niedziela, 17 kwietnia 2011

ROLLING IN THE DEEP...

Tak sobie piszę tu teraz, bo nie mogę się nadziwić pewnemu teledyskowi.

Najpierw ją usłyszałem. Głos jak żyleta, muzyka rodem z duszy, perkusja brzmi jak magia.

Tak wiem, jestem romantykiem. 

Piosenka zwie się Rolling In The Deep śpiewa ją Adele. Od kilku dni nie mogę przestać jej słuchać i oglądać teledysku do niej.


Ten teledysk to jest dla mnie jakieś objawienie. W żaden sposób nie ilustruje treści piosenki. Odzwierciedla muzykę przedmiotami (te porcelanowe spodki rozbijające się o ścianę), przemyślanymi ale i naturalnymi ruchami Adele, wstawkami z perkusją i tańcem"ninja". I jeszcze te szklanki z wodą... Ten teledysk nie ma sensu - on tylko oddaje emocje. Wszystko w nim jest przemyślane, zamiast przysłaniać piosenkę (jak się to czasem dzieje) wydobywa muzykę na wierzch tworząc z nią całość. Kawał dobrej roboty.

A scenografia powala.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz