środa, 14 marca 2012

TOLERANCJA, KURWA, TOLERANCJA

Przeczytałem dziś nowelę "Mendel Gdański" Marii Konopnickiej*. W kolejce czekają kolejne nowele., bo ta zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. I zmusiła do refleksji.

Jeden:

Jak zwykle cytat z Michała Choromańskiego ("Schodami w górę, schodami w dół"): "Antysemityzm to niepoczytalność".

Dwa:

Od jakiegoś czasu w Europie panuje tendencja do maksymalnej świeckości w poszczególnych państwach. Tylko że robimy to źle. Jak zwykle źle.

Zabraniając eksponowania przez obywateli swojej wiary** nie sprawimy, że niepokoje związane z różnicami w wierze ustaną. Wręcz przeciwnie. Moim zdaniem w przyszłości może to doprowadzić do tworzenia się gett wyznaniowych, które będą ze sobą walczyły na śmierć i życie.

Bo widzicie, Drodzy Czytelnicy, łatwiej jest czegoś zabronić nie licząc się z konsekwencjami niż włożyć więcej wysiłku w lepsze życie dla nas i dla przyszłych pokoleń. Trudniej jest promować tolerancję religijną. Trudniej jest zniwelować jej największą przyczynę - brak wiedzy. Trudniej jest wprowadzić religioznawstwo w szkołach. Trudniej jest samemu zrezygnować z mowy nienawiści wobec innowierców. Znacznie łatwiejsze jest ich ignorowanie. Bo przecież wszystkie Polaki to katoliki, nie?

Propagując tolerancję religijną i rzeczywiście o nią dbając nie musielibyśmy na siłę uwalniać przestrzeni publicznej od religii. Powiem wam tak - czy robi wam różnice to, że urzędniczka państwowa nosi krzyżyk na szyi lub chustę na głowie? Jeśli tak, to dziwni jesteście. Dopóki nie przeszkadza jej to w pełnieniu swoich obowiązków ma do tego święte prawo.

Nie jestem jednak zwolennikiem umieszczania symboli religijnych w miejscach takich jak sejm czy szkoła. Raz - nie są w nich otaczane należną czcią i szacunkiem. Dwa - publiczna szkoła to nie katolicka szkoła. Nauczyciel może mieć nawet krzyż spod Pałacu Prezydenckiego zawieszony na szyi, ale na ścianie nie ma dla niego miejsca. To samo, jeśli chodzi o sejm. Wiara to prywatna sprawa każdego człowieka, więc każdy człowiek może ją eksponować. Instytucja publiczna nie ma do tego prawa - takie jest moje zdanie i taka jest teoria zawarta w naszej Konstytucji. A praktyka? Tak jak zwykle, robimy to źle.

* tak, ona była lesbijką : )
** stiułardesy*** tak na przykład nie mogą nosić łańcuszka z krzyżykiem. Przykłady można mnożyć i dotyczą wszystkich religii - można tu również wspomnieć o debilnym zakazie noszenia burek we Francji.
*** przeczytałeś, Drogi Czytelniku, dwa razy zanim zrozumiałeś? Jakaś panda właśnie się roześmiała : )

niedziela, 11 marca 2012


Tak mnie naszło jeszcze w związku z poprzednim postem...

Skoro babochłop to nie kobieta, to jak babochłop zwiąże się z babochłopem to... O BOGINI! Są pedałami?! 

O rany... Nigdy więcej myślenia o lesbijkach, bo to idzie w złą stronę :)

LESBIJKOS BABOCHŁOPUS


Burza po comming oucie "Kasi Adamik córki Agnieszki Holland"* przycichła, przynajmniej do następnego razu. Sam comming outu dość ciekawy - pani Adamik mówi, że po prostu nikt jej wcześniej o to nie zapytał, więc jak już zapytał, to odpowiedziała. A teoretycznie wywiad dla Vivy! miał być o sztuce :) (STĄD wiem, o comming oucie jest na samym końcu).

Pod jednym z "artykułów" o tym jakże podniosłym wydarzeniu natrafiłem na komentarz typu "Adamik to żadna baba, to babochłop, nie kobieta" (niestety nie przytoczę oryginału, bo nie pamiętam gdzie to konkretnie było. Zresztą, takich komentarzy w to pizdu było pod wszystkimi "artykułami"). I ja się pytam. Dlaczego pani Adamik to babochłop?

Nosi spodnie! Jak, do prostytutki nędzy, 90 procent europejskich kobiet. Zapewne spora część chłopów i lesbów nie ma nic przeciwko dziewczynom w spodniach. O ile prezentują one wymiary 90-60-90. I koniecznie mają długie włosy.

Bo lesba, to proszę ja ciebie ma mieć co najwyżej 25 lat, długie włosy i wymiary 90-60-90. Inaczej to nie jest lesba, tylko babochłop. Jeszcze najlepiej jest, jak nie jest lesbą, tylko dziwką, bo wtedy i facet może ją przelecieć. **

Mnie to pachnie paranoją i kompletnym brakiem szacunku dla drugiego człowieka.

A tak swoją drogą, to pani Adamik ma piękny, bardzo sympatyczny uśmiech.

* Ta zbitka wyrazów jest bardziej popularna niż "szwagier ciotki Halinki, wiesz tej od wuja Marcina brata cioci Izoldy, matki cioci Agnieszki i wujka Adama, tego od cioci Gosi, co ma synka Konrada..."
** Cholera, niechcący włączyłem się do internetowej dyskusji na temat "jak wygląda PRAWDZIWA lesbijka". Zapraszam TUTAJ, Ewa Tomaszewicz walczy z Internetem :)

sobota, 10 marca 2012

ARABIA SAUDYJSKA I IRAN – PORÓWNANIE


CZĘŚĆ DRUGA

Nie wiem, czy czytałeś, drogi Czytelniku, książkę "Uwięziona w Teheranie" Mariny Nemat. Jeśli nie, to warto, zwłaszcza jeśli jesteś zainteresowany/zainteresowana państwami Bliskiego Wschodu.
Pani Marina w bardzo ciekawy i zajmujący sposób opisuje irańską rewolucję islamską z roku 1979, kiedy to islamscy radykałowie obalili rządzącego szacha Mohammada Reza Pahlawiego. Przed rewolucją pani Marina uczyła się angielskiego, chodziła w podkoszulku po ulicy, była beztroskim dzieckiem. Po strachu związanym z rewolucją przyszedł szok - zakazano sprzedaży alkoholu (zakazanego przez islam), nakazano (głównie kobietom) noszenie "skromnych" ubrań (hidżab - ubranie od stóp po czubek głowy).
Obalenie szacha* sprzyjającego reformom i rządowi USA (szach był więc człowiekiem rodzaju króla Abdullaha bin Abdulaziz al Saud) wywołało burzę również w krajach muzułmańskich, bo przeraziło autorytarnych monarchów. Napięcie wywołało wojnę Iranu z Irakiem (o której również pisze pani Marina, ale skąpo - była wtedy w najstraszniejszym irańskim więzieniu Evin), która, mimo wygranej Iranu, spowodowała śmierć kilkuset tysięcy młodych ludzi i długotrwały kryzys ekonomiczny, z którym Iran sobie jednak poradził i dziś ma naprawdę prężnie rozwijająca się gospodarkę.
Pani Marina doskonale opisuje nastrój tamtych dni i swoje zagubienie w takiej sytuacji. Najpierw jej pierwsza miłość ginie w trakcie rewolucji walcząc z szachem, potem ona i jej przyjaciółki zostają aresztowane za knucie przeciwko nowej władzy islamskiej. To doskonale pokazuje, że nie dało się wtedy być neutralnym, a tego właśnie chciała Marina.
Dlaczego o tym piszę? Bo takie rzeczy trzeba wiedzieć, żeby zrozumieć irańskie społeczeństwo. Gdyby nie rewolucja irańska Iran być może byłby takim samym państwem jak Arabia Saudyjska. Oczywiście do rewolucji doprowadziły rożne czynniki, m. in. bezrobocie, ale skoro islamskiej władzy udało się podnieść kraj z gruzów to i szachowi by się to udało.
Ahmadineżad jest fanatycznym muzułmaninem. Co jest jego siłą? To, że on wie, że USA wie, że Ahmadineżad wie, że USA nic mu nie może zrobić. USA nie może wjechać do Iranu, przejechać w te i nazad po tym kraju i go okupować. Ameryka przegrywa wojnę w Afganistanie, z Libią sobie ledwo, ledwo poradzili, przegrali Wietnam - potęga militarna USA to mit utworzony na podstawie wygranej przez nią II wojny światowej. USA jest doskonałym przykładem, że można mieć dobry sprzęt, super nowoczesne wojsko i przegrywać z partyzantami. I Iran o tym wie, więc może sobie bimbać z ogólnoświatowej niechęci wobec niego. ONZ, Amnesty International i inne organizacje mogą sobie gadać o nieprzestrzeganiu praw człowieka, o torturach, więzieniach, Zahrze Kazemi** i zabijanych demonstrantach, a Iran i tak nie zareaguje, bo jest na to zbyt fundamentalny, fanatyczny i silny.
Jedyną z niewielu rzeczy, która różni te kraje, to stosunek do Zachodu - Iran zerwał z nim wszelkie pokojowe relacje, a Arabia Saudyjska świetnie się z Zachodem dogaduje. I w jednym i w drugim kraju trwają protesty zwolenników reform. Jednak protesty są tłumione - według mnie jedynym scenariuszem, w którym protestujący mogliby wygrać jest przyłączenie się do nich wojska. Niestety jest mało prawdopodobne - wojsko jest bardzo podporządkowane islamowi. Zresztą, kto w kraju postępującym zgodnie z zasadami islamu, w których jest mowa o walce z niewiernymi, idzie do wojska, żeby potem się fundamentalnemu islamowi sprzeciwić?
Arabia Saudyjska i Iran to nadzieja bliskowschodniego biznesu. Być może rozleje się on również na kraje Zachodu - oba kraje, wbrew powszechnej u innych krajów rozwijających się tendencji, mają dodatni przyrost naturalny - w Arabii Saudyjskiej wynoszący około 2,69% (a w dodatku jest to społeczeństwo bardzo młode). Możemy się więc spodziewać, że kiedy minie potęga USA świat opanują Chińczycy i mieszkańcy Półwyspu Arabskiego.
Być może w świetle społecznym różnica pomiędzy tymi krajami jest niewielka (w obu panuje szariat), ale politycznie tylko jeden z tych krajów ma szansę i ochotę, by zaistnieć na światowej scenie politycznej bez jednoczesnego straszenia bombą atomową. Naturalne jest więc, że Zachód z uśmiechem zwraca się w stronę Arabii i króla Abdullaha, jednocześnie mając nadzieje, że strumień ropy będzie ciągle w zachodnią stronę płynął.
Jaka jest więc podstawowa różnica pomiędzy Arabią Saudyjską i Iranem? Taka jak pomiędzy fundamentalizmem i fanatyzmem. Fundamentalizm to rygorystyczne trzymanie się zasad i norm, a fanatyzm polega na ślepej i bezkrytycznej wierze w słuszność jakichś poglądów – widzicie tą różnicę? Według mnie jest ona kluczowa.

* Szach nie był święty - sporo kontrowersji wzbudzało traktowanie więźniów i działanie tajnej policji SAVAK. Więzienie Evin powstało już za jego rządów i również wtedy zajmowało się głównie torturowaniem i wyciąganiem informacji.
** Zahra Kazemi, irańska fotoreporterka pochodzenia kanadyjskiego została aresztowana 23 czerwca 2003 roku za fotografowanie przed więzieniem w Teheranie demonstrantów, którzy domagali się wypuszczenia krewnych zatrzymanych podczas ostatnich manifestacji antyrządowych. Trzy dni później przewieziono ją do szpitala kierowanego przez islamską Gwardię Rewolucyjną, gdzie zmarła na skutek krwotoku, który nastąpił, gdy czaszka pękła od uderzenia twardym przedmiotem w głowę.

Bibliografia:
1. Wikipedia
http://pl.wikipedia.org/wiki/Arabia_Saudyjska, http://pl.wikipedia.org/wiki/Abdullah_bin_Abdulaziz_Al_Saud,
http://pl.wikipedia.org/wiki/Iran,
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ira%C5%84ska_rewolucja_islamska, http://pl.wikipedia.org/wiki/Fanatyzm,
http://pl.wikipedia.org/wiki/Fundamentalizm
2. Gazeta.pl
http://info.wiadomosci.gazeta.pl/szukaj/wiadomosci/Zahra+Kazemi
3. Marina Nemat "Uwięziona w Teheranie"

czwartek, 8 marca 2012

ARABIA SAUDYJSKA I IRAN – PORÓWNANIE

Dzisiaj dokonałem czynu wymagającego niespotykanej odwagi. Obroniłem dwie nieletnie białogłowe przed atakiem przeraźliwego monstrum. A po wszystkim wyglądałem TAK.

I jestem z siebie dumny. Zabiłem pająka terroryzującego moje młodsze siostry :)

Był ogromny. I czarny. I miał takie brzydkie odnóża...

Nie spocznę jednak na laurach. Ani na Laurach. Oto pierwsza część mojego porównania dwóch bliskowschodnich krajów.

CZĘŚĆ PIERWSZA

Myśląc "Bliski Wschód" często mamy przed oczami brud, smród, syf i ubóstwo. A jednak! Szejkowie arabscy śpią na pieniądzach, a Arabia Saudyjska i Iran są jednymi z najprężniej rozwijających się gospodarczo państw. Synonimem bogactwa są tu gaz ziemny i ropa naftowa. Charakter tego bogactwa doskonale też oddaje charakter tutejszych społeczeństw (tu mam na myśli cały Bliski Wschód) - wystarczy rzucić zapałkę i wszystko, jakby ropą oblane, zaczyna płonąć (patrz, Arabska Zima Ludów).
Ciekawostką jest Arabia Saudyjska - jeszcze 70-80 lat temu przemysł w tym kraju nie istniał, rolnictwo czołgało się z trudem, a kraj żył tylko z pielgrzymek do świętych miast, Mekki i Medyny. Jednak król Abdul Aziz miał wielkie ambicje i jeszcze większe chęci - stawiając na edukację, służbę zdrowia, transport i przemysł rozpoczął odradzanie się tego kraju. Zastrzykiem kasy było odkrycie na jego terenie ropy naftowej (1930).
Przed końcem XX wieku Arabia Saudyjska dysponowała systemem edukacji, który zapewnia bezpłatną naukę, od przedszkola do uniwersytetu (jest tu 7 uniwersytetów, ponad 24 000 szkół, a także duża liczba college'y oraz innych instytucji edukacyjnych). To dużo, patrząc na fakt, że jeszcze w latach 30 XX w. uczono tu jedynie w domach lub szkołach przy meczetach, które zapewniały głównie znajomość Koranu. Teraz nowoczesne szkoły zapewniają wykwalifikowanych specjalistów tak bardzo potrzebnych do dalszego rozwoju kraju. Jednak ze względu na panujący tu skrajny patriarchat stosunkowo mała liczba kobiet ma wyższe wykształcenie.
Arabia Saudyjska znacznie poprawiła jakość służby zdrowia. Dzięki temu malaria i ospa zostały praktycznie wykorzenione, a współczynnik umieralności niemowląt został znacznie obniżony. Służba zdrowia jest bezpłatna i dostępna w każdym rejonie kraju.
Mówiąc o Arabii Saudyjskiej należny zauważyć, że jest to jedna z nielicznych obecnie na świecie monarchii absolutnych. Rządzi w niej król i premier Abdullah bin Abdulaziz al Saud, w Polsce znany jako fundator operacji rozdzielenia bliźniaczek syjamskich, Darii i Olgi Kołacz, w świecie muzułmańskim z pobożności i ufundowania dwóch islamskich bibliotek - w Rijadzie i Casablance. Prawo opiera się na szariacie - islamskim prawie regulującym zarówno czynności stricte religijne jak i życie codzienne (islam nie dzieli życia świeckiego i życia religijnego). Dopuszcza więc chłostę (i inne kary cielesne) i karę śmierci (grożącą za, np. odejście od islamu). W Arabii Saudyjskiej dopuszcza się również tortury.
Mimo, wydawałoby się zaściankowości tego konserwatywnego aż do przesady kraju, jest on jednym z bardziej pokojowo nastawionych krajów Bliskiego Wschodu do świata nie-muzułmańskiego. Na pewno spore znaczenie ma tu ropa - Arabia potrzebuje eksportować ten surowiec, a takie na przykład Stany Zjednoczone potrzebują ropę kupować. Nic więc dziwnego, że król Abdullah (imię to, zgodnie z charakterem króla, oznacza „sługa Allaha”) dobrze się dogaduje z prezydentem USA.
Z USA nie dogaduje się za to prezydent Mahmud Ahmadineżad - prezydent Islamskiej Republiki Iranu. Bazując na fundamentalizmie islamskim i walce z niewiernymi (i wszystkimi, którzy go nie lubią) rządzi krajem żelazną ręką, jednocześnie potrafiąc prowadzić za rękę prężnie rozwijającą się gospodarkę Iranu.

ciąg dalszy w weekend

wtorek, 28 lutego 2012

HISTORIĘ PISZĄ TYLKO ZWYCIĘZCY

Panie, Panowie i Obojniaki, mam zaszczyt zaprezentować moje zajebiste szkolne wypracowanie - esej na temat: "Czy historię piszą zwycięzcy?" Jak zwykle mnie poniosło :)

Mam również zaszczyt polecić stary ale jary (i bardzo na czasie) tekst Tadeusza Boya-Żeleńskiego. TU.

A TU świetny życiorys madame Skłodowskiej-Curie. Jak ja lubię tą babką...

HISTORIĘ PISZĄ TYLKO ZWYCIĘZCY

Jak długo ludzie istnieją, tak długo prowadzą wojny. Homo sapiens sapiens potrafi walczyć o wszystko - od jedzenia począwszy, poprzez sprawy honoru a na powodach gospodarczych skończywszy. Zmieniają się tylko miejsca i wielkość obszarów objętych działaniami wojennymi.
Według mnie nie ważne jest, kto walczy, jak walczy, czym walczy. Bardziej znaczące jest to, kto tą walkę opisuje i jak bardzo subiektywnie to robi. A kto najczęściej przekazuje potomnym relacje? Przecież nie może to być pokonany Hektor. Historię zawsze opisze wygrany Achilles.

Polegli nie mają możliwości na opowiedzenie swojej historii. Ich kości mogą powiedzieć wiele, ale kogo one obchodzą, kiedy cały świat poznał już relację zwycięzcy? Kto chce słuchać pokonanych? Który pokonany ma szansę na przedstawienie swojego zdania?
Najbardziej jaskrawym przykładem jest zbrodnia katyńska. Sowieci zabili strzałem w tył głowy ponad 20 tysięcy Polaków i nigdy za to nie odpowiedzieli. Dlaczego? Przecież zaraz po wojnie osądzono niemieckich zbrodniarzy, więc dlaczego nie osądzono również tych sowieckich? Pomijam już fakt, że Zachód starał się nie drażnić Stalina, bo niedługo po wojnie również on trzymał palec na czerwonym przycisku z napisem "wybuch bomby atomowej".
Zachodni alianci też święci nie byli. Na przykład potępiali zbrodnicze Luftwaffe niszczące miasta i zabijające niewinnych cywili zaraz po tym, jak brytyjskie lotnictwo zabiło niemieckich cywili bombardując jakiś cel w Niemczech. Ale RAF był bohaterski, ale Luftwaffe było zbrodnicze. Jak ktoś Kalemu zjeść krowę to źle, ale jak Kali zjeść komuś krowę, to dobrze...
Historię drugiej wojny światowej napisali wygrani. Dlatego dzisiaj nie można powiedzie, bez ściągania na siebie krytyki choćby jednego słowa o bohaterskiej obronie wybrzeży Normandii. Ale chwalenie wspaniałego desantu wojsk amerykańskich i brytyjskich spotyka się z ogromną społeczną akceptacją. Nikt nie mówi o dzielnych marynarzach z Kriegsmarine, których żelazne trumny ścielą dno Morza Śródziemnego, Północnego i Oceanu Atlantyckiego. Owszem, wielu było w Niemczech ludzi, którzy zasłużyli jedynie na stryczek, ale tacy sami znajdowali się w ZSRR i innych krajach alianckich. Ale to wygrani piszą historię.
Żeby nie narażać się na zarzut, że przykłady biorę tylko z czasu II wojny światowej, wesprę się bardziej odległymi czasami.
W starożytnym Egipcie często zdarzało się, że faraon reformator (zwłaszcza reformator religijny) po śmierci był dosłownie wymazywany z dziejów kraju. Niszczono jego posągi, zdrapywano ze ścian jego imię. Taki los spotkał miedzy innymi Echnatona, ojca Tutenchamona (próbował on wprowadzić monoteizm). Ten kto przejmował władzę (często w sposób, powiedzmy, nielegalny - za pomocą trucizny, sztyletu i tym podobnych) nie musiał się przejmować swoim poprzednikiem. Teraz to on pisał historię i chciał, by tylko jego historię zapamiętano.
A Achilles? Dzięki Homerowi został zapamiętany jako heros, półbóg. A ja tam wolę Hektora niż tego mściwego pyszałka (co powiedział Hektorowi, gdy ten poprosił, by Achilles oddał jego ciało Priamowi? "Ty mnie, psie, na rodziców nie błagaj, u kolan nie skomlej! / Bodajbym mógł w mej wściekłości poszarpać na sztuki i pożreć / na surowo twe ciało za wszytko, coś mi wyrządził"). Ale mój bohater przegrał. I to imię Achilles jest teraz synonimem herosa. Wpływ na jego postrzeganie miała też na pewno piękna figura niejakiego Brada Pitta, ale to już inna historia...
Całkowicie zgadzam się z tezą, że historię piszą tylko zwycięzcy. Można z taką relacją polemizować, można przedstawiać swoje prawdy, lecz minie dużo czasu zanim cokolwiek (o ile w ogóle) się zmieni w sposobie postrzegania danego wydarzenia. Stalin ponoć powiedział kiedyś, że nie ważne jest, na kogo się głosuje, ważne, kto te głosy liczy. Parafrazując jego słowa, mogę stwierdzić, że nie ważne, kto i za co walczy, ważne kto wygra i jak tą walkę opisze.

piątek, 17 lutego 2012

DO DUPY Z DEMOKRACJĄ


Jestem człowiekiem wychowanym w kraju, w którym słowo "demokracja" jest najwyższą świętością. Kochamy demokrację i pluralizm, więc w szkołach uczymy, że jest ona najlepsza a inne doktryny polityczne to się mogą schować. Mimo tego, że system oświaty uważa mnie za idiotę bez własnego zdania, któremu należy łopatą do łba włożyć "właściwą" wiedzę, nie uważam demokracji za idealny system. Ba! Nie uważam jej za nawet dobry system!

Dlaczego? Bo się nie sprawdza.

Popatrz na rząd. Popatrz jeszcze raz. Ten rząd zmienia się w świnie przy korycie, popatrz kolejny raz, te świnie wożą się zajebistymi brykami za pieniądze ludzi, którzy tylko malucha mogą kupić bez kredytu. Popatrz na rząd i słuchaj mnie uważnie.

Słowo demokracja oznacza władzę ludu. To my jesteśmy tym ludem. I wybieramy na cztery lata rząd, który przez cztery lata ma nas, nasze problemy i nasze zdanie (!) w głębokim poważaniu. Ingeruje w nasze życie, a my nie mamy prawa do ingerowania w skład Rady Ministrów, a ona nie musi nas słuchać. Skończmy z hipokryzją, rząd przez cztery lata ma władze niemal absolutną. Ogranicza ją tylko konstytucja, ale powiedzmy sobie szczerze - kto z ludu ją czyta? Dopóki opozycja nie wyczai, że ustawa jest niezgodna z konstytucją, wszystko jest ok.

Popatrz na ACTA. Mało brakło, żeby została wprowadzona bez świadomości obywateli. I bez zbadania jej zgodności z konstytucją. Mało piekielnie? Pomyśl, ile rzeczy nasz rząd mógł już w ten sposób podpisać. Bez wiedzy społeczeństwa, bez sprawdzenia, bez konsultacji społecznych... Tak wyglądają w praktyce rządy ludu.

Popatrz na rząd. Filozof jest ministrem sprawiedliwości (Jarosław Gowin), ekonomistka ministrem sportu i turystyki (Joanna Mucha, swoją drogą od nominacji wprowadza w osłupienie swoją nieznajomością realiów polskiego sportu*), politolog ministrem transportu i budownictwa (Sławomir Nowak), archeolog/historyk ministrem skarbu (Mikołaj Budzanowski), menadżer ministrem obrony narodowej (Tomasz Siemoniak), prawnik ministrem środowiska (Marcin Korolec), a kulturoznawca ministrem cyfryzacji (Michał Boni). Sami eksperci.

I wyobraź sobie, że tacy niekompetentni ludzi na nieodpowiednich środowiskach przez cztery lata mogą zrobić z tobą co chcą. Już widzę radość na twoim pyszczku, Kochany Czytelniku.

Żeby demokracja miała sens, potrzebna jest dogłębna edukacja** i zwiększenie aktywności społeczeństwa. Problem w tym, że władzy nie zależy na tym, byś znał swoje prawa, żebyś wiedział, co rząd może, a czego nie. Nie chcą, żebyś wiedział dużo o innych ustrojach politycznych, a na pewno nie chcą, żebyś wiedział o nich dobre rzeczy. Bo wiesz, ciemny lud to kupi. Ten oświecony wyjdzie na ulice i zacznie krzyczeć.

A zwiększenie aktywności społecznej? Jaką mieliśmy ostatnio frekwencję w wyborach? Niecałe 49 %. Połowa społeczeństwa miała w dupie wybory. Dlaczego? Bo nie ma na kogo głosować. A nawet jak jest, to przecież i tak się nic nie zmieni***, bo i tak sfałszują, bo mnie nogi bolą itd. Bo społeczeństwo nie widzi powiązania między wrzuceniem głosu do urny a wysokimi cenami i beznadziejnymi reformami edukacji (jest to wynik braku edukacji). Jednocześnie władza tępi tych, którzy mają odwagę by wyłamać się poza schemat (widzieliście telewizyjne relacje z marszów przeciw ACTA? Dawno większej medialnej manipulacji nie widziałem). Demokracja, sukinsynu!

Hasło "rządy ludu" to przykrywka. A ludowi bardzo łatwo jest w to wierzyć. A do czego demokracja potrafi doprowadzić pisałem TU. Demokracja szlachecka i ustrój III RP to jedno i to samo. Gówno. A miejsce gówna jest głęboko.

* Demotywatory.pl widzą już jak została wybrana:
Tusk: Mucha, biegałaś kiedyś?
Mucha: Tak.
Tusk: To zostaniesz ministrem sportu.
** To jest jeden z powodów, przez które uważam, że wprowadzanie demokracji na siłę w takim np. Afganistanie to debilizm do kwadratu.
*** Powód, dla którego m. in. moi rodzice na wybory nie poszli.

piątek, 27 stycznia 2012

Dzisiaj będę polecaczem :-)
 
1. Newsweek wydał "Stan wojenny. Odtajnione archiwa IPN. Wydanie kolekcjonerskie". Bardzo ciekawe artykuły, sporo zdjęć, trudno dostać (przynajmniej na moim zadupiu - jak ktoś mieszka w Jaworznie i szuka gazetki, to jeszcze wczoraj dwie kurzyły się w kiosku w budynku Kauflanda w Centrum).
 
2. Wnuczka pisze o dziadku. „Żywot człowieka uzbrojonego” pojawi się w „Ale historia!” w numerze 3. Dziadek – Sergiusz Piasecki, pisarz, publicysta polityczny, oficer wywiadu, żołnierz Armii Krajowej. Miałem niedawno przyjemność przeczytać jego książkę „Zapiski oficera Armii Czerwonej” i gorąco ją polecam. Wnuczka - moja ulubiona blogerka Ewa Tomaszewicz – zapowiedź, że artykuł jest dobrze napisany.

A co poza tym? Wszystkim rozpoczynającym ferie, tak jak ja, dzisiaj życzę miłego opierdalania się. :-)

środa, 25 stycznia 2012

Właśnie dodałem stronkę (w górę patrz, Duszo Nieczysta) o klasztorze karmelitów w Czernej. Jeśli spodobają się wam (czy się podobają piszcie w komentarzach) moje opowieści i zdjęcia, to mogę dorobić jeszcze jedną stronkę - np. o moim kolejnym ulubionym miejscu, jakim jest zamek w Tenczynku.

Radujcie oczy swe, miłego czytania. : )

poniedziałek, 23 stycznia 2012

ACTA

Hm... Myślę, że spokojnie możemy wrócić do hasła "Telewizja kłamie". Tak, ja znów o ACTA.

Telewizja kłamie w najprostszy z możliwych sposobów - jak się coś nie podoba Iksińskiemu * to po prostu o tym nie mówią. Słyszeliście o ACTA w tv zanim padły strony rządu? ** Ja się dowiedziałem o co chodzi z demotywatorów i z późniejszych przeszukiwań za pomocą wujka Google. Jakby nie pozamykane strony i pani Basia u premiera to nikt by nie wiedział o co chodzi. Ustawę podpisano by bez problemu, za plecami całego społeczeństwa. To takie kurewsko demokratyczne.

Jednej rzeczy nienawidzę najbardziej na świecie. Załatwiania spraw poza plecami najbardziej zainteresowanych. 

"Ten koncert dedykuję Pani Sprawiedliwości. Na cześć wakacji, które, jak mniemam, sobie urządziła."

"(...) zamiast pałek można użyć argumentów. Słowa zawsze zachowują swoją moc. Słowa te mniej lub bardziej znaczące dla tych, którzy słuchają oświadczają prawdę. Okrucieństwo, niesprawiedliwość, nietolerancja, kryzys. Kiedyś mogliście manifestować swoją wolność myśli, rozmowy do woli. Teraz macie cenzurę, system inwigilacji (...)"

Tak to znów V. Nie chciałbym, żeby UE, USA i Nasz Zajebisty Rząd doprowadziły nas do totalitaryzmu.  A daleko od niego nie jesteśmy. Naprawdę mało brakuje, żebyśmy byli kolejną Rosją, Ukrainą, Białorusią czy Chinami. Ludzie, obudźcie się! Oni nami manipulują!

* Iksiński to:
a) prezes TVP
b) premier
c) prezydent
d) prymas Polski
Do wyboru do koloru.
** Awaria techniczna, dobre sobie, obejrzyjcie film "V for vendetta" z naciskiem na akcję wysadzenia Old Bailey. Obejrzyjcie póki jeszcze można to na necie znaleźć.