niedziela, 29 grudnia 2013

JAK KATOLICZKĘ DO KK ZNIECHĘCIĆ

Proboszcza mamy politycznego, więc Moja Mamusia go nie cierpi. Wraca dziś z kościoła, już od progu ni to wściekła ni to zrezygnowana. "Co mamuś, nie udało się nie trafić na proboszcza?", zapytuje zza książki. "Ech", ciężko wzdycha mama. "Jeszcze gorzej... List biskupów czytali..."

sobota, 28 grudnia 2013

KOMISJA EDUKACJI NARODOWEJ

Tak dzisiaj historycznie, ale obiecuję, że będą tylko dwie daty :)
Opierałem się (łokciem! łokciem!) o "Dzieje Insurekcji Kościuszkowskiej" pióra Kazimierza Bartoszewicza, wydanej w Berlinie-Wiedniu w 1909 roku nakładem Benjamina Harza.

Rozważam napisanie drugiej części z cytatami z komisyjnych nakazów dla nauczycieli, bo im częściej wspominam moje liceum, tym częściej dochodzę do wniosku, że powinno się je wyryć każdemu nauczycielowi na ścianie obok tablicy...

ZŁE CZASY I ŚWIATŁO W TUNELU
Dnia 5. sierpnia 1772 roku Wiedeń, Berlin i Petersburg podpisały traktat pierwszego rozbioru Polski. Najbardziej obrazowo mogę wyrazić się tak: byliśmy skończeni. Trzy mocarstwa po prostu sobie wzięły po fragmencie naszej ziemi, ziemi pamiętającej husarię, Grunwald i Cedynię. Wzięły ją sobie bez specjalnych protestów, z niemym przyzwoleniem państw europejskich, przy kompletnej nieudolności władz polskich i całkowitym upadku wyższych sfer.

A 14. października 1773 roku powstała Komisja Edukacji Narodowej - pierwsze ministerstwo edukacji w Europie, kwiat, który wyrósł w chlewiku (och, wybaczcie tą poezję, musiałem).

JAK SIĘ ZACZĘŁO I Z KIM SIĘ ZACZĘŁO
Komisja Edukacji była niezależna od rządu i od króla (który w tamtych czasach był jak premier bez określonej długości kadencji), odpowiadała jedynie przed sejmem. Już to dawało jej spore szanse powodzenia i, na przykład, szanse na ominięcie żrącej Polskę biurokracji. Ciekawostką jest fakt, że mogła się rozwinąć dzięki kaście zakonu jezuitów (spowodowanej zarzutem szerzenia buntów, rozruchów i zgorszenia) - Komisja przejęła majątek pozostały po jezuickich szkołach oraz fundusze jezuickie, które rząd przeznaczył właśnie na oświatę.

Warto przywołać pierwszy skład Komisji - Joachim Chreptowicz (absolwent Akademii Wileńskiej, znany fizjokrata i pszczelarz, późniejszy minister spraw zagranicznych), Ignacy Potocki (studiował nauki prawne, późniejszy współtwórca Konstytucji 3. Maja, przewodniczący Towarzystwa do Ksiąg Elementarnych), książę Adam K. Czartoryski (komendant Szkoły Rycerskiej, dramatopisarz), Andrzej Zamoyski, Antoni Poniński, książę Michał Poniatowski (wiceprezes Komisji, późniejszy Prymas Polski), generał August Sułkowski, ksiądz Ignacy Massalski (dwaj ostatni okazali się później zdrajcami).

DWA GŁÓWNE PROBLEMY
Komisja na samym początku swego działania natrafiła na największy z możliwych problemów - brak kadry nauczycielskiej. Zaradzono temu poprzez założenie seminariów nauczycielskich przy Akademiach Krakowskiej i Wileńskiej - ich absolwenci zobowiązani byli przez 6 lat uczyć w szkołach publicznych.

Drugim problemem był brak podręczników. Dla rozwiązania tego problemu Komisja założyła w 1779 roku Towarzystwo do Ksiąg Elementarnych. Ogłosiło ono konkurs na podręczniki, do którego dopuszczono też zagranicznych autorów. Każdy z podręczników został dokładnie przetłumaczony, przebadany, skontrolowany, sprawdzony, przejrzany... W szanującym się ministerstwie nikt nie dopuści do użytku bzdur. Dlatego też odrzucono wielu autorów, również tych powszechnie znanych, a przepuszczone przez Towarzystwo podręczniki polecano Komisji.

PODZIAŁ SZKÓŁ I CZEGO W NICH UCZONO
Przede wszystkim należy pamiętać o tym, że to Komisja Edukacji Narodowej zdegradowała łacinę, a język polski uznała za wyłączny język wykładowy. Łacina stała się w polskich szkołach językiem obcym.

W każdym z dziesięciu okręgów istniała szkoła wydziałowa (szkoła średnia), sześcioklasowa z dwuletnim kursem piątek klasy (innymi słowy, siedem roków szkolnych), oraz pewna ilość szkół przedwydziałowych, podzielonych na trzy klasy z dwuletnim kursem dla każdej z nich. 

W pierwszych klasach szkół wydziałowych "uczono gramatyki, arytmetyki, nauki moralnej, pierwszych wiadomości z nauk przyrodniczych i geografii". Później program dzieli się pomiędzy trzech nauczycieli:
1) profesor wymowy - gramatyka, algebra, geometria z początkami praktycznej geodezji, obsługa narzędzi, rysowanie map mierniczych, logika
2) profesor fizyki - nauki przyrodnicze; historia naturalna (w III klasie na praktycznym przykładzie ogrodnictwa, w IV na przykładzie rolnictwa), fizyka, mineralogia, botanika, higiena, historia sztuk i rzemiosł (w głównej mierze przedmiot praktyczny)
3) profesor nauk moralnych - nauki moralne, historia prawa polskiego, polityka (wiedza o urzędach itp., coś w rodzaju obecnej wiedzy o społeczeństwie).

Zakładano też szkoły parafialne, jednak tu (z braku funduszy, rzecz jasna) Komisja musiała się zwracać z prośbą o finansowanie do duchowieństwa i "obywateli ziemskich". Dla tych szkół wydano osobny plan nauczania i osobne podręczniki. Uczono: nauk chrześcijańskich, czytania, pisania, rachunków, miar, wag, monet, ogrodnictwa i rolnictwa, geografii parafii, wiadomości o zdrowiu, podstaw weterynarii, handlu w obrębie parafii i sąsiedztwie.

W osobnych szkołach uczono dziewczęta. Czego uczono? No cóż, feministki proszę o odejście od ekranu - uczono czytania, pisania, rachowania, szycia (tego sam bym się chętnie nauczył), prania, gotowania, pieczenia chleba, gospodarstwa domowego i robienia domowych lekarstw. Niemniej jednak, Komisja Edukacji Narodowej jako pierwsza w Polsce doszła to następujących wniosków: "nie można wychować dobrych synów ojczyzny i ludzi cnotliwych, bez wychowania tej płci, która społeczeństwu daje matki, małżonki i panie". To była rewolucja.

W tym okresie czasu oddano również szkoły żydowskie pod kuratelę władz krajowych i jednocześnie dopuszczono żydów do szkół wydziałowych.

Warto też zauważyć, że we wszystkich tych szkołach wprowadzono edukację fizyczną, która zawierała w sobie m. in. ćwiczenia żołnierskie i wykłady higieny.

ZAKOŃCZENIE Z PRZYTUPEM
Komisja Edukacji Narodowej pracowała bezinteresownie, członkowie nie pobierali wynagrodzenia za pracę w niej. Czy to trzeba komentować?

wtorek, 17 grudnia 2013

SZKLANKA WODY ZAMIAST (WuDeŻetu)

Se pozwolę zacytować: 
Posłanka Solidarnej Polski Marzena Wróbel ostro spierała się w programie Tomasza Lisa z Andrzejem Rozenkiem z Twojego Ruchu o obecność edukacji seksualnej w polskiej szkole. O ile polityk TR jest jej gorącym zwolennikiem, o tyle Wróbel przekonywała, że lepszy jest obecnie nauczany przedmiot, czyli wychowanie do życia w rodzinie. W jej opinii dotychczasowy model opowiadania młodym ludziom o ludzkiej seksualności “jest jednym z najlepszych na świecie”. (TU)

WDŻ uczyli mnie po kolei - pedagog szkolna (było nas 6-7 osób chodzących na WDŻ, było to w podstawówce), nauczyciel od WOSu w ramach WOSu (nie pytajcie, jak to możliwe, w gimnazjum wszystko jest możliwe) oraz pani profesor od geografii (powiedzmy, że nawet czasem się na tych lekcjach pojawialiśmy - jak to w LO na ostatniej lekcji).


Wiele z podstawkowego WDŻ nie pamiętam, a z tego, co pamiętam, wynika następujący wniosek: pani pedagog była kompetentna i wiedziała jak rozmawiać. Atmosfera była kameralna, ale nie poruszaliśmy tematów typowo "związkowych". Coś się przewinęło o miesiączce, ale na tym koniec.

Gość od WOSu - no cóż, stary kawaler. A w książce od WOSu hasełko, że biseksualizm to taka sama dewiacja jak pedofilia. Facet był zdeczka zażenowany faktem, że w ogóle musi to robić, na WDŻ poświęcił góra 2 lekcje (i chyba tyle ich było w podręczniku, ale nie pamiętam dokładnie), a my mieliśmy z niego polew. Ani słowa o antykoncepcji i te pe.

A w liceum pani od geografii... No cóż, puszczała typowo "prorodzinne" filmik sprzed X lat i zajmowała się biurokracją. Raz chyba coś bąknęła o tym, że najlepsza antykoncepcja to szklanka wody zamiast. Pokiwaliśmy głowami z uśmiechem nr 13 ("taa, jaaasne"). Zaiste, kompetentnie. 

Z mojego doświadczenia wynika, że słowa pani Wróbel można interpretować jako "najlepsza edukacja seksualna to taka, której nie ma". 

A jakie są Wasze wspomnienia z lekcji WDŻ? No, nie bądźcie tacy, podzielcie się refleksjami :)

niedziela, 15 grudnia 2013

AJATOLLAH HOSER

"Mam pretensje do homoseksualizmu, że zabił on ideę przyjaźni między mężczyznami albo kobietami - całkowicie ją zerotyzował"

Kto to powiedział? Ajatollah czy kolejny minister z Arabii Saudyjskiej? Nie, to znów nieoceniony arcybiskup, metropolita warszawsko-praski, Henryk Hoser.

Pozwólcie, że zacznę od rzyci strony. Rozumiem, że według tej logi... Przepraszam, wedle tego sposobu myślenia, heteroseksualizm zabił idee przyjaźni pomiędzy mężczyznami i kobietami. No cóż, pomijając fakt, że hetero- i homoseksualizm jest tak stary, jak mężczyźni i kobiety, więc nie bardzo miał jak zabić tę relację, to by oznaczało, że każde słowo, które wypowiem do przyjaciółki będzie nacechowane erotycznie? 

Hm... A skoro będzie nacechowane erotycznie, to popełnię grzech cudzołóstwa, da? Czyli nie powinienem się odzywać do kobiet, bo to grzech. Ha! Coś mi się to kojarzy z prawami z państw konkretnie islamskich, które zabraniają kobietom wyłazić z domu bez opieki mężczyzny, żeby czasem nie zgrzeszyła tudzież żeby nie sprowokowała do grzechu. 

Piękna Panno O., fajne masz trampki. Ave satan.

Zaprawdę, nie musimy patrzeć na wschód, by usłyszeć ciekawostki na temat kobiet i mężczyzn. Mamy swoich rodzimych "myślicieli", którzy bardzo chcą pobić ten światły tekst na temat wpływu jazdy samochodem na jajniki.

BTW, dostałem od dziadka "Sezon burz" Sapkowskiego. Na 14 i 15 stronie znajdują się złote myśli niejakiego Belohuna, króla Kerack. Kończą się one podsumowaniem niemal wyjętym z ust kilku naszych "mędrców" - "kto daje babom środki zapobiegające ciąży lub umożliwia jej przerwanie, ten niszczy porządek społeczny, podżega do zamieszek i buntów". Sapek, lofciam cię :)

TU i TU źródło.

wtorek, 10 grudnia 2013

"SUPER SIX ONE ZESTRZELONY"

Znów zaliczyłem długą przerwę w pisaniu, bo (cóż za niespodzianka!) ujebało mi internet (ot, uroki Netii). W międzyczasie zacząłem dwudziesty rok mego żywota (co na pewno nie sprawi, że w piątek w pizzerii uznają mnie za godnego wypicia napoju bogów), a koleżanki z grupy sprezentowały mi książkę Howarda E. Wasdina - "Snajper. Opowieść komandosa SEAL TEAM SIX". To z niej pochodzi tytuł posta.

Coś czuję, że każde z Was oglądało film "Black Howk Down" (czyli, jak chcą tłumacze, "Helikopter w ogniu"). Howard Wasdin opisuje sytuację w Mogadiszu z perspektywy snajpera chcącego dorwać kilku skurwysynów, którzy Somalijczykom robią źle - opisuje przygotowania do kolejnych akcji, obserwacje, wściekłość, gdy Biały Dom siedząc w wygodnych skórzanych fotelach każe czekać i w końcu totalny chaos, który powstał po zestrzelaniu dwóch Black Howków (Wasdin odpowiada też na pytanie, jak w ogóle mogło do tego dojść, że zgraja obdartych facetów mogła zestrzelić najlepsze śmigłowce świata).

Jednak nie tylko o Mogadiszu jest mowa - Wasdin opisuje szkolenie Navy SEAL (chyba nawet dokładniej niż Chris Kyle w książce "Cel snajpera"), wylewa pomyje na administracje Clintona (w sumie słusznie) i pokazuje, jak trudno jest rodzinie żołnierza.

"Jeden z pilotów odpowiedział:
- Wystrzelaliśmy się.
Znaczyło to tyle, że zużyli całą amunicję (...) Ale mimo że piloci nie mieli już amunicji, zaczęli latać tuż nad nieprzyjacielem, tak nisko, że prawie uderzali ludzi płozami. (...) Pamiętam, że przelecieli w ten sposób co najmniej sześciokrotnie. Nasi piloci z Task Force 160 to świrusy: robiąc z siebie żywą tarczę, ocalili nam życie."

"Nagle Gordon powiedział rzeczowo, jakby uderzył kolanem o stół:
- Cholera, dostałem.
Po czym przestał strzelać.
Shughart wziął karabin Gordona i dał go Mike`owi [Michaelowi Durnatowi], po czym wrócił do walki. Kiedy w jego karabinie zabrakło amunicji, wszedł do zestrzelonego helikoptera i przekazał meldunek przez radio. Potem wszedł na śmigłowiec i natarł na tłum (...). Odpychał w ten sposób atakujących, aż zabrakło mu amunicji. Tłum rzucił się z powrotem do ataku i zabił Shugharta."

Jak czytam takie opowieści, to mam ochotę ujebać nogi przy samej szyi każdemu, kto nazywa żołnierzy walczących w Afganistanie (czy innych krajach) najemnikami. Nie oni wywołują wojny i nie oni powinni za nie odpowiadać - jadą na wojnę, bo taki mają zawód. I chwała Bogu, że na tą wojną to jadą far far ełej, a nie do sąsiedniego powiatu.

Książkę gorąco polecam. I film też - zwłaszcza ze względu na muzykę Hansa Zimmera i zdjęcia Sławomira Idziaka.

niedziela, 17 listopada 2013

KONGRES "KATOLIKÓW"

Lubię wolność słowa tak samo jak inne wolności. Ale, kurcze, nie lubię, jak pod przykryciem z wolności słowa ludzie kłamią i obrażają innych ludzi. I wprowadzają w błąd. Tak jak TU, na "kongresie katolików" (a już chciałem wrócić do Kościoła. To najpierw Michalik, a tera Oko. Diabeł się wami interesuje, drodzy księża.)

Jakby ktoś się nie chciał wysilać, to parę cytatów.

Biskup Wiesław Mering.
"Nawet "Gazeta Wyborcza" i różne TVN-y robią z Ojca Świętego Franciszka autorytet. Próbują zresztą Ojcem Świętym i jego wypowiedziami manipulować tak, żeby móc uderzyć przy okazji w Kościół w Polsce - stwierdził kapłan. - Nowa wersja starego powiedzenia dyktuje im taki sposób postępowania: "Ojciec Święty Franciszek jest dobry, ale Kościół w Polsce jest zły". Wiele sugestii Ojca Świętego Franciszka zostało skierowanych jakby przeciwko kapłanom i biskupom."
(Jak zwykle polscy hierarchowie wiedzą lepiej o czym pomyślał papież. Lepiej od samego papieża, rzecz jasna.)

Posłanka PiS (rzecz jasna, w końcu to kongres "katolików") Anna Sobecka.
"Wiem, że były zakusy, aby w telewizji publicznej był program dla homoseksualistów. To byłoby uderzenie w rodzinę, nie można tego pokazywać dzieciom i rodzicom. To sposób na ateizację" 
(Jasny gwint! Polska rodzina i polska wiara są tak słabe, że nie wytrzymają oglądania pedałów?!)

A potem zrobiło się strasznie:
"- Ateizm jest nieusychającym źródłem ideologii. Kiedyś ateiści byli autorami takich ideologii jak marksizm, stalinizm, maoizm, nazizm. Teraz potrzebują nowej ideologii. I właśnie genderyzm jest taką nową ideologią, która jest równie groźna. Tamte ideologie prowadziły do największych zbrodni w skali świata. Najwięksi zbrodniarze świata to są ateiści - przekonywał [ks. Dariusz] Oko."
 
Zacznijmy od tego, że Hitler był katolikiem, a znakomita część Niemieckich katolików (w tym księża) poszła za nim. Wiara nie decyduje o tym, czy człowiek jest dobry czy zły. Talibowie afgańscy nie są ateistami, tak na przykład. 
Ale nie chodzi tu o to, żeby się przerzucać argumentami - ksiądz Oko jest ograniczonym umysłowo (mam taki dziwny mózg, że homofobię i inne takie uważam za ograniczenie umysłowe) populistą, który nie ma zamiaru słuchać niczego, bo jego pycha nie pozwala mu na zauważenie czegokolwiek poza jego nosem. 
BTW, pycha to jeden z grzechów głównych. Pewnie teraz się dowiem, że manipuluję nauką Kościoła.

Na temat tego, co Oko powiedział o gejach nie będę się wypowiadał, bo to był bełkot poniżej wszelkiego poziomu.

czwartek, 14 listopada 2013

SEKSOMANIACY SKRAJNIE NA PRAWO

Ja rozumiem, że poseł może być seksomaniakiem i we wszystkim widzieć Tych Okropnych Zboczeńców. Ja rozumiem, że dzięknikaż może być niedouczony. Ale żeby łojciec, kapłan i te pe, widział w tęczy (tęczy, a nie tęczowej fladze, tak nawiasem mówiąc) tylko symbol Tych Okropnych Zboczeńców, to już skandal.
Powiem tak - owszem, należę do Zacnego Grona Literek (tych diabelskich literek LGBT), ale słowo tęcza kojarzy mi się z zjawiskiem atmosferycznym, skarbem i LGBT. W takiej kolejności.
Ale ja nie jestem seksomaniakiem. To głodnym chleb na myśli.
 
W końcu rozmawiamy o tak męskich samcach, że każdy z nich z pewnością był robiony przez dwóch facetów - przecież tylko dwóch facetów daje 100 % męskości...

Poza tym, sytuacja, w której tęczę obwinia się za to, że została podpalona, jest tak taka oto sytuacja: dwóch facetów całuje się w parku, a jakiś dziadek ich wyzywa za niszczenie wartości w momencie, w którym jego wnuk właśnie podnosi rękę w geście "Heil Hitler". Innymi słowy, na prawicy doszło do totalnego zamieszania hierarchii wartości, co w przypadku osobników "opowiadających się za wartościami katolickimi" jest... Hmm... Socjologicznie interesujące.

Tylko policjantów żal.
Biorą faceta zza biurka tudzież zza suszarki, wsadzają go w to dziwne wdzianko, dają mu tarcze i "trzymaj się chłopie", a potem stawiają naprzeciw tłumu rzucającego kostką brukową.
Z jednej strony odgórne planowanie i myślenie nie działa, z drugiej - no żal tych gliniarzy. Co nie zrobią to źle - jak spałują, to gestapo, jak nie spałują, to znów cioty. Dla jednych zdrajcy z ZOMO, dla drugich sprzedawczyki. Nie chciałbym być policjantem w tym kraju.
 
PS. Tekst "jeśli oskarżony nie wie, czym jest patriotyzm, to sąd oskarżonemu przypomni" powinien zostać tekstem roku. Czekam, aż sędziemu zaczną szukać matki z Wehrmachtu i paprotki z SB.

poniedziałek, 11 listopada 2013

ZDZIWIENI?

Przepraszam, że pytam, ale czy ktoś miał wątpliwości jak skończy się marsz koalicji kiboli z neonazistami? Serio?

Ile razy mają rozpierdolić święto narodowe, żeby im wreszcie zakazano "maszerowania"? Ile razy pozwolą im rozwalić pół miasta?

Rozumiem, że według polskich standardów społecznych ktoś musi zginąć, żeby władza zauważyła problem. Fajnie. W takim razie jesteśmy na prostej drodze do rozwiązania problemu, bo ktoś w końcu tą kostką brukową dostanie w głowę. Specjalnie lub niechcący.
(Dobry Boże, spraw, żebym nie był dobrą wróżką...)


A to zdjęcie będę pokazywał za każdym razem, gdy ktoś mi powie, że Polska jest tolerancyjnym krajem:


sobota, 9 listopada 2013

ŻENADA

Czy tylko ja uważam, że szczyt dziennikarskiego braku wyczucia i ogólnej durnoty został osiągnięty?

Tego osobnika (nie pisze faceta, co faceci tak nie postępują) powinni byli skazać 30 lat temu, a skoro się nie udało, bo spierdolił, to należało go publicznie napiętnować i wypierniczyć poza społeczeństwo. Macho, kurwa.


piątek, 8 listopada 2013

MINĄŁ KOLEJNY TYDZIEŃ...

...i Skunksik naumiał się już czytania i drzemania na stojąco w jadącym autobusie, pisania notatek z zamkniętymi oczami na wykładzie o 8 rano* i zarabiania na własnych notatkach.

Oprócz tego Skunksik odkrył też, że pan doktor K. od historii powszechnej tak pięknie opowiada o starożytnych, że nawet zjednoczenie Egiptu zaczęło mu się jawić jako fascynujące. Serio. Gość mógłby mówić przez 3 godziny o starożytnych i nikogo by nie zanudził.

W każdym razie studiowanie jest zajebiste do tego stopnia, że nawet polityka mnie już tak nie rusza. Poza tym, zostałem szczurzym tatusiem, co jest nieco... Absorbujące, choć dziewczyny przestały budzić mnie codziennie o 5:30.

(Dezia)

(Dercia)

* Wykładowca śpi, ale mówi, studenci śpią, ale notują. Byłoby łatwiej, gdybyśmy w dzień poprzedzający nie kończyli o 19.