy, napisał Pan, że "aberracja jest uleczalna". Aberracja to odstępstwo od normalnego stanu umysłu. Ogromnie wzrusza mnie fakt, że pociesza Pan osoby dotknięte aberracją mówiąc, że to da się leczyć, ale czytając Pana komentarz można dojść do wniosku, że twierdzi Pan, że homiki i/lub autor tego postu są aberracją dotknięci, a przecież żaden mądry, inteligentny i dobrze wykształcony człowiek, którym Pan zapewne jest, nie napisałby nic tak głupiego. Do wypisywania takich pocieszających stwierdzeń polecam portale medyczne lub Samosię.

Ha. Wyżyłem się, walnąłem pięścią w klawiaturę i już mi lepiej. Czytanie ze zrozumieniem jednak ma się w naszym pięknym kraju źle.

Packa, nic nie obiecuję, ale zrobię przegląd moich opowiadań i może tu coś jeszcze wrzucę. Jak poprosicie :p

Czytam sobie "Potop". Hm... Podoba mi się :) Chyba dorosłem do Sienkiewicza - rok temu przeczytałem "Quo vadis" i się zachwyciłem, teraz nie mogę się oderwać od "Potopu" i nawet spisuję dzieje Kmicica, tak jak Pani Od Polskiego kazała. 
Eh, taką Oleńkę to bym chciał za żonę...

niedziela, 19 czerwca 2011

KRÓTKI TEKST O ZABIJANIU

Bazgram sobie nocami pewną rzecz, więc blog trochę na tym cierpi. Wpadłem w nastrój wakacyjny i poza pisaniem i czytaniem po raz enty "S@motności w Sieci" leże brzuchem do góry na moim nowym tapczaniku. Mozatowskie "Requiem" sączy się z głośników (facet napisał muzykę mającą więcej mocy niż Lady Zgaga i jej podobni, a żeby było śmieszniej "Requiem" jest mszą żałobną), wyświechtana "S@motność..." na mnie czeka - nieco porąbane to moje niebo, ale jest.

Jakiś czas temu wysłałem pracę na "Konkurs o Odbitą Palmę Prezydenta od Dróg*", o przepraszam "Konkurs o Złote Pióro Prezydenta Jaworzna" - pierwsza wersja, którą tu przedstawię to pisana "ciurkiem" wariacja na temat przykazania "nie zabijaj". Na konkurs pojechała druga wersja - to samo obudowane w opowiadanie, bo polonistka powiedziała, że tak będzie lepiej. Ta mi się nie podoba, więc jej nie opublikuje :) Niestety, nie udało mi się przebić przez inne prace, spróbuje znów za rok.

*facet buduje drogi, bo to ładnie wygląda i zamyka szkoły, bo tego "z zewnątrz" nie widać.

KRÓTKI TEKST O ZABIJANIU

Utopią byłby stan, w którym ludzie przestrzegaliby choćby połowy przykazań zawartych w Dekalogu. Nie chce mówić o miłości do Boga, a o tym bardziej uniwersalnych zwrotach: nie zabijaj, nie zdradzaj, nie kłam, nie zazdrość... Łamiemy je, sami nie zdając sobie z tego sprawy.
Zajmę się tym wydawałoby się najprostszym stwierdzeniem - nie zabijaj. Proste i wszyscy wiemy, o co chodzi. A jednak. Pytanie brzmi: jakie są ramy tego przykazania? Ma być stosowane do wszystkich ludzi, a może tylko do współwyznawców? Może chodzi też o zwierzęta, samobójstwa czy aborcję? Zauważmy też, że chcąc postępować według tego przykazania obejmującego całą ludzkość, musielibyśmy np. wycofać wojska koalicji z Afganistanu. Tylko czy możemy? Tu budzi się konflikt moralny i pytanie - co będzie z Afgańczykami, jeśli ich zostawimy? Czy to będzie bezpieczne? Tak to będzie bezpieczne. Tylko w przypadku, gdy talibowie też przestaną zabijać, oblewać kwasem dziewczyny czy obcinać im uszy i nosy. Takiej opcji nie ma. Koran co prawda potępia zabijanie niewinnych, ale dopuszcza je jako karę za przestępstwa, co daje islamskim prawnikom duże pole do popisu.
Koran zachowuje się tu jak Stary Testament. Niby "nie zabijaj", ale ukamienowanie, jako kara jest dopuszczalne. Biblia jest w tym miejscu bardzo niekonsekwentna, a przecież "nie zabijaj" znaczy "nie zabijaj".
Przerażające jest z jaką łatwością człowiek zabija i jak czasami daje się zabić. George S. Patton powiedział, że "Rosjanie nie mają szacunku dla ludzkiego życia"*. Rzeczywiście, kultury wschodu patrząc na śmierć nieco inaczej niż my, cenią bardziej honor niż życie. To oni wymyślili seppuku, harakiri, kamikadze i "zabójstwa honorowe".
Ten sam człowiek, generał Patton, powiedział: "jest tylko jedna zasada taktyki (...) zadać jak najwięcej ran, śmierci i zniszczenia wrogowi w jak najkrótszym czasie"**. Czyżbyśmy się jednak niczym od kultur wschodu pod tym względem nie różnili? Teraz wojsko pod szyldem humanitaryzmu bardzo stara się nie zabijać cywili. Piękne i chwalebne, ale co z Guantanamo? Dlaczego pod szyldem humanitaryzmu ludzie są zabijani za pomocą bezzałogowych samolotów jak postacie z gry? Zasada "nie zabijaj" pozostała tylko w Kodeksie Karnym, który np. w USA dopuszcza (o ironio!) karę śmierci. Gdzie tu sens? Czy zachodnia kultura docenia życie?!
Śmierć spowszedniała. Zabijamy na każdym kroku - słysząc płacz dziecka za ścianą i nie reagując, widząc leżącego nas mrozie człowieka w rowie, odwracamy głowę i idziemy dalej, zamiast zadzwonić na pogotowie. Pijany, niepijany - to człowiek! W imię tranzytu gazu z Rosji, Libii i innych państw pozwalamy władzom tych państw na mordowanie swoich obywateli. Siedzimy cicho, gdy jadący z nami pijany kierowca właśnie kogoś zabija na drodze. Dajemy raz do roku grosiki na WOŚP i czujemy się rozgrzeszeni. Mamy gdzieś bezpieczeństwo prezydenta, nie chcemy, żeby kupił sobie samolot z pieniędzy z budżetu, a potem płaczemy, że Tutka spadła.
Śmierć spowszedniała. Słysząc w radio słowa "w wypadku zginęło pięć osób" gramy dalej w "Call of Duty". Moja rodzina liczy pięć osób - mnie, mamę, ojczyma i moje dwie młodsze siostry. Gdybyśmy wszyscy razem zginęli w wypadku prezenter powiedziałby to samo, "pięć osób zginęło". A po pół roku za pomocą zgrabnej tabelki przedstawi, że "liczba ofiar wypadków samochodowych spadła o 10%". A gdzie w tym człowiek? Stalin powiedział kiedyś, że "jedna śmierć to tragedia, milion to statystyka". I jak się z nim nie zgodzić?
Śmierć spowszedniała. Może dlatego tak łatwo nam zabijać.
Władze krajów, ludzie tytułujący się chrześcijanami często doprowadzając do śmierci innych według zasady Niccolo Machiavellego. Stwierdził on, ze przemoc i przelewanie ludzkiej krwi jest dopuszczalne "tam, gdzie jest dostateczne usprawiedliwienie i wyraźna przyczyna"***. Taka zasada aż się proszą o nadużycia, które oczywiście powstają. Jest to niebezpieczne i zbliża nas bardziej do np. nazizmu niż nam się wydaje. U Hitlera wszystko miało sens i było usprawiedliwione. Zabójstwa Żydów, Polaków, homoseksualistów i innego "materiału niepożądanego" były całkowicie usprawiedliwione przez hitlerowską doktrynę, która jest niedopuszczalna w cywilizowanym świecie, ale kogo to obchodzi?
Wracając do talibów. Zgadzam się, że nie pokonamy ich wyciągając do nich gałązkę oliwną. Jednak czymś innym jest bestialstwo, ludobójstwo, tortury i bezpodstawne przetrzymywanie w więzieniach rodem ze średniowiecza, a czym innym danie tym ludziom perspektyw, pokazanie innej drogi, negocjacje i pomoc bardziej pasywna, humanitarna i materialna, niż militarna. Nie należy nadstawiać drugiego policzka (o czym powinni pamiętać zwłaszcza rządzący, "bo przełożonych występy miasta zgubiły"****, tzn. rządzący odpowiadają za cały kraj). Proponuje, żeby człowiek przed prowadzeniem wojny zajął się psychologią i wykorzystywał ją bardziej do pomocy człowiekowi niż do jego zguby.
Banalne hasło "nie zabijaj" stwarza tak wielkie problemy w interpretacji, że proponuje automatycznie połączyć je z innym - "miłuj bliźniego jak siebie samego". Ale czasoprzestrzeń, w której ludzie będą żyć według nich to po prostu utopia. Może choć trochę postarajmy się ją stworzyć. Dla nas samych.

* Stanley P. Hirshson "General Patton: A Soldier`s Life"
** G. S. Patton, P. D. Harkins "War as I knew it"
*** Niccolo Machiavelli "Książe"
**** Jan Kochanowski "Wy, którzy pospolitą rzeczą władacie" ("Odprawa posłów greckich")

wtorek, 7 czerwca 2011

Jeden z osobników z naszej klasy, po moim stwierdzeniu, że jestem nieklasyfikowany z etyki (tak, da się mieć NKLa z etyki; tak wiem, jestem genialny :)), dwa razy mi zadawał pytanie: dlaczego nie chodzisz na religię? Znasz się na tym, miałbyś spokojnie szóstkę. Hmm...

Przez sześć lat podstawówki i kolejne dwa lata gimnazjum miałem z religii piątki. W klasach 4-6 byłem wręcz jednym z ulubieńców kochanej pani Anety, katechetki. Niesamowita kobieta - nikt tak jak ona nie potrafił pogodzić biblijnej wersji stworzenia człowieka z tym, że pochodzimy od małpy. Religia była też wtedy jednym z moich ulubionych przedmiotów. Nie było to często spotykane w naszych szkołach lelum polelum, wolne lekcje. Jednak w przeciwieństwie od innych uczniów mających piątki z religii, nie chodziłem do kościoła. Do spowiedzi byłem trzy razy - przed komunią (luz), przed "powtórką z komunii" (co było przeżyciem długo dla mnie niejasnym - nie wiedziałem o co księdzu chodzi*) oraz w czwartej klasie podstawówki (o której pamiętam tylko, że była). Rodzice brali w niedziele rano moje siostry do kościoła, ja se spałem (taki stan trwa do dziś). W wakacje, które spędzałem w babci, też nikt mnie nawet nie namawiał do chodzenia do kościoła. Tylko "miejscowi" dziadkowie zawsze trochę jęczeli, że tak nie wolno. 

W I klasie gimnazjum przeżyłem mały szok - okazało się, że lekcje religii to lekcje wolne. Katechetka coś tam robiła, ale nie wiele. W II klasie pojawił się nowy katecheta. Na pierwszej lekcji powiedział, że jest moralistą. Dwa (około) miesiące później powiedział koledze, który się roześmiał na lekcji, coś o "gównie wyciaptanym w betoniarce" (jego słowa). Hm... Hipokryzja? 

Był to czas, w którym coraz bardziej nie podobał mi się Kościół Katolicki. Przyjaciółka miała dziewczynę, ja się dowiedziałem, że transów to w Kościele raczej nie chcą. Moim ostatnim wielkim wyczynem na lekcji religii była dyskusja na lekcji z owym katechetą (do której mi się udało wciągnąć pół klasy) na temat samobójstw, aborcji itp, itd. W III klasie miało być bierzmowanie - uznałem, że dość. Nie będę wbrew swoim poglądom (jak to zrobiła spora część mojej klasy) zdawał tych "pytań", zgrywał dobrego katolika. Dość wewnętrznej hipokryzji, chce, żeby moje działania wyrażały moje poglądy. Chciałem być szczery wobec samego siebie.

Mama mnie z religii wypisała i mimo usilnych prób nawrócenia mojej osoby przez naszą wychowawczynię oraz księdza (który stwierdził, że nie chodzę na religię, bo mi się nie chce - guano prawda) na religię nie wróciłem, do bierzmowania nie podszedłem. A to, że znam Biblie lepiej niż większość mojej klasy (a na pewno lepiej niż 3/4 mojej rodziny, przykładnych katolików) jest rezultatem moich poszukiwań prawdy. Zacząłem od Biblii, poszukiwałem też tego "złotego środka", "złotej wiary" wśród innych wyznań (otarłem się nawet o ateizm), ale jednak wróciłem do chrześcijaństwa. Może dlatego, że uważam, że słowa Jezusa są ponadczasowe, a jego poglądy uniwersalne.

Tak więc, nie chodzę na religię ze względu na to, że chce być szczery wobec samego siebie. Wierzę w to, co wierzę, więc nie będę udawał zielonego słonia tylko dlatego, że wszyscy wokół są zielonymi słoniami.

A najlepsze w tym wszystkim jest to, że obecny ksiądz uczący naszą klasę naprawdę mnie lubi, katecheta który uczył mnie w II klasie gimnazjum stwierdził (w momencie, w którym już mnie nie uczył), że lubił nasze dyskusje (w czasie ich trwania, nie wyglądał na takiego zadowolonego :)), przez osiem lat nauki religii (nie licząc przedszkola) miałem z niej piątki, a jak teraz moja klasa pisze kartkówkę na religii (a ja sobie grzecznie siedzę z tyłu) jestem najbardziej obleganym podpowiadaczem. Dziwne, nie?

* Już wyjaśniam - gdy ksiądz usłyszał, że przez rok nie byłem u spowiedzi zadał mi pytanie: "a jakby twoi rodzice wyjechali na rok i cię zostawili, to by znaczyło, że nadal cie kochają?" (chodziło mu oczywiście o to, że mój brak łażenia do spowiedzi jest jakby pokazaniem, że nie kocham Boga, guano prawda). Ja, jako niewinne jeszcze wtedy cielę, nie skapowałem o co chodzi i pomny zapewnień mojej mamy, że zawsze mnie kocha i będzie kochać, powiedziałem "tak". No to ksiądz draży dalej: "a jakby ci nie zostawili jedzenia, ubrań i wyjechali, to tez by znaczyło, że cię kochają?". No to ja jeszcze bardziej skołowany mówię: "tak". Nie pamiętam co było dalej, ale podkopywanie przez niego mojej wiary w to, że rodzice zawsze mnie będą kochać (przecież tak długo wierzyłem w to, że mój biologiczny ojciec mnie kocha, jeśli o mnie w ogóle wie) było dość dziwnym zagraniem jak na przedstawiciela "biznesu przyjaznego rodzinie".

poniedziałek, 30 maja 2011

DOBRZE JEST

Pewna Anonimka napisała pod postem z 17.05 takie oto słowa: "hmm :) może mimo wszystko masz kulturalnych znajomych w klasie i wbrew pozorom szanują to kim jesteś i kim się czujesz jeśli o tym wiedzą lub chociaż się domyślają. Osobiście wg mi to nie przeszkadza:) (...)" i sprowokowała w mojej głowie kolejną dyskusję pt. "co o mnie myśli klasa?". Coś czuję, że część może brać mnie za lesbijkę (w takim razie przepraszam wszystkie leski za negatywny PR jaki im robię), część może domyśla się prawdy (jeśli tak, to są świetni w stwarzaniu pozorów, że nie wiedza nic), a część może mnie mieć za nieszkodliwego dziwaka. Ta... Nie zależy mi na tym, żeby nikt nie wiedział o moim transseksualiźmie, bo to bez sensu. Powiem więcej, nie obchodzi mnie ile osób o tym wie, grunt, że nie słyszę za sobą wyzwisk. Nie mam chęci (w końcu jestem rasowym leniwcem i bazgram na blogu zamiast robić zadanie z anglika) na tłumaczenie każdej osobie z osobna, co to jest transseksualizm i że jestem transem (a na powiedzenie tego na forum klasy nie mam ani ochoty ani sił). Każdy comming out to duży stres, a ja mam już za dużo stresu. Nie mam ochoty na rozmowy o transpłciowości, zwłaszcza ze mną jako obiektem "badań". Mogę wytłumaczyć pojęcie, ale nie będę robił za królika doświadczalnego. Ja tylko chce być traktowany jak facet, a nie jak "dziwoląg".

Widzisz, droga Anonimko, ja nie wątpię, że mamy sporo kulturalnych osób w klasie, ale mam obawy co do ich zachowania w tzw. "stadzie". Ale jeśli rzeczywiście wiedzą i to szanują, to ja jestem z tego faktu bardzo zadowolony. Ps. to pole do komentarzy jest takie fajne, że można komentarze nawet podpisywać :)

Swoją drogą, mam tu niezły wysyp komentarzy. Jeszcze niedawno ich liczba stała na 11, teraz już 18. A jacy komentujący - nawet Piękna Pani Ewa T. coś szrajbneła! :) Dziękuje bardzo za te wszystkie komentarze. Ale jak na 1 303 wyświetleń bloga to i tak słabo :)

Ano, właśnie. Tak biorąc pod lupę statystykę bloga:
- najwięcej wyświetleń w miesiącu: styczeń 2011 - 350.
- najwięcej razy wyświetlony post: 9 stycznia 2010
- słowa wpisywane w wyszukiwarkę, po których mnie znajdujecie: króluje "transskunks" (134), potem wszelkie pochodne od "życie nastoletniego transa", a nawet "kiedy strzyc owce" (WTF?), "małopolanin" i chyba ktoś wiedział, czego szuka, ale mu pamięć siadła, bo wpisał "trans skunks blog nastoletniego transa". W tym miesiącu ktoś mnie znalazł wpisując "czy to źle być nastoletnim gejem" (?) a ktoś inny na podstawie hasła "kto strzyże owce" (???)
- liczba wyświetleń według krajów: Polska - ponad 1000, potem USA, Japonia (tu się zdziwiłem), Niemcy, UK, Francja, Słowenia, Kanada i po jednym Dania i Hongkong.
- najwięcej osób korzysta z Firefoxa, potem jest nieśmiertelny Explorer, a także Chrome, Opera, Safari i jakieś inne, egzotyczne z nazwy.
- 98% z was korzysta z Windowsa, tylko 4 wejścia osób korzystających z Linuxa.

Z domu Skunksa: Po aktualizacji mojego kochanego (I`ll kill you!) antywirusa padł mi komp i dzisiaj, przez dobrych pare godzin, stawiałem go do pionu. Działa... Zobaczymy jak długo staruszek pociągnie. Gorzej, że musiałem wgrywać na nowo Windowsa. Wszystkie filmy szlag trafił. Na szczęście wszystkie opowiadania i zdjecia trzymam na pendrajwie (nie poddaje się amerykanizacji, pisze po swojemu :)).

A z polityki: Robert Węgrzyn został ostatecznie wykluczony z Platformy Obywatelskiej. Homiki mogą poskakać z radości :) 
Ok, na dzisiaj wystarczy. Do przeczytania!

sobota, 28 maja 2011

NO JA PIERPRASZAM!

Jestem trochę nie na bieżąco z życiem społecznym w naszym państwie, także dopiero dzisiaj doszła do mnie informacja o tym, co zrobił nasz "kochany" Senat. 
W dzisiejszym poście będą słowa powszechnie uważane za wulgarne, ale nie mam siły moderować samego siebie.
Przegłosowano takie oto coś:

Pełnienie funkcji rodziny zastępczej oraz prowadzenie rodzinnego domu dziecka może być powierzone osobom, które: (...)
5) są zdolne do sprawowania właściwej opieki nad dzieckiem, co zostało potwierdzone zaświadczeniami o braku przeciwwskazań zdrowotnych do pełnienia funkcji rodziny zastępczej lub prowadzenia rodzinnego domu dziecka, wystawionymi przez lekarza podstawowej opieki zdrowotnej.
5a) nie są osobami o orientacji homoseksualnej.

Na ja pierpraszam! Co to ma być? Afganistan, Uganda czy może Arabia Saudyjska? Nie, państwo w środku Europy, w UE, szczycące się wywalczeniem demokracji dla Europy Wschodniej. Noż kurwa, ciśnienie mi się podniosło...


Na jakiej, kurczę blade, podstawie niby ma coś takiego być wprowadzone? Na podstawie Katechizmu Kościoła Katolickiego czy "Czerwonej książeczki" Mao Tse Tunga? A może na podstawie przemówienia pewnego pana, który stwierdził, że: "niektórzy homoseksualiści uważają, że to co oni robią jest ich prywatnym życiem. Lecz życie seksualne nie jest już prywatną sprawą, ponieważ dotyczy przeżycia narodu."
Wiecie, kto to powiedział? Heinrich Himmler. Jak miło, że jego poglądy na niektóre sprawy są ciągle powielane i to nawet w Polsce (tu nastąpił wyciek sarkazmu)

Nie ma żadnego powodu, żeby taką bzdurę wprowadzić. Rodzic to rodzic, grunt, żeby był i nie krzywdził dziecka. Owszem, dzieciom z homiczych rodzin może się dziać krzywda, gdy środowisko zacznie się nad nimi znęcać, ale to znaczy, że problemem jest środowisko i poglądy społeczeństwa, a nie orientacja rodzica.

Nadzieja homików jedynie (o ironio) w Sejmie, który może się przestraszy konsekwencji płynących z Unii, lub po prostu zauważy, że jest to debilizm do kwadratu.

Wszystkich mających wątpliwości co do homorodzicielstwa zapraszam na taki blog. Mnie te dziewczyny kupiły całkowicie.
Ps. Nie wiem, czy drodzy LG nie obrażą się na stwierdzenie "homiki" ale wykańcza mnie pisanie "lesbijki i geje coś tam, coś tam". Tak więc "homiki" jako określenie lesbijek i gejów zostało oficjalnie przegłosowane na obowiązujące na moim fragmencie blogosfery :)

Ciśnienie trochę opadło, więc lecę dalej:

Przeczytałem ostatnio w Newsweeku , że Radziszewska miała konflikt "z gejami i feministkami". Ktoś nie bywa na lesbijskich blogach i nie widział, jaki tam dym szedł. A ja myślałem, że laski przesadzają z tą niewidocznością lesbijek w życiu publicznym. Mea culpa, drogie panie.
Komunia siostry się udała (mnie się udało nawet zemdleć, nastraszyłem kuzyna :)). Wychodzę powoli z zagrożeń, świadectwo piękne nie będzie, ale średnio mnie to obchodzi. Mam nowy "Poczet władców Polski" do czytania i chuj mnie obchodzi biologia i fizyka. Moja życiowa zasada: jakoś to będzie :)

A teraz spadam na mecz. Do przeczytania!

wtorek, 17 maja 2011

DZIAŁAM W SZKOLE!

Piękna Panna O. rozpisała się w komentarzach - jestem zaszczycony! : )

Pozdrowienia dla Anonimowego transa m/k z komentarzy. Miło, że "branża" mnie znajduje :)

Dzisiaj jest MIĘDZYNARODOWY   DZIEŃ   WALKI   Z   HOMO - I   TRANSFOBIĄ, ustanowiony w rocznicę wykreślenia homoseksualizmu z listy chorób WHO (Międzynarodowej Organizacji Zdrowia). Było to 21 lat temu, 17maja 1990. I teraz ja się pytam: co jest tak trudnego w zaakceptowaniu tego stanu rzeczy? Czy nie można wreszcie w tych naszych ukochanych szkołach uczyć o tym, co mówi nauka, a nie tradycja i Kościół? Gdzie my, kurna, żyjemy? W Zasiedmiogórobekistanie?

Wraz z zakochaną Panną P.* postanowiliśmy, 
że uświadomimy naszą klasę :)
Oto efekt:
Żuczek mój, dolny napis Panny P., zdjęcie wykonała Panna O. swoim wypasionym telefonem - praca zbiorowa.

Takie coś zobaczyła dzisiaj nasza wychowawczyni wchodząc do sali :) Rzuciła mi dość dziwne spojrzenie - nie wiem czy jej się podobało. Ale chyba jej się trochę ciśnienie podniosło, ale dyskusji nie zaczęła.

Nie wiem, czy już wspominałem, dlaczego pałamy taka miłością do żuczków - nasza wychowawczyni tak do nas mówi ("ach, żuczki, wy, żuczki"), więc rysuję jej na tablicy żuczki okolicznościowe - kiedyś był np. Żuczek Ślązak.

Reakcja klasy mnie dość zaskoczyła - zero negatywnych komentarzy (no chyba, że czegoś nie usłyszałem, siedząca w tyle  Panna P. mnie w takim razie musi uświadomić). Kolega się tylko zapytał, czy serio i dlaczego dziś, inny kolega się tylko odwzajemnił pisząc na tablicy, że 30.05 dzień bez stanika (Panny pamiętają? :)). Czyli jest dobrze.

A oprócz tego - dzisiaj moje imieniny (Sławomira), w niedziele komunia mojej siostry (jak iść do kościoła i nie iść do kościoła? Mam nadzieje, że pogoda będzie pasowała ludzikom sterczącym pod bramą).

* chyba powinienem zacząć pisać "Pani P." - zakochana tak się pięknie uśmiecha do swego Pana S. ...

niedziela, 15 maja 2011

WEEKEND

Dzisiaj będzie weekendowo. Ściągnąłem wreszcie z dziadka aparatu zdjęcia robione podczas naszej majówki i mam zamiar niektóre (wszystkich 200 ciężko byłoby zaprezentować) tutaj pokazać. 


Na dobry początek - żuczek spotkany w Ojcowie:
Przykład polskiej cwanej architektury - kaplica św. Józefa Rzemieślnika w Ojcowie. Car Mikołaj II zakazał budowania na polskich ziemiach obiektów sakralnych, więc mieszkańcy Ojcowa w 1901 roku zbudowali kościół "na wodzie" (płynie pod nim potok).
Polak potrafi!
 Ojcowski Park Narodowy - wodospadzik natleniający wodę do stawów, w których hodowane są pstrągi (pstrągi potrzebują czystej i dobrze natlenionej wody).
Ojcowski Park Narodowy - taki mały potok Prądnik, ale jaka dolina! Cicha woda brzegi rwie.
 
Ojcowski Park Narodowy - źródełko miłości. O jego działaniu może świadczyć fakt, że gdy dziadek dawno, dawno temu wziął tu mojego dalekiego wujka będącego wówczas w seminarium (przygotowywał się do święceń kapłańskich), który po napiciu się tej wody wystąpił z seminarium i się ożenił. 
Zamek w Tenczynku - jest tam teraz remont. Tak wygląda z nowym barbakanem (póki co stare z nowym się gryzie, ale jak całość będzie zrobiona to coś czuję, że będzie pięknie):
 A oto dróżka wokół zamku - dwumetrowe chaszcze, innymi słowy:
Widoki z Nawojowej Wieży - zrobiono tam super schody, póki co jest zakaz wstępu (prace trwają), ale co tam! 
Nie zabezpieczyli wszystkich dziur... :)
 
 A oto Nawojowa Wieża w pełnej krasie 
(plus kupa gruzy i cień dziadka):
A tak zamek wyglądał jeszcze rok temu:
Kiedyś muszę zrobić tu cały opis tego zamku i jego historii. Muszę powiedzieć, że te stare mury to jedna z moich największych miłości (geny dziadka-przewodnika)

A teraz piękna Panna O. może zielenieć z żalu, że była wtedy chora i nie pojechała z nami na tą wycieczkę. Zieleniejesz? :)

wtorek, 10 maja 2011

SERIO MÓWIĘ

Na początek - lekarze cudotwórcy i trzeci na świecie przeszczep twarzy - galeria na interia.pl.

Sensacja na polskim poletku politycznym - Bartosz Arłukowicz romansuje z PO. Kurna, lubię faceta (wolałem na przykład żeby to on, a nie Napieralski, był szefem SLD) i miałem nadzieje, że nie pójdzie tą drogą. Jak dla mnie to porażka, bo jako członek sejmowej komisji badającej aferę korupcyjną dał się dość mocno Platformie we znaki. Teraz przekreślił sens wszystkich swoich słów na temat afery korupcyjnej. Tusk dalej dogaduje się z Drzewieckim, teraz tez z Arłukowiczem... Wybory idą.
Arłukowicz zostanie sekretarzem stanu w Kancelarii Premiera, a ma pracować przy organizowaniu kontaktów między rządem i administracją państwową a ludźmi, którzy czują się wykluczeni. Ciekawe jak mu pójdzie.
Obawiam się jednak, że ze strony Platformy to kolejny zabieg propagandowy, a jedyny cel jaki jej przyświeca, to nie dobro, w tym przypadku ludzi wykluczonych, a własnych interesów... Wybory idą...

Ewa Tomaszewicz i Małgorzata Rawińska katują na swoim blogu tegoroczną Paradę Równości. I dobrze.
Piszą o tym, że Parada Równości przestała służyć celom politycznym, a stała się komercyjnym festynem. Organizatorzy stwierdzili, że ich celem nie są związki partnerskie, bo nie wszyscy w paradowym komitecie są za nimi. Za to chcą promować równość. Tu się posłużę komentarzem Gosi Rawińskiej (Rude de Wredne): Zdurnieli do cna, nie rozumieją, że tu nie chodzi o to, że każdy musi zawrzeć związek, ale o to, że taka możliwość zrównuje nas choć trochę w prawie naszego pięknego kraju nad Wisłą?
Tak w dużym skrócie, całość tu (przeczytajcie cały komentarz Rude de Wredne, babka umie powiedzieć konkretnie co myśli).
Abiekt  komentuje: Mamy do czynienia z niesamowitym zjawiskiem - Paradą kontr-homiczą. Komitet i rzeczniczka sprawiają wrażenie, że tylko oni idą w Paradzie, a nikt inny się nie liczy. (całość tu)
Gejem nie jestem, ale popieram zrównanie praw homików z prawami heterków. I dlatego chce wiedzieć na czym homiki i ich organizacje stoją.
Zgadzam się też z tym, że nie ma czego świętować. Ok, kolorowa parada jest super i niech taka będzie, ale podrzyjcie się trochę na homofobów!
Niestety moje szanse na przyjechanie na tą Paradę i kilka następnych są bliskie zeru, ale chciałbym, żeby były naprawdę fajne, w koncepcji polityka + zabawa.

Ok. Polityka była, teraz zabawa.

Newsweek podaje, że naukowcy obalili największy mit dotyczący mężczyzn  - okazuje się, że mężczyźni nie myślą tylko o seksie. Wyżej stawiają sen i jedzenie*.
* i tu mały haczyk - badania przeprowadzono na studentach :)

Najlepszy zasłyszany komentarz na temat matury? Autorka: tegoroczna anonimowa maturzystka z mojej szkoły.
"Napisałam biologię! Katastrofa...! Ale fajnie było."

poniedziałek, 2 maja 2011

"OSAMA AND USA" SPÓŁKA ZOO

Widzę, że statystyki komentarzy niezbyt się poprawiają. A co tam! 

Ciekawie się ten maj rozpoczyna. Wczoraj "zbiorowy orgazm nad trumną" (jak to nazwał jeden osobnik z onetowskiego forum, niestety nie pamiętam nicka), dzisiaj zbiorowy taniec nad trumną. Kurna, choćby nie wiem jaki ten Osama zły nie był, to nie przesadzajmy z tą radością. To, że talibowie cieszą się jak dzieci jak rozwalą "świniaka" (w gwarze polskich żołnierzy tak nazywany jest pojazd "Rosomak") to nie znaczy, że my też mamy taki taniec radości wykonać. Teoretycznie jesteśmy bardziej cywilizowani, bo w przeciwieństwie do talibów nie oblewamy dziewczyn kwasem. Okażmy trochę tej cywilizacji, Osama zginął i już. Jeżeli to coś zmieni to tylko morale firmy "USA i sojusznicy spółka z.o.o.".

Z terroryzmem trzeba walczyć. Nie można tolerować zabójców cywili, niezależnie od tego czy mordują ich "wewnętrznie" (w kraju, np. Kaddafi) czy "zewnętrznie" (poza, jak osławiona Al-Kaida). Terror jest zły, koniec kropka. Inna sprawa, że światowy żandarm, USA, zachowuje się zupełnie jak terroryści i używa ich metod (Guantanamo, więzienie Abu Ghraib).To się nazywa hipokryzja, panowie Barack i Bush. Swoją drogą, USA idzie do przodu. Mieli Bush, teraz mają już Barack. A gówno to samo.

Patrzyłbym na bin Ladena inaczej, gdyby nie zabijał on cywili. Gdyby skupił się na wyzwoleniu kraju świętych miast, Mekki i Medyny, z rąk Amerykańców w walce twarzą w twarz (no dobra, w walce partyzanckiej, "twarzą w twarz" z USA to byłoby szaleństwo) to bym go rozumiał. Ale w momencie, w którym gościu robi burdel na cały świat, zabijając kogo popadnie i gdzie popadnie, to nie ma szans na choćby jedno dobre słowo. Jest jeszcze jeden temat - fundamentalizm religijny. Jest on według mnie złem samym w sobie, niezależnie do jakiej religii się odnosi. Jestem fanem wolności poglądów, wyznania i słowa, a nie istnieją one w kraju, w którym rządzi fundamentalizm.

Podsumowując, nie po drodze mi z Osamą, współczuje mu, że nie posiedzi sobie z dziewicami w Edenie (bo to co robił niewiele miało wspólnego z czystym islamem, którego wyznawcy od stuleni żyją również w Polsce), ale nie zasłużył na nic oprócz szczątkowego szacunku do niego jako zmarłego. Koniec tańcowania po trumnie.

To co tu dziś wysmarowałem może nie być zbytnio ładne i składne, ale nie jestem w humorze na ładne i składne pisanie. Cały wczorajszy dzień bałem się otworzyć lodówkę, żeby mi jakaś wódka Wojtyłówka (aż dziwne, że żaden przedsiębiorczy mnich nie wpadł na pomysł wytworzenia takiej) nie wyskoczyła. Zaszyłem się w pokoju i cały dzień oglądałem CSI:Miami, więc mi trochę mózg siadł. Poczytam trochę i mi przejdzie.

Na koniec: taki fajny wywiad znalazłem z miłą panią oficer z Batalionu Powietrznodesantowego w Krakowie. 

Ach, te kobiety w mundurach...