wtorek, 26 czerwca 2012

3 W 1


PORANNY WF ODWOŁANY

Wyrzucono program Figurskiego i Wojewódzkiego z Eski Rock. I dobrze, bo to jest któryś z kolei żałosny "żart". Takie "żarty" to wkurzają nawet wtedy, gdy mówi je podchmielony wujek na grillu na Sosinie (taka jaworznicka sadzawka pełna glonów, szumnie nazywana zalewem), ale "wujek" ma zerowy przekaz i autorytet, rodzinka się co najwyżej na niego krzywo popatrzy (a najpewniej będzie rechotać).
Dziennikarze powinni mieć to minimum odpowiedzialności za słowa i zachowywać się przyzwoicie. Jest coś takiego, jak granica dobrego smaku, pan F. i pan W. ją przekroczyli.


Szef węgierskiego parlamentu brał udział w obchodach upamiętniających Jozsefa Nyiro. Nyiro był ideologiem faszystowskim, który rządził Węgrami w latach 1944 - 1945.
Drobne gesty pozytywizują faszyzm. Ludzie zamiast widzieć potworów widzą porządek, ładne mundury, roześmiane twarze na fotografiach. Mówią "dobrze wam tak", gdy słyszą, co naziści przewidzieli dla Żydów. 
Faszyzm, nazizm, komunizm - to wszystko się świetnie trzyma. O Stalinie mówimy, że był lepszy od Hitlera. Jego "lepszość" polega chyba tylko na tym, że wymordował więcej swoich niż zagranicznych obywateli. Wielkie czystki w armii, powtarzające się co jakiś czas (pośrednia przyczyna sporych strat radzieckich na początku wojny rosyjsko - niemieckiej). Ludzie ginący bez śladu. Katyń. Dziesiątki tysięcy Polaków zamieszkujących tereny ZSRR zamordowanych jeszcze przed II wojną światową...
Proces pozytywizujący pewne zjawiska małymi kroczkami trwa, więc apeluje do wszystkich: NIGDY WIĘCEJ. Reagujmy na każdy przejaw nawiązywania do nazizmu, na każdy przypadek mający na celu pokazanie nam, że nazizm, faszyzm czy komunizm nie były takie złe. Więcej edukacji, do cholery!


W SKRÓCIE

PiS chce zakazu in vitro (znowu). Siłowe zmuszanie do wyznawania danych poglądów i posiadanie danej moralności. Ne me gusta. TUTAJ.
Przełom w Arabii Saudyjskiej - wyślą dziewczyny na Igrzyska Olimpijskie. Zjawisko pozytywne, oby tak dalej. TUTAJ.
Artykuł o Alanie Turingu - gorąco polecam. TUTAJ.

piątek, 22 czerwca 2012

VICE

Chodzę (ok, chadzam czasami, Piękna Panno z Stuprocentową Frekwencją) do pewnego szanowanego liceum, w którym jest Vice*. Ta cudowna kobieta z oryginalnym poczuciem humoru jest od września moją nauczycielką polskiego. 
Startowałem u niej na cudowne, wyśnione cztery**. Żeby nie było tak łatwo, Vice zaprosiła mnie do swojego gabinetu. Ok, wchodzę. Po lewej na ścianie wisi drewniana maczuga. Aha...

A na wprost wielki karton z napisem "Porzućcie wszelką nadzieję, wy którzy tu wchodzicie".
Zaiste, humorek poprawił się od razu : )

* Vice - osoba teoretycznie na drugim miejscu w hierarchii, szkolny kat, bo akustykę w gabinecie ma ponoć lepszą od Dyry : )
** Legenda głosi, że ktoś u niej dostał pięć. No cóż... Legenda : )

poniedziałek, 18 czerwca 2012


Zaiste, życie jest piękne. Zwłaszcza trzy godziny po powrocie mamy z zebrania : )

"- Panna P. ma średnią pięć zero!
- A Panna K. gorszą ode mnie!
- Mnie nie obchodzi Panna K.! Zaraz zadzwonię do chrzestnej i jej powiem jakie masz oceny!
- To niech ci od razu prześle świadectwo Twojego chrześniaka z drugiej klasy liceum.
- On to jest inna sprawa!"

Piękna Panno Szymonowa, Piękna Panno O., gratuluje średnich : ) 

Trafiłem niedawno na znakomite opowiadanie zamieszczone na Racjonalista.pl pt. "Człowiek zajęty niesłychanie". Jakbym widział swoje gimnazjum i Pana Księdza, który zafundował sobie pogardliwe odwracanie głowy za każdym razem, gdy go mijałem. Ale Księcio, który od dwóch lat uczy moją klasę jest naprawdę w porządku facetem.

A ja właśnie powinienem szybko napisać mini artykuł dla szkolnej strony internetowej. 
(moduł "Smerf Maruda" on) 
Nienawidzę, gdy ktoś karze mi pisać pod dyktando i bez brzydkich słów. 
(moduł "Smerf Maruda" off).

A w tak zwanym międzyczasie oglądam drugi sezon "Gry o Tron". Ocieka zajebistością, gorąco polecam.

piątek, 15 czerwca 2012

EŁRO

Wpis nieco spóźniony, ale mój internet postanowił pomóc mi w nauce i padł : ) 

W naszym miejskim konkursie literackim wygrałem nagrodę i dostałem książkę "Czarny ogród" Małgorzaty Szejnert. "Czarny ogród to historia spółki Giesche, historia Niemiec, Śląska i Polski, a co najważniejsze - historie wybranych rodów z Giszowca (...) Dla mnie to arcydzieło w zbiorze śląskiej tematyki, które ukazuje autentyczną magię Górnego Śląska i mądrą filozofię długiego trwania jego mieszkańców" - Kazimierz Kutz. Kutz ma u mnie dobrą opinię ze względu na "Sól ziemi czarnej", "Perłę w koronie" i "Paciorki jednego różańca" (te dwa ostatnie filmy cenię najbardziej, a muzykę stworzył mój ulubiony Wojciech Kilar, próbka twórczości TUTAJ). Pani Szejnert musi jednak cierpliwie poczekać, teraz czytam "Dziękuje ci, kapitanie" Fiedlera, a to nie jest książka, którą da się rzucić w kąt po otrzymaniu innej :)

Zaczęło się Ełro. Nie podoba mi się to, że Ełro jest w Polsce, bo naprawdę mamy ważniejsze wydatki. W Poznaniu protestowano - natalia_oreiro, mam dla Ciebie złą wiadomość - chyba tylko Newsweek zauważył wasz protest, bo w TV nic raczej nie było, no chyba, że na jakimś bezbożnym Tefałenie.

No, ale mleko się wylało, Ełro już jest i nie jest złe, więc oglądam. Polacy oczywiście wyjdą z grupy (zobaczycie, będzie 2:1 dla nas) i mam nadzieje, że nie spotkają się potem z Niemcami, bo to moi faworyci : ) Piękna Panna (Jeszcze) O. jest za Hiszpanami, ojczym za każdym, byle nie za Niemcami, a mama za tymi, co mają ładniejsze stroje - jestem osamotniony w mojej sympatii : )

poniedziałek, 4 czerwca 2012

PAUL WASHER


Dzisiaj post skierowany głównie do ludzi wierzących, ale pewnie i ateista coś dla siebie znajdzie.

Jestem człowiekiem wierzącym, jestem chrześcijaninem i nie mam zamiaru się tego wstydzić*. Nie ukrywam też, że cały czas poszukuję tego ideału wiary i ciągle go nie mogę znaleźć. Ciągle nie znalazłem Kościoła, który byłby moim Kościołem. Znalazłem jednak Boga, w którego chce wierzyć.

Pan Paul Washer jest dość znanym w internecie pastorem. Niezależnie od tego, jakiej wiary jesteście bardzo was proszę o zwrócenie uwagi na jego słowa. Moją klasę, mój rocznik, moje pokolenia zwłaszcza. Nie usłyszycie tego na szkolnej religii, nie chodzę do kościoła, nie wiem, co tam słyszycie, więc się nie wypowiem. Jestem jednak pewien jednego - jeżeli uważasz, że wierzysz w Boga, to pastor Washer bardzo tobą wstrząśnie.


* Dygresja numer jeden (Panna O. niech nie czyta, bo znowu zanudzam): zauważyliście pewną paranoję w naszym społeczeństwie? 95 % Polaków podobno jest ludźmi wierzącymi a jednocześnie wielu wstydzi się przyznać do bycia wierzącym. Paranoja, jednak chciałbym tu zacytować Jezusa: "Do każdego więc, kto się przyzna do mnie przed ludźmi, przyznam się i ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i ja przed moim Ojcem, który jest w niebie". 
Obejrzyj film i przemyśl te słowa. A potem zdecyduje wreszcie - albo jesteś osobą wierzącą i wypełniasz przykazania swojej religii, wypełniasz słowa Chrystusa, albo jesteś osobą niewierzącą i traktujesz to jedynie jako ciekawostkę przyrodniczą. Albo pielęgnujesz swój związek z Bogiem, albo go nie ma.

** Dygresja numer dwa: jak wam się spodoba, to tu jest jeszcze KAZANIE O EWANGELII JEZUSA CHRYSTUSA, właśnie zacząłem oglądać.

piątek, 1 czerwca 2012

O, proszę, homiczy głos rozsądku. TUTAJ.

Popacz, popacz. Dzień Dziecka wersja hard. TU. Ale wiecie, Amerykanie byli bohaterami, tak jak w TYM filmie.

środa, 30 maja 2012

SZABAS 1937

Mamy taki konkurs w mojej wsi (mieście, znaczy). Pełna nazwa brzmi "Międzyszkolny konkurs  literacki o  Złote Pióro Prezydenta Jaworzna". Ja go nazywam "Konkursem o Odbitą Palmę Prezydenta Jaworzna", ale to z wrodzonej przekory : ). No w każdym razie, w tegorocznej edycji coś zdobyłem. Pani zadzwoniła do mojej mamy i powiedziała, że coś wygrałem, ale mama była tak podekscytowana, że nie wie, czy drugie, czy trzecie miejsce : ). A napisałem takie oto coś:

(werble, proszę)


SZABAS 1937

„Pamiętaj o dniu szabatu, aby go uświęcić. 
Sześć dni będziesz się trudził i wykonywał wszystkie swoje zajęcia. 
Dzień zaś siódmy jest szabatem Pana, Boga twego.”
Wj 20, 8-10

Kraków, Kazimierz, dom Goldbergów.
Ciepły blask świec zapalonych delikatna ręką matki rozjaśnił pokój. Promienie padły na dwie złociste chałki, biały, świąteczny obrus, odbijały się od świeczników i wypełniały blaskiem oczy zebranych. Ciszę zakłócała tylko cicha modlitwa kobiety.
   - Bądź błogosławiony, Panie Boże nasz, Królu wszechświata, który nas uświęciłeś swoimi przykazaniami i przykazałeś nam zapalać świece Szabatu.
Blask igrał na jej rudych, kręconych włosach, rozjaśniał jej drobną twarz. Ewa była cichą, spokojna kobietą. Pochodziła ze znanej rodziny krawieckiej, była córką Szymona. Jej mąż, Chaim, nazywał ją podporą ogniska domowego. Mimo że jej słowo wiele w tej konserwatywnej społeczności nie znaczyło, była bardzo szanowana.
Jej ojciec wydał ją za mąż za syna swego przyjaciela Arona. Był od niej starszy o pięć lat, był wysoki i dobrze zbudowany. Poważną twarz okalała dorodna, czarna broda, poprzetykana siwizną. Długie pejsy i haczykowaty nos sprawiały, że wyglądał jak idealny stereotyp Żyda. W chwili ożenku z Ewą był już uważany za starego kawalera – miał w końcu dwadzieścia trzy lata.
Ich pierworodny syn, siedemnastoletni Aron, był równie wysoki i równie poważny jak ojciec. Ciemne pejsy rzucały rozdygotane cienie na jego szczupłą twarz. Jego jarmułka ledwie trzymała się na gęstych, kręconych włosach. Wkrótce miał się żenić.
Kolejny syn państwa Goldbergów, Samuel, wydawał się być jego przeciwieństwem. Nigdy nie umiał wystać spokojnie kilku minut, wszędzie go było pełno. Nawet teraz Ewa zauważyła, że chłopak kręci się lekko i robi miny do młodszego rodzeństwa. Na pewno nie był tak religijny jak jego starszy brat, był za to bardziej lekkomyślny i towarzyski. Odbijało się to też w jego wyglądzie – matka nigdy nie mogła zmusić go choćby przygładzenia sterczących na wszystkie strony rudych kosmyków.
Stojący naprzeciw niego Szlomo dzielnie starał się nie zwracać uwagi na wybryki brata. Inteligentny dwunastolatek i tak zbyt często podpadał ojcu. Był równie towarzyski jak Samuel, większość czasu spędzał z kolegami z sąsiednich kamienic.
Dwa lata po nim urodziła się pierwsza córka państwa Goldbergów, Salomea. Równie inteligentna jak Szlomo była jednocześnie kopią swej matki – spokojne, uśmiechniętej i opiekuńczej kobiety. Nie było jednak żadną tajemnicą, że chciałaby zerwać z rodzinnymi tradycjami i uczyć się. Skrycie marzyła o tym, by być nauczycielką. Ewa wspominała o tym Chaimowi, jednak on był nieugięty – stwierdził, że gdy Salomea wyjdzie za mąż i urodzi dzieci, ambicje szybko wygasną.
Obok matki stała teraz dwójka najmłodszych dzieci Goldbergów – pięcioletnia Sara i zaledwie dwuletni Mojżesz postawiony przez ojca na krześle. Dziewczynka z trudem powstrzymywała się od zadawania tysiąca i jeszcze dwóch pytań na każdy temat. Natomiast chłopiec stał wpatrzony w migotliwy płomień świecy i machinalnie ssał palca. Po chwili jego czarne, błyszczące oczy zwróciły się na oświetlony przez nią złoty kielich z winem. Pogrążona w uroczystym milczeniu rodzina słuchała Chaima odprawiającego błogosławieństwo kidusz.
   - I był wieczór i był poranek; dzień szósty. Były ukończone niebiosa, ziemia i wszystkie ich zastępy. Bóg ukończył siódmego dnia pracę, którą wykonywał i odpoczął siódmego dnia od wszelkiej pracy, którą wykonywał. Bóg pobłogosławił siódmy dzień i poświęcił go, gdyż w nim odpoczął od wszelkiej pracy, którą stworzył Bóg, by ją wykonywać. Błogosławiony jesteś Ty, Haszem, Król Świata, Stwórca owocu winorośli. Błogosławiony jesteś Ty, Haszem, nasz Bóg, Król Świata, który uświęciłeś nas swoimi przykazaniami i upodobałeś nas sobie, swój święty Szabat łaskawie z miłością przekazałeś nam jako dziedzictwo, pamiątkę dzieła stworzenia. Gdyż on jest początkiem świętych uroczystości, pamiątką wyjścia z Egiptu. Gdyż nas wybrałeś i nas wyróżniłeś ze wszystkich ludów. A Twój święty Szabat łaskawie z miłością przekazałeś nam jako dziedzictwo. Błogosławiony jesteś Ty, Haszem, który uświęcasz Szabat. Amen.
Potem nastąpiło rytualne obmycie rak. Chaim szepcząc cicho modlitwę oderwał kawałek chałki i zanurzył ją w miseczce z solą. Następnie zjadł kawałek, a pozostałymi obdzielił całą rodzinę. Teraz następowała uroczysta kolacja przygotowana już wcześniej przez panią domu. Pokój rozświetliły przygaszone wcześniej lampy, a skupienie ustąpiło gwarowi świątecznej uczty. Samuel i Szlomo natychmiast zajęli się rozmową o ostatnich rozgrywkach na niedalekim boisku, Salomea z matką debatowały na temat sukienki na ślub kuzyna. Dociekliwa Sara co chwilę przerywała Ewie lub Chaimowi rozmowę pytaniami, a mały Mojżesz ciągle siedział cichutko patrząc po kolei na wszystkich zebranych.
Chaim i Aron rozprawiali cicho na temat sąsiedniej III Rzeszy. Chłopak przekonywał ojca, że istnieją realne szanse na zerwanie pokoju i wojnę.
   - Nonsens – stwierdził ojciec. - Cztery lata temu podpisaliśmy z Hitlerem pakt o nieagresji. Poza tym, my mamy za sobą Francję i Anglię. A Hitler tylko Włochy. A co to są Włochy? - zapytał ironicznie. - Synu, Hitler to taki komediant, który robi dużo hałasu i nic więcej. Pół Europy się z niego śmieje.
   - A drugie pół poszłoby za nim w ogień – zauważył Aron.
   - Chaim, synku, wystarczy – włączyła się do dyskusji Ewa. - Jest szabas, dzień szczęśliwy, a wy ciągle o polityce... To aż niezdrowo.
Zgodnie z sugestią matki rozmowa zakończyła się. Ojciec szybko przyłączył się do Samuela i Szlomo, którzy ciągle rozprawiali o piłce nożnej. Zamyślony Aron wpatrywał się w krople wosku, w które ubierały się powoli świece. Ewa widząc jego smutek rozpoczęła czas świątecznych pieśni. Wkrótce i najstarszy syn dał się ponieść magii święta.
Następnego dnia szabat wciąż trwał. Chaim odpoczywał od obowiązków s swoim ulubionym fotelu jednym uchem słuchając kłótni Samuela i Szlomo, drugim Ewy i Salomei rozmawiających o jej znajomych. Westchnął ciężko, gdy zauważył, że coraz częściej w ich rozmowie pojawia się imię Izaaka z sąsiedniej kamienicy. Uważał, że społeczeństwo stawało się coraz bardziej niemoralne.
W szabas nie wolo było rozpalać ognia, więc główny posiłek, czulent, był przygotowywany już w piątek. Jedzono go w południe w atmosferze świątecznej radości. Potem znów przyszedł czas na śpiew i odpoczynek. Sara i Mojżesz bawili się na dywanie drewnianymi klockami. Dziewczynka starała się ułożyć jak najwyższą wieże, a chłopak z uporem ją burzył. W końcu Ewa musiała zabrać go do drugiego pokoju.
Wkrótce wyszli do synagogi na nabożeństwo. Po nim przyszedł czas na hawdale, uroczystość pożegnania Szabatu. Znów odmówiono uroczystą modlitwę przy winie i zapalonych świecach. Ich płomień igrał na postawionej nieopodal puszce na wonności, z której wydobywał się piękny zapach goździków i cynamonu. Miała kształt smukłej wieżyczki ozdobionej dzwonkami i chorągiewką. Świece rozjaśniały twarze spokojnej, radosnej rodziny...

Dwa lata później wariat z wąsikiem dotarł do Krakowa. Aron poległ w czasie kampanii wrześniowej, osierocił maleńkiego synka Szymona. Maluch i jego matka zginęli później w Oświęcimiu. Również Samuel walczył w obronie Polski. Ranny w czasie tego straszliwego września, zginął, gdy stanął w obronie starszego człowieka bitego na ulicy przez niemieckich żołnierzy. Szlomo zostaje zastrzelony w czasie łapanki. Ewa, Chaim, Salomea i Sara ginął w oświęcimskich komorach gazowych.
Mojżesz został umieszczony przez zrozpaczoną rodzinę u znajomych Polaków. Dzięki nim przeżył wojnę. Żyje do dziś pod przybranym nazwiskiem, ma żoną, trójkę dzieci i kilkoro wnuków.

Tylko szabasu już nie ma.

niedziela, 27 maja 2012

AFGANISTAN

Afganistan. A konkretnie to artykuł z GAZETA.PL. O czym mówi? O tym, że de facto gówno w Afganistanie zrobiliśmy. Po dziesięciu latach, DZIESIĘCIU LATACH, wojska NATO podwyższyły jedynie nienawiść w stosunku do Zachodu.

Wyobraź sobie, że jakieś gostki wchodzą ci w buciorach do twojego kraju, może nawet nie wiesz dlaczego, zabijają ci dzieci, palą twoją świętą księgę, zabijają matkę, ojca, zostajesz sierotą, którą wszyscy mają w dupie. I gdzie pójdziesz? Żebrać pod amerykańską bazę czy w góry, do talibów? 

Przed inwazją NATO w Afganistanie lepiej nie było. Gorzej, bo talibowie to (klątwy i opis tego, co należało by im zrobić). Ale, do prostytutki nędzy, można by się spodziewać, że w 10 lat da się zbudować administracje państwową, ochronić dzieci i kobiety, dać im perspektywy a nie leje po bombach!

Zamiast trzymać ludność cywilną pod karabinem należy ją nakarmić i dać schronienie. Inaczej prędzej czy później wystąpią przeciwko nam. Wiesz, czym się wygrywa wojny? Pieniędzmi i przychylnością cywili. Pokazała to druga wojna światowa (na przykład partyzanci rosyjscy spuścili taki wpierdol Niemcom, że ci ze strachu nie mogli trafić papierosem do pyska) i wojna w Wietnamie, pokazuje to Afganistan. Talibowie są silni poprzez poparcie ludności cywilnej. I będzie tak, jak napisał pod tym artykułem użytkownik tenare:
Polacy będą płacili 20 melonów zielonych rocznie, żeby Afgańczycy nie powiesili Karzaja zaraz po klęsce i ucieczce NATO, tylko po jakimś czasie.

Przegraliśmy tą wojnę w momencie, w którym zginął z ręki NATO pierwszy cywil. Za dwa, trzy, może cztery lata talibowie lub inni fundamentaliści powrócą do władzy. Drugi raz NATO tam nie wejdzie, raz się sparzyło, drugi raz będzie udawało, że nie widzi pożaru. Spierdoliliśmy wszystko, co można było spierdolić.

Ps. Jak jeszcze raz ktoś w mojej obecności nazwie tą wojnę "misją pokojową" lub "misją stabilizacyjną" to mu krzywdę zrobię. Słownie, oczywiście. Nawrzeszczę.
Ps.2 Nie życzę sobie żadnych wyzwisk skierowanych w stronę polskiego żołnierza i polskiego munduru. Wojnę wywołali politycy, żołnierze są tylko pionkami na mapie. Zapraszam na blog dziennikarza interia.pl, bo warto poczytać o codzienności żołnierzy i ludności cywilnej, zanim zacznie się wydawać osądy.

sobota, 26 maja 2012

PROPAGANDA

Czy Dzieci wiedzą, co to jest propaganda? Ja Dzieciom powiem. To sposób przekazywania informacji (nie muszą być prawdziwe) i z równoczesnym graniem człowiekowi na emocjach, w celu uzyskania korzyści, a najlepiej w celu uzyskania duszyczek, które za odpowiednia osobą (wskazaną przez propagandzistę wprost, ale niekoniecznie) pójdą nawet w ogień.

A tak to wygląda w praktyce:


Panie Prezesie, proszę przestać dodawać demotywatory.

Widzicie, Dzieci (pozwólcie mi się przez chwilę poczuć jak Pan Od Chemii. TEN pan), jestem żyrafą. W kwestii długości związków jestem konserwatystą (nie lubię jak ktoś zmienia chłopaka/dziewczynę z prędkościami godnymi światła, albo gdy ktoś bzyka wszytko, nawet muchy w locie). W kwestii długości spodni i wielkości dekoltów też. W kwestii rozbierania się w Playboyu też. W kwestii miłości do Ojczyzny też, ale postrzegam ją jako pielęgnowanie tradycji z jednoczesnym poszanowaniem dla innych tradycji (kebab jest fajny i niech go Turek w sklepiku na targu sprzedaje, ale jakoś wolę mamusine pierogi). W kwestii architektury też, bo nie mogę znieść tych bunkrów które się teraz buduje nazywając je szumnie "domami". Kocham i szanuję symbole narodowe. Wierze w Boga, nawet chciałem być księdzem. Jestem moherem?

To, co napisałem w poprzednim akapicie jest pokazanie mnie "w czerni". Do tego mogę dopisać moje "białe" cechy: jestem zwolennikiem równości wszystkich ludzi wobec prawa, jestem zwolennikiem pluralizmu światopoglądowego, jestem zwolennikiem wielokulturowości i współistnienia wielu religii i nurtów politycznych. Co wyjdzie z połączenia bieli i czerni? Szarość, Drogie Dzieci. Szarość czyli człowiek.

Powiem wam tak: nic nie jest czarne albo białe. Świat jest szary jak peerelowski papier toaletowy. Propaganda nie znosi szarości i wszystko maluje na zasadzie kontrastu, czerń i biel. Nie muszę chyba mówić, jak bardzo to wpływa na przekaz. Również przekaz telewizyjny.


Obrazek znajdziecie TUTAJ.

A tak w ogóle, to czytam "Grę o tron" (George R. R. Martin). Jestem na 358 stronie z 837 i coraz bardziej lubię Tyriona Lannistera. I Jona Snow, w końcu bękarta ciągnie do bękarta :)

piątek, 25 maja 2012

PALMY OPONY

Drogie Czytate, Pisate, Internetowane - proszę TO przeczytać. I powiedzcie mi, z czego będziemy się cieszyć na tegorocznej Paradzie Równości? 

Ej, Homiki, chodźcie weźmiemy świece dymne, stare opony, syreny i inne pożyczone od związkowców rekwizyty i idziemy pod kancelarię premiera. Bo to jest chyba jedyny sposób na to, by ktoś zauważył nas, nasze postulaty a nie tylko porozbieranych gostków* i tłum, któremu nie wiadomo o co chodzi. Najwyższy czas powrzeszczeć i, jak związkowcy, spalić kukłę premier. I Prezesa. I szefa ONR. I tak dalej.

A tak w ogóle, to zawsze miałem wrażenie, że słowo "sprawiedliwość" oznacza równość i szacunek dla każdego. Miałem takie wrażenie. Miałem. "Prawo i Sprawiedliwość"... Bardzo adekwatne, nie?

* z Parady to pewnie wygląda inaczej, ale w TV pojawiają się tylko porozbierane gostki i platforma z politykami. Smutne, ale prawdziwe.