sobota, 30 sierpnia 2014

WRACAM DO INTERNETÓW

Prawie dwa miesiące temu pan robotnik zepsuł mi kabel od internetu (ach! Te remonty klatki schodowej połączone z puszczaniem na cały regulator disco polo i rzucaniem kurwami!). Po półtora miesiąca udało nam się dodzwonić do mojego kochanego dostawcy internetu, po czym trzeba było się dodzwonić i dogadać (to było trudniejsze, bo panowie z uporem maniaka patrzyli na mój router i nie dopuszczali do siebie myśli, że problem leży na zewnątrz mieszkania) do panów majstrów, którzy za drugim podejściem internet naprawili. 
Jakby ktoś z Was miał zamiar dogadać się z Netią, to najlepszym sposobem jest rozpocząć rozmowę od "chcę rozwiązać umowę". Od razu odpuścili mamie słuchanie muzyczki.

W każdym razie sytuacja miała swoje aż pół plusa - w te wakacje szybciej przeczytałem "Ogniem i mieczem" niż rok temu. BTW, rozumiem, dlaczego ta książka zrobiła furorę, gdy była drukowana w odcinkach. (UWAGA! Spoiler, o ile można spoilerować książkę wydaną 130 lat temu) Jest taka scena, jak wszyscy siedzą, cieszą się i radują przy winie i miodzie, bo Jegomość Skrzetuski ma jechać do twierdzy Bar po Kurcewiczównę i nagle na imprezę wpada gość i krzyczy "Bar! Wzięty!" Jakbym miał czekać na kolejne wydanie "Słowa", to pewnie emocje byłyby takie, jak przy Krwawych Godach u George`a R. R. Martina.
W każdym razie, książka jest naprawdę niezła, a to co zrobił z nią Hoffman to zbrodnia.

Znad książkowej Ukrainy spoglądałem sobie przez TV na tą współczesną Ukrainę. Nie jestem pewny, czy jestem załamany obecną sytuacją, czy tylko zniesmaczony. NATO, ONZ, UE - to wszystko jest chuja warte. Mam wrażenie, że zaraz zobaczymy panią Merkel wołającą "przywiozłam wam pokój!", niczym Neville Chamberlain w 1938 roku.
Rozmowy UE z Rosją w Mińsku! Pani Ashton spokojnie podała rękę zbrodniarzowi, spokojnie prowadzono rozmowy na terenie kraju, który nie uznaje praw człowieka! Były kandydat na prezydenta siedzi jako więzień polityczny, ale co nas to obchodzi. Unia w tym momencie przekreśliła lata swojej pracy na rzecz praw człowieka.

Rosja rozpoczęła wojnę w Europie, a Europa wyraża zaniepokojenie.

Nie twierdzę, że należałoby np. zbombardować Moskwę czy coś w ten deseń. Ale nie oznacza to, że nie możemy wesprzeć militarnie Ukrainy (choćby tylko sprzętem) i odseparować Putina od świata. A ONZ może sobie pieprznąć w łeb i się rozwiązać, bo nikomu nie jest potrzebna ta kopia "Ligii Narodów".

niedziela, 6 lipca 2014

CO TU JEST NATURALNE, ŻYCIE CZY ŚMIERĆ?


Jestem cholernie zniesmaczony debilizmami, jakie pojawiają się na prawicy;
1. "Dzieci bez mózgów mają więcej mózgu niż pani poseł" - stwierdził Andrzej Jaworski w kłótni z Joanną Senyszyn (...) "Matki kochają takie dzieci. Nie możemy uśmiercać tych istot" - przekonywał (UWAGA! Link prowadzi na fronda.pl)
2. I dalej pisze metropolita łódzki: „Profesor Chazan odwołał się do tego, co wynika z prawa naturalnego i co gwarantuje mu Konstytucja. Jeśli natomiast są jakieś przepisy, którymi się rządzą ministerstwo zdrowia i NFZ, pozwalające tym instytucjom na takie właśnie postępowanie wobec prof. Chazana, to trzeba stwierdzić, że nie są one zgodne z Konstytucją i że należy je zmienić.” (...innymi słowy: rozpierdolić państwo i wprowadzić szariat, tfu! prawo naturalne, czytaj kościelne) (UWAGA! Link prowadzi na fronda.pl)
3. Czego chciał dowieść prof. Dębski? Zapewne tego, że takie dziecko koniecznie trzeba było zabić. Bo przecież prawo do życia mają jedynie piękne, pulchne różowe bobaski, ale już dziecko z jakąś wadą, poważną deformacją jest nie do pogodzenia z naszą wrażliwością i poczuciem estetyki… (No kurwa. A co z cierpieniem tego malucha? Co z cierpieniem matki? Wrażliwość level polska prawica) (UWAGA! Link prowadzi na fronda.pl)
4. (...) przecież dziecko żyje (...) [prof. Chazan] (UWAGA! Link prowadzi na fronda.pl)

Nie chcę umierać z bólu, nie chcę być warzywem, nie chcę, żeby moja matka wypłakiwała sobie oczy patrząc, jak umieram, nie chcę umierać miesiącami robiąc pod siebie... Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe.

Żyjemy w kraju, w którym można uśpić śmiertelnie chore zwierzę, ale nie można dać tej łaski człowiekowi. Pies nie wie, że będzie uśpiony, ale my i tak to robimy, bo jesteśmy humanitarni. Dlaczego więc człowiek śmiertelnie chory nie może zadecydować o swojej śmierci? Dlaczego mamy przedłużać czyjeś cierpienie?

I nie mówicie mi o naturalnym prawie do życia. Przez wieki kobiety i dzieci umierały podczas i niedługo po porodzie (wspomnę to o nieodżałowanej Jadwidze Andegaweńskiej). I to było naturalne - natura tak chciała, że Guta Habsburżanka urodziła dziesięcioro dzieci, z których pięcioro umarło we wczesnym dzieciństwie, a z pozostałej piątki tylko jednej córce udało się skończyć trzydziestkę (sama Guta zmarła trzydziestki nie mając). W zgodzie z "prawem natury" moja mama nie powinna przeżyć trzeciego porodu, a ja powinienem zostać sierotą w wieku dwunasty lat. 

Pierdolić naturę, niech żyje medycyna. I jeśli ona rozkłada bezradnie ręce, to nie mamy prawa, by pozwolić na przedłużanie ludzkiego cierpienie. Cierpienie uszlachetnia? Idź i powiedz to temu dziecku.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

TAŚMOWA WYTWÓRNIA AFER PREZENTUJE

Parada Równości nie ma medialnego szczęścia. Wystartowała w sobotę o 15 i niemal równocześnie zaczęło się zamieszanie z taśmami. O taśmach za chwilę, wrócę jeszcze na chwilę do Parady Równości - TUTAJ jest świetne narzekanie Trzyczęściowego Garniturka. Dyskusja na temat tego narzekania nie jest jednak na blogu, tylko na fejsbuku (TUTAJ). Bardzo ciekawa dyskusja dotycząca sensu istnienia Parady Równości w takim kształcie, w jakim jest obecnie.

Wróćmy do taśm.

Kwestia eks-ministra, eks-platformensa Sławomira Nowaka i jego żony oraz jej problemów ze skarbówką jakoś mnie średnio interesuje. Jedno mnie cieszy - skoro pani Nowakowa boi się skarbówki, to znaczy, że skarbówka działa. I że ma w dupie to, czyją żoną jest ta żona.

Tyle, że te taśmy (apage satanas!) wydają się być z kapelusza wziętą aferą. Z tego, co się zorientowałem, to nie ma w nich mowy o korupcji i prywatnych korzyściach. 

Najbardziej powalający jest sam poziom rozmowy... No cóż, moi koledzy i koleżanki ze studiów prezentują podobny, mnie też się zdarza czymś czasem rzucić, więc pomińmy to litościwym milczeniem.

Moje ulubione radio (TOK Fm) wrzuciło na swoją stronę artykuł pod zwiększającym "klikalność" tytułem "Taśmy "Wprost". "Państwo polskie nie istnieje", "Młody Tusk pracuje w firmie nie wiadomo jakiej" [NAJMOCNIEJSZE CYTATY]". I tu się zaczyna hejt na media (znowu! czy ja znowu, dzięnnikaże drodzy, muszę to robić?!).

W tytule: "Państwo polskie nie istnieje". W stenogramie: "Państwo polskie istnieje teoretycznie, praktycznie nie istnieje, dlatego że działa poszczególnymi swoimi fragmentami, nie rozumiejąc, że państwo jest całością". Interpretacja zmienia się o 180% stopni - Sienkiewicz nie neguje np. suwerenności Polski, tylko zwraca uwagę na poważny problem tego kraju, czyli brak współpracy pomiędzy instytucjami. Innymi słowy na coś, o czym media trąbią non stop. Tyle, że media zazwyczaj trąbią o tym niższym szczeblu - jak wtedy, gdy dyspozytorki pogotowania się nie mogły dogadać, która karetka i gdzie ma jechać.

Państwo działa tak, jak działa, bo politycy są opleceni powiązaniami interesów partyjnych (tu sprawa jest skomplikowana, bo interesy np. PSLu i PO są diametralnie różne, tak jak różne są "grupy docelowe" tych partii). To jest fakt, miło, że Sienkiewicz to zauważa.

Jan Vincent R. to partacz - Tusk usunąłby go prędzej czy później. Belka po prostu zauważył, że to nie jest partner do rozmowy i że potrzeba kogoś mniej politycznego i mądrzejszego. Też mi nowina, cała Polska chciała tego samego.

Muszę się zgodzić z Tuskiem (napisałem z zaciśniętymi z bólu zębami) - to nie była rozmowa mafii, tylko rozmowa dotycząca przyszłości i funkcjonowania państwa polskiego. A język był "paskudny", fakt. Zapisz pan swoich ministrów na kurs dla dżentelmenów.

Państwo dziennikarze rozdmuchali sprawę do granic możliwości. Bo naprawdę w tym taśmach nie ma potencjału. Fakt, sprawa jest dość niesmaczna, ale nie o to chodzi. Prawdziwa afera jest w samym podsłuchu.

Sądząc po jakości nagrań, nie były one rejestrowane za pomocą komórki, dyktafonu czy kalkulatora. To nie Belka nagrywał Sienkiewicza, czy Sienkiewicz Belkę. To ich nagrano. Z zewnątrz. Za pomocą najwyraźniej dobrego sprzętu prowadzono stałą inwigilacje i stały podsłuch członków rządu - to jest poważne zagrożenie.

Kto to nagrał? Nasz służby? A po cholerę mieli to nagrywać?! Paparazzi? No bez przesady, to nie ten poziom. Ktoś stara się wszelkimi możliwymi sposobami zdestabilizować sytuację w kraju. Już dzisiaj doszło do spadków na giełdzie, spadła także wartość złotego. Pojawiła się możliwość zdymisjonowania ministra spraw wewnętrznych (to jest jedno z najważniejszych ministerstw!). Ba! Takie taśmy mogłyby doprowadzić do dymisji rządu (Watergate i tak dalej).

Państwo polskie musi zrobić wszystko i jeszcze więcej, żeby wyjaśnić, kto stoi za tymi podsłuchami - ten aspekt to nie jest już aspekt polityczny, tylko sprawa bezpieczeństwa państwa.

A ministrowie powinni się już dawno nauczyć podstaw konspiracji. O takich rzeczach nie rozmawia się w restauracji, cholera jasna. Trochę instynktu, panowie ministrowie.

A! TUTAJ bardzo dobry komentarz Jacka Żakowskiego.

sobota, 14 czerwca 2014

PARADA RÓWNOŚCI A.D. 2014 W MEDIACH - TVP vs. TVN

Jak pewnie wiecie, przez Warszawę przeszła dziś 14. Parada Równości. Postulaty są te same co przy 13., 12., 11., 10. i tak dalej, więc nie będę powtarzał. Ciągle sobie obiecuję, że w końcu zawitam na tą warszawską paradę, ale jakoś nie ma jak.

Ale nie o tym. Bez codziennej dawki wiadomości TV żyć nie mogę, więc muszę ponarzekać na TVP. Przeszli dziś samych siebie... Gorzej było tylko z krakowskim Marszem Równości - nie pokazali go wcale.

Porównajcie sobie MATERIAŁ TVP1 z MATERIAŁEM FAKTÓW TVN. Ponieważ jestem bezlitosnym draniem, zauważę też fakt, że ten odtwarzacz vod tvp jest do rzyci. Ale nie o tym.

Materiał TVP zaczyna się w 14 minucie 57 sekundzie, a kończy w 15 minucie 37 sekundzie. Materiał bez wprowadzenia pana prezentera trwa 26 sekund (jakbym nie policzył, to bym nie uwierzył). TVP nie wysłało nawet reportera, całą sprawę komentuje pan prezenter, którego katolicko-tradycyjno-prawicowe poglądy słychać (tyle na temat obiektywności TVP). Tytuł materiału brzmi "Platforma równości" (Co autor miał na myśli?).

Materiał zawiera: migawkę na jedną z platform, baner, fragment latarni z kolejną platformą, baner stowarzyszenia "Miłość nie wyklucza", dwie drag queen, fragment dużej tęczowej flagi. Nie da się odczytać, co jest na banerach, bo za szybko leci. Koniec materiału.

Materiał TVN nosi miano "Święto tolerancji". Zaczyna się w 12 minucie, kończy w 13 minucie 34 sekundzie. Wprowadzenie trwa ok. 14 sekund, potem jest reporterka. Reporterka jest umieszczona na jednej z jadących platform, więc widać, ilu ludzi idzie w Paradzie (TVP ograniczyła się do stwierdzenia, że miało być 12 tysięcy, a było prawdopodobnie połowę mniej, nie pokazali chyba ani jednego ujęcia ogarniającego ilość ludzi będących na Paradzie). 

W materiale widać rzeszę ludzi, baner Whatever, jest wywiad z Jej Perfekcyjnością (czyli zaliczono punkt "wywiad z organizatorem"), przebitka na rzeszę ludzi maszerujących, kolejna na platformę z napisem "wyjdźcie z ukrycia, gdziekolwiek jesteście" (i tym razem da się to odczytać), następuje wywiad z Robertem Biedroniem, przebitka na husarza z tęczowymi skrzydłami (nie mam pojęcia, kim jest ten gostek, ale skrzydła ma fajne), przebitka na rzeszę ludzi, baner z hasłem Parady wiszący na jednej z platform, dalej roześmiana Anna Grodzka z roześmianą podróbką Conchity, wywiad z drag queen (jedyne do czego się mogę doczepić, to brak lesbijek w tym materiale, hańba, lesbijki są przecież takie fajne), kolejny wywiad z drag queen (j.w.), przebitki, a na koniec pani reporterka relacjonująca przemarsz ze środka idącej kolumny. Koniec materiału.

Czy trzeba kusić się o jakąś głębszą analizę?

Nie będę analizował innych serwisów informacyjnych, czasu brak, książka do historii powszechnej leży i paczy na mnie. W trakcie samego przemarszu, między 15 a 16:30 monitorowałem jednak TVP Info, które nic nie pokazało. BTW, pamiętam (dość mglisto, ale jednak), jak było EuroPride 2010 w Warszawie - w TVN 24  (którego obecnie nie posiadam w ofercie programów TV) leciała na bieżąco relacja z EuroPride, a w TVP Info leciał na bieżąco pogrzeb prałata Jankowskiego (bodajże). Tyle o TVP Info.

A na sam koniec jedyna goła dupa, jaka kiedykolwiek zawitała na Paradę Równości. Panie i panowie, Rude de Wredne (czyli groźniejsza połowa Trzyczęściowego Garniaka):

niedziela, 1 czerwca 2014

WYBIERAJCIE GODNIE, NIE PRZYNOSZĄC WSTYDU

...aż z depresji powyborczej zacytowałem fragment piosenki Meza. TUTAJ. Świetna piosenka, tak na marginesie.

Jakoś tak szybko minął ostatni tydzień, egzamin z łaciny i kolos zaliczeniowy z powszechnej zrobiły swoje i przyspieszyły jakby zegarek. I tak oto były już wybory, były już wyniki wyborów, profesor Grabowska (na którą głosowałem) niestety nie weszła do Europarlamentu... Ok, zatrzymajmy się na tym.

Przy frekwencji 23 procent do Europarlamentu może wejść kaczka dziwaczka i co tam jeszcze chcecie - nawet JKM. W mojej grupie wiekowej (18-25 lat) frekwencja wyniosła oszałamiające 17% (Serio?) i wygrał właśnie Korwin (Serio?! Ludzie, kurwa!). Moja Mamusia, mój ojczym i moja jedna, druga, trzecia, dziesiąta i pięćdziesiąta ciotka, wszyscy po czterdziestce, na wybory nie poszli. Bo po co? Ech, nie mam na kogo zagłosować. Ech, nie ma czasu. 
Moją Mamusię uraczyłem prostym tekstem - jakby Twoje pokolenie zrównoważyło moje, głosujące dla beki pokolenie, to byłoby nieco poważniej. I chyba na następne wybory pójdzie.

 
Oczywiście jakaś część nie głosowała dla beki - po prostu hasła zniesienia państwa opiekuńczego, zasiłku dla bezrobotnych i te de, i te pe, doskonale trafiają do tej grupy wiekowej, która wciąż jest na utrzymaniu rodziców. Do mnie też te hasła długo trafiały - do momentu, w którym okazało się, że moja siostra musi co miesiąc odwiedzać ortodontę (nie chcę wiedzieć, ile by to kosztowało np. w USA) i do czasu, w którym mój ojczym, jedyny żywiciel rodziny, nagle stracił pracę bo firma niespodziewanie splajtowała. Ludzie w moim wieku są, niestety, w dużej części totalnie oderwani od życia. A na podstawach przedsiębiorczości uczyliśmy się o jakiejś piramidzie jakiegoś gościa z różnymi potrzebami i takie tam pierdoły... W szkołach w ogóle nie uczy się mechanizmu działania państwa. Mitoza i mejoza są ważniejsze.

O deklaracji katolickich lekarzy może się wypowiadał nie będę, bo mną trzęsie, jak słyszę o tych kretynach. Zwłaszcza, jak wspomnę punkt trzeci. Chciałbym tylko, żeby kmiotki, które to podpisały, umieszczały informację "jestem katolikiem i leczę tylko katolików i tylko katolickimi, poświęconymi metodami (modlitwą i namaszczeniem)" na drzwiach gabinetów.

Żeby nie było tak poważnie i ponuro, to trafiłem wczoraj na super bloga - Przyczajona logika, ukryty słownik. Beka z nastoletnich "Ałtorek blogasków". Z blondynek, innymi słowy. Bardzo odprężające, dobrze działa na mięśnie brzucha :)
A-be, coś dla Ciebie.



W tak zwanym międzyczasie czytam dwie książki - "Hitler. 1889-1936. Hybris" Iana Kershawa i "Północ i południe" Johan Jakesa. Pierwsza to jakieś 600 stron biografii, doskonałej biografii - idealnie pokazuje, jak wiele było przypadku i ludzkiej głupoty w dochodzeniu do władzy przez Hitlera ("W rzeczywistości to polityczne błędy tych, którzy mieli władzę, odegrały znacznie większą rolę niż działania wodza nazistów"). W 1932 roku NSDAP było na równi pochyłej. Gdy wcześniej Hitler trafił do więzienia, o mało nie zniknęło z powierzchni ziemi - gdyby nie wypuszczono Hitlera po zaledwie kilki miesiącach odsiadki, NSDAP by nie przetrwało. Kershaw jest bardzo dobrym autorem, nie szuka sensacji, nie pisze czegoś, czego nie jest pewien. Książkę gorąco polecam tym, którzy zastanawiają się, jak to możliwe, że "nikt z Wiednia" stał się Führerem.

"Północ i południe" opowiada historię dwóch rodzin, jednej z południa USA, drugiej z północy. Jakes zaczyna od momentu, w którym protoplaści rodów trafili do USA, potem przeskakuje parę pokoleń, do pierwszej połowy XIX wieku, żeby opowiedzieć o przyjaźni dwóch chłopaków, która trwa przez naukę w West Point i służbę wojskową, a także później, gdy trafiają na front wojny amerykańsko-meksykańskiej. I tak się ciągnie dalej, przez kolejne pokolenia zmierzając do nieuchronnej konfrontacji Północy i Południa. 
Jakes to taki polski Sienkiewicz - pisze naprawdę ciekawie, dokładnie, cud, miód, orzeszki, dopóki nie musi opisywać relacji damsko-męskich. W tym momencie wpada w czarną dziurę, relacje są dość oklepane i takie sobie, Kmicic i Oleńka. Przynajmniej jest więcej seksu niż u Henryka.
Przedstawienie spraw damsko-męskich to jedyny mankament, jaki znalazłem w tej powieści. Reszta jest zajebista, polecam.

środa, 21 maja 2014

BĘDZIE O WYBORACH I DEBACIE NA WNSie

Z ciekawości zrobiłem test porównujący moje poglądy europejskie z poglądami polityków (mamprawowiedziec.pl). Z mojego okręgu na pierwszym miejscu mam panią prof. Genowefę Grabowską. Widziałem ją dzisiaj na debacie na moim kochanym Uniwerku, trochę czytałem i to na nią zagłosuję. Żeby była jasność, najpierw jej posłuchałem, a potem sobie zrobiłem teścik. BTW, na pierwszych dziesięciu miejscach wyszło mi ośmiu polityków startujących z listy Europy Plus Twój Ruch, pani z partii Zielonych i pan z Demokracji Bezpośredniej. Średnio mnie to dziwi.

A teraz Śląsk słucha, będziemy mówić o okręgu numer 11.

Na moim wydziale była dzisiaj wspomniana już debata europejska. Byli na niej: Genowefa Grabowska (E+TR), Janusz Korwin-Mikke (z partii Janusza Korwina-Mikke), Marek Migalski (kiedyś był w PiSie chyba, potem chyba w Solidarnej Polsce, a teraz jest w Polsce Razem Jarosława Gowina), Jan Olbrycht (PO), Monika Paca (Zieleni), Jacek Sierpiński (Partia Libertariańska, startuje z listy Demokracji Bezpośredniej), Halina Sobańska (SLD), Artur Zawisza (Ruch Narodowy).

Po pierwsze chciałbym zrobić facepalma będącego komentarzem do tego, jak zachowywała się sala. Ludzie, ja naprawdę studiuje z kibolami? Bo tak to brzmiało chwilami. Po drugie, lewico, centrum, kaj wy som? Ruch Narodowy przyszedł w nadreprezentacji, dalej byli ci, co przyszli popaczeć, jak Korwin masakruje lewaków, mała grupa lewicy, mała grupka po prostu słuchających. Kurde, zwykle się krzywię, jak Ewa Tomaszewicz marudzi na blogu, że ludzie nie chodzą na Parady, że stagnacja, że nie walczą, że ich nie widać, ale chyba przestanę. Powtarzam, lewico, centrum, kaj wy som?
Po trzecie chciałbym zauważyć brak obecności kandydata Solidarnej Polski (sztabowcy Adamka chyba wiedzą, że nie można go wpuścić na debatę, bo tylko idiotę z siebie zrobi) i kandydata PiSu. Tego biednego, wykluczonego PiSu, któremu tak zabraniają wyrażania poglądów.

JKM zrobił komedię jeszcze zanim się pojawił, bo się spóźnił i w dodatku nie wszedł (jak wszyscy) "dolnymi" drzwiami do auli, ale "górnymi" i musiał przejść oczywiście przez całą wypełnioną ludziami aulę. 

Pani Grabowska przedstawiła swój program, mówiła o młodzieży, równości, bezpieczeństwu. Potem wyszedł Korwin i zaczął mówić o "sukinsynach" (serio. To nie mieści się w moich ramach słowa "kultura") i czerwonej hołocie. Potem zaprezentował się Migalski nie mówiąc ani słowa na temat swojego programu, tylko atakując innych kandydatów, głównie Korwina. W ogóle cały czas starał się zrobić szoł, facet jest aktorem, populistą. Umie mówić, ale tylko tyle.

Jan Olbrycht mówił o tym, że Europa potrzebuje szybkości działania i sensownego wydawania dotacji. Monika Paca została niestety wyśmiana, bo choć mądrze mówiła, to jest z zielonych, poza tym brakuje jej nieco pewności siebie i charyzmy. Niemniej, sensowna kobieta.

Jacek Sierpiński okazał się być bardzo spokojnym, nieco flegmatycznym panem w okularach - bardzo sensowny człowiek, bardzo niepolityczny, bardzo normalny, libertarianin pełną gębą. Halina Sobańska to bardzo energiczna kobieta (z Sosnowca, ale to nie szkodzi), zaangażowana w sytuację seniorów, coś robiła wokoło akcji "Niech nas zobaczą" - zdecydowanie babka od spraw społecznych, młodzież, seniorzy, kobiety.

Na koniec (ach, ten alfabet) zaprezentował się Artur Zawisza. Zdjął marynarkę, powiedział, że jest gorąco i że scenę polityczną trzeba przewietrzyć. Do szoł dołączył się JKM, który udawał, że śpi. Program Ruchu Narodowego jest jasny i klarowny, nie będę o nim pisał. Rozumiem jednak, skąd te wysokie słupki w sondażach - Ruch Narodowy naprawdę potrafi przemówić do młodzieży, Zawisza potrafi nieźle przemawiać, on czuje salę, potrafi rzucać tekstami znanymi z kwejka i różnych takich. Dobrze się wczuwa. Innymi słowy, prawica wyrobiła się i naprawdę może narobić zamieszania czymś, o co byśmy jej nie podejrzewali - otwartością (na młodych).

Mnie szoł polityczne nie podnieca, bardzo podobało mi się rzeczowe przedstawienie swoich racji przez panią Grabowską, podoba mi się to, że jest ona ekspertem od prawa unijnego i naprawdę wie, co chce robić. Prawie tak dobrze jak ona wypadli Jan Olbrycht (w kwestiach światopoglądowych jednak mi odległy, dość konkretny, ma bardzo miły dla ucha głos, tak na marginesie), Halina Sobańska (ma niestety manierę krzyczenia do mikrofonu, ale jakbym nie głosował na Grabowską, to pewnie zagłosowałbym na nią), Jacek Sierpiński (który nieoczekiwanie zdobył sporą popularność na sali) i Monika Paca (minusem jest tu brak obycia z salą, ale z drugiej strony babka jest społeczniczką, inteligentna, energiczna). Marek Migalski okazał się skończonym szołmenem (zwłaszcza jak wyszedł z sali po wypowiedzi JKMa, który nazwał Lecha Kaczyńskiego zdrajcą), Artur Zawisza dzielnie starał się dotrzymać mu kroku, a JKM to JKM - nie rozmawiajmy o nim.

Tak więc ugruntowałem się w moim przekonaniu, że głos oddany na prof. Grabowską nie będzie zmarnowany, ugruntowałem się w przekonaniu, że PiS ma nas wszystkich w dupie, że JKM to pajac, że studiuję z osobnikami niekulturalnymi, że końcówka, w której po pytaniu gospodarczym i dotyczącym kodeksu drogowego sala zaczęła pustoszeć w szybkim tempie, była dość wymowna.

poniedziałek, 12 maja 2014

TYLE W TEMACIE EUROWIZJI

Miałem ochotę skomentować jakoś ostatnią Eurowizję, ale sobie odpuszczę. Jajco mnie obchodzi, kto wygrał i dlaczego, bo to nie jest konkurs, którym mógłbym się interesować. Znalazłem jednak dwa dopełniające się głosy rozsądku w internetach:


Ale nawet nie to jest najistotniejsze. Ja rozumiem, że ktoś może kogoś nie lubić, ale ilość gówna jaką wylano na Conchitę, teksty "co to kurwa jest" czy "do gazu z tym", są godne 1500 artykułów potępiających bezmyślną nienawiść. I te memy z Hitlerem i podpisami typu "nie o taką Austrię walczyłem" (rozumiem, że autor mema bardzo żałuje, że nie żyjemy w kraju, o którym marzył Hitler). Wstyd.

No dobra, kawałek Pani Ewy:
"Wurst (...) jest jak nasza tęcza na pl. Zbawiciela. Nie kochamy jej i nie bronimy, bo aż tak nam się podoba. Kochamy to, czego symbolem się stała - różnorodność, tolerancję, akceptację dla inności - a bronimy, bo sprzeciwiamy się nienawiści, która już kilkakrotnie stała się przyczyną jej spalenia."

sobota, 10 maja 2014

RÓWNOŚĆ Z NIEBA NAM NIE SPADNIE - MARSZ RÓWNOŚCI - KRAKÓW 2014

Byłem! Po raz pierwszy nawiedziłem Marsz Równości i na pewno nie po raz ostatni. Było kolorowo, mnóstwo uśmiechniętych ludzi, babcie machające nam z autobusu stojącego pod Wawelem (i nie tylko tam nam machali), byli nasi kochani narodowcy, którzy wyglądali dość blado (może przez te czarne wdzianka?), ale siłę głosu i rytm to oni mają (niestety), była grupa odgrywająca dzikie rytmy na bębnach (można ich słuchać i słuchać), nie było (niestety :) ) żadnych gołych tyłków (a taaaakie laski, chłopy też niebrzydkie), była policja, która działała dziś naprawdę sprawnie... 


Początek był dość fajny - na placu Wolnica kończyła swoją manifestacje nasza narodowa duma. Oni stali po jednej stronie placu, my po drugiej, oni darli się jak oszalałe małpy, wymachiwali łapami, wrzeszczeli, a my stalismy, część narodowcow po porstu olała, część patrzyła na nich z politowaniem... Fajnie to wyglądało. Dwie dziewczyny wyszły i przed narodowcami bardzo namiętnie się pocałowały, co chyba im się nie podobało :) (co by znaczyło, że kobieca namiętność nie bardzo im pasuje?)

 

Zło dobrem zwyciężaj - to chyba dewiza tej części ruchu LGBT, która powitała skaczących po Rynku narodowców śmiechem i machaniem oraz okrzykami "Chodźcie z nami". Tak samo się pouśmiechaliśmy do pani wymachującej do nas środkowym palcem, ale nasze najpiękniejsze i najszczersze uśmiechy zebrały panie z autobusu i pani na Rynku uśmiechająca się i pokazująca kciuk podniesiony do góry.


Jak widać, maszerowała też młodzież ("mamo, mamo, popatrz jakie ładne tęczowe flagi").


A na koniec ta największa, trzydziestometrowa flaga:


Więcej zdjęć TU.

niedziela, 4 maja 2014

PRAWY I SPRAWIEDLIWY PR

Rzadko oglądam ostatnio wszelkiego rodzaju serwisy informacyjne (po co mam się denerwować patrzeniem na te mordy polityczne...?), ale za strzępów wiadomości, jakie obejrzałem wynika interesujący fakt - Prezes Jedynej Słusznej Partii Parrrrranoja i Smoleńzk znów zmienił skórę na wybory. Zarówno On jak i jego Szczekaczka* dokonali pewnych zmian w imidżu.

Zamiast garniturów średnio dopasowanych Prezes ubiera koszulę, brak krawata i sweterek. Zamiast płaszczyka w eleganckim kolorze ciemnogrodu ubiera płaszczyk nieelegancki w kolorze ciemnogrodu. Pan Szczekaczka również zrezygnował z garniturków na rzecz, na przykład, kurtki, jaką polscy sportowcy nosili podczas igrzysk u naszego umiłowanego wroga. W dodatku Prezes pozwolił sobie na zniżenie się do poziomu niejakiego Franciszka i zadecydował, iż jego poddana może zrobić sobie z nim tak zwaną samojebkę. Słitfocie innymi słowy.

Zwiastuję zatem wszem i wobec nadejście sezonu wyborów i jednocześnie zauważam, że Parrrranoja i Smoleńzk ustami zadowala swój twardy elektorat, a jednocześnie stara się zadowolić elektorat mniej twardy, ale za to młody. Innymi słowy, PiS szuka głosów wśród ludzi młodych. 

Strzeżcie się. Strzeżmy się. Prezes się nami interesuje.**

* O Boże, on jest historykiem...
** Mną w sumie nie, bom wedle jego politycznych kalkulacji jo żem jest niegodzień, by się mną interesować (Chwała Bogu).

czwartek, 1 maja 2014

JESTEM POLAKIEM - JESTEM EUROPEJCZYKIEM

Na uczelnię jadę po drogach wybudowanych ze środków Unii, na uczelni siadam przed kompem kupionym za środki unijne, idę w góry i jestem w schronisku odnowionym za pieniądze unijne... Jest wiele, ale też wiele do zrobienia.

Unia Europejska to genialna idea i będę bronił tej racji jak niepodległości.

Jedno bym zmienił w unijnej polityce - położyłbym mniejszy nacisk na zunifikowanie gospodarki, bo kraje UE są tak różne, że tego się zrobić nie da. Jestem natomiast za wspólną polityką zdrowotną - niech w całej UE będą takie same refundowane leki i zabiegi, niech karetka z Niemiec może zabrać pacjenta z polskiej miejscowości, gdy tak będzie szybciej. Jestem za wspólnym prawem cywilnym, takim samym dla każdego kraju (pierwszym krokiem powinno być uznawanie wzajemne związków zawieranych w którymkolwiek kraju Unii). Jestem za jak najściślejszym współpracowaniem organów ścigania oraz wojska - wspólne bazy danych policji, wspólne ćwiczenia wojskowe. Co do gospodarki - jestem za takimi samymi podatkami na terenie całej UE. 

Z euro się według mnie pospieszono - nie można wprowadzać wspólnej waluty, gdy gospodarki poszczególnych krajów tak się między sobą różnią. Najpierw należałoby zunifikować prawo gospodarcze, a potem dopiero wprowadzić euro.

Mam w planach pojawienie się 25-go maja przy urnie wyborczej (BTW, moje pierwsze wybory). Mam wybraną trójkę potencjalnych kandydatów, ogarnięcie list wcale nie trwało długo (zwłaszcza, że z góry odrzuciłem PiS, PO, Ruch Narodowy, Korwina i takie tam, więc została mi Europa Plus i Zieloni).

BTW, nie podoba mi się postrzeganie UE przez pryzmat ustawy traktującej marchewkę jako owoc. A tak w ogóle, na chłopski rozum, to chyba lepiej w jednej ustawie zmienić na chwilę definicję marchewki, niż pisać dla marchewki dodatkową ustawę, he?