poniedziałek, 2 stycznia 2012

GRYZONIE


No ja was proszę! Ramzes poczuł się urażony tym, że ktoś znalazł mój blog po wpisaniu hasła "ramzes ruchany". Oświadczam wszem i wobec, Ramzes nie jest ruchany. Żyje w celibacie i nie jest mu z tym źle. :)


A. Ktoś też wpisał frazę "jak wyglądają chomiki". To takie małe, puszyste zwierzątka z uszami większymi od mózgów. A oto wersja chomika uczonego, Stanleya (nie żyje od jakiegoś czasu). Na kolejnych Faduś (obecny pupilek mojej siostrzyczki) oraz Dudusia (odeszła do Krainy Wiecznych Łowów w wakacje).



Słodziaki te nasze zwierzaki :)

niedziela, 1 stycznia 2012

2012


Nowy, 2012 rok właśnie się zaczął. Czego po nim oczekuję? Przejścia do trzeciej klasy i osiemnastki. A jeśli chodzi o moje największe (mające coś koło metra sześćdziesiąt) marzenie nie chcę zapeszać. Tak, o ciebie chodzi, Piękna Młoda Kobieto* :)
Co się działo w zakończonym już roku? Ło, dużo :) Jam leń, więc nie będę się rozpisywał.

Muszę powiedzieć, że rok zaczął się dla mnie pomyślnie. Tak, o Twoje esemesy chodzi, Piękna Młoda Kobieto**

Znacie taki moment, w którym spomiędzy ciemnych chmur wypełzają promienie słońca? Taka dziura w zachmurzonym niebie... Zawsze widziałem w niej obraz Boga. Widzę go też w deszczu, w wietrze, ale ten moment był zawsze szczególny. I zawsze przychodził niespodziewanie.
Widzicie, Drodzy Czytelnicy, zwątpiłem w miłość. Nie widziałem jej na świecie, ani u moich rodziców, ani u moich dziadków, nigdzie. A potem pojawił się na moim horyzoncie taki właśnie promyk. Banał, co? No cóż. Nawet takiemu geniuszowi jak ja zdarza się być banalnym :)

W tym Nowym Roku życzę wam wszystkim dużo zdrowia, szczęścia, miłości i wytrwałości w dążeniu do niej, homiczkom życzę związków partnerskich, Jarkowi lepszych leków, Donkowi mniej powodów do kłamania, Nielotom Smudy celnych strzałów (ha ha), Justynie zwycięstwa nad Sterid Astmaszwili, a wszystkim Polakom dużo cierpliwości, bo coś czuję, że się przyda!

* Wytrwałość, co? Kusicielka... :)
** Mam stan przedzawałowy, ale to szczegół :)

sobota, 17 grudnia 2011

ŻOŁNIERZ

Piękna Panna O. twierdzi, że moje posty są trudne do zrozumienia. Moje ego leży na łopatkach :) Nie chcę was zamęczać, więc dzisiaj coś łatwiejszego do strawienia. Przynajmniej mam taką nadzieje :)

Mieliście tak kiedyś, że znaleziony przez was czyiś życiorys jest bardziej fascynujący niż setki filmów akcji?


ŻOŁNIERZ

NA PODSTAWIE DZIEJÓW GENERAŁA-MAJORA MARESUKE NOGI

Gdy chłopiec rodzi się w rodzinie silnie związanej z wojskiem może podjąć w życiu tylko jedną rolę. Chłopiec uczony całe życie postępowania honorowego, szacunku dla munduru i przekonania, że ma przynieść rodzinie tak wielką chwałę jak jego przodkowie, może zostać genialnym wodzem lub pogardzaną miernotą.
Chłopiec wstąpił do wojska, dwa lata później miał już stopień porucznika. Znając swoje powołanie, wiedząc co ma robić... Chłopiec wyrósł na mądrego, posłusznego, opanowanego żołnierza. Jego oczy patrzyły na świat z dumą właściwą jego pochodzeniu i stopniowi, ze spokojem właściwym jego narodowi i wiernością jego Panu.
Żołnierz został wysłany na wojnę. Był dowódcą, ale poniósł hańbiącą, symboliczną klęskę. Załamany błagał swego Pana o pozwolenie na samobójstwo. Pan jednak nie chciał stracić tak dobrego, wiernego żołnierza. Może żal chłopaka wzbudził litość w powściągliwym władcy?
Żołnierz piął się w górę wojskowej kariery, ale nigdy nie zapomniał o jego hańbie. Posłuszny rozkazom swego Pana wyrusza do dalekich krajów, żeby pogłębić swoją wiedzę. Ciężką pracą chce zmazać swoje winy. W kolejnej wojnie wysławia się zdobyciem ważnej twierdzy, sypią się na niego odznaczenia. Pełni ważne państwowe stanowisko, a w trakcie kolejnej wojny staje na czele armii. Giną jego synowie, jego zadanie wydaje się niemożliwe do wykonania... Żołnierz uważa, że poniósł klęskę. Poddaje się do dymisji, ale jego Pan jej nie przyjmuje. Ciągle ufa żołnierzowi. I to zaufanie sprawia, że wierne mu wojska odnoszą zwycięstwo. Żołnierz zostaje bohaterem narodowym, odnosi kolejne zwycięstwa. Staje przed cesarzem, by zrelacjonować przebieg walk. Twardy żołnierz, powściągliwy człowiek, płacze, gdy mówi o zabitych! Prosi swego Pana o wybaczenie, za kilkadziesiąt tysięcy ofiar walk! Błaga Pana o pozwolenie na popełnienie samobójstwa...
Pan kręci głową. Nie, żołnierzu. Jeszcze nie czas. Władca ustanawia go wychowawcą swojego syna, kolejnego w sukcesji do tronu.
Żołnierz ciągle jeszcze pamiętając wydarzenia uznane, za własną porażkę chce odkupić swoje winy. Udziela się charytatywnie, stara się pomóc ofiarom wojny, przekazuje pieniądze na ich leczenie i na pomniki dla poległych.
Nadchodzi dzień śmierci Pana. Wierny żołnierz nie może znieść śmierci swego wodza. Pogrążony w żałobie sięga po sztylet. Wraz ze swoją żoną popełnia samobójstwo...
Rzadko trafia się drugi taki żołnierz. Lojalny, oddany bezgranicznie swemu Panu. Przepełniony honorem, ale nie pozbawiony też ludzkich uczuć. Syn dla Matki Ojczyzny, ojciec dla swych żołnierzy, sługa dla swego Pana. I rzadko trafia się tez Pan, który potrafi dostrzec w swoim poddanym, więcej niż on sam. Pan, który ufa swemu słudze i którego zaufanie przynosi chwałę jemu i jego Ojczyźnie.
Cóż może być piękniejszego nad człowieka rycerskiego?


Wiem, że już go poznaliście, ale dzisiaj świeże zdjęcia. Ramzes w całej okazałości.

środa, 14 grudnia 2011

POLAK - A CO TO?

Tja... Zrobiłem dziś coś, co rzadko robię - włączyłem gadu gadu. Ten bohaterski i mrożący krew w żyłach wyczyn skutkował dojrzeniem na pasku na zadupiu panelu, informacji "Komorowski nie jest prezydentem wszystkich Polaków". No kujwa*...

Zapewne Adamowi Hofmanowi chodziło o różnice poglądowe pomiędzy Komorowskim a PiSem (chociaż zawsze w przypadku PiSu trudno stwierdzić o co chodzi). Wyjątkowo zabawnie wygląda przy tym stwierdzenie, że to właśnie (że Komorowski nie jest prezydentem wszystkich Polaków) odróżnia go od Lecha Kaczyńskiego. No zajebiście. To by znaczyło, że Polakami według Hofmana są tylko biali, wyznający katolicyzm heteroseksualni samce alfa i Matki Polski, głosujący na PiS - takie stwierdzenie w ustach rzecznika PiSu specjalnie by mnie nie zdziwiło.

Ponieważ jestem białym (nawet trochę za bardzo :)), niekatolickim, heteroseksualnym** ale transseksualnym samcem beta (maminsynek znaczy) o poglądach liberalnych stwierdzam co następuje: Lech Aleksander Kaczyński nie bym moim prezydentem. Czy to oznacza, że nie jestem Polakiem, panie Hofman? Jeśli pan uważa, że nim nie jestem, to wyzywam pana na walkę pieszą lub konną, na miecze lub topory, na śmierć lub niewolę, na ziemi udeptanej***. Chociaż w głębi duszy czuję, że byłoby dla mnie hańbą potykać się z panem Hofmanem. Z bele kim nie ma co kruszyć kopii.

* ...jak to powiedziała ostatnio moja młodsza siostra, przy której teoretycznie nikt nie przeklina...
** Nawet się zastanawiałem ostatnio, czy nie jestem biseksualny, ale w żaden sposób nie jestem w stanie wyobrazić sobie związku z facetem, więc chyba jednak nie.
*** Sienkiewicz w przedziwny sposób wpływa na moje słownictwo. Czytam właśnie "Krzyżaków" :)

Super rzeczy wpisujecie w Google, drodzy Czytelnicy Maści Wszelakiej. Najbardziej zastanowiło mnie to "hitler narodziny hitlera ruchali w dupe". Jak ktoś wie, o co chodzi, to niech wyjaśni tą zagadkę w komentarzu. Zaciekawiło mnie hasło "gdy ktoś powie a po co chodzić do kościoła" - chyba chodzi o poradnik "jak się zachować, gdy ktoś nie wie, po jaką cholerę chodzę do kościoła". Proste odpowiedzi są dwie 1) bo tego wymaga moja wiara 2) szukam kontaktu z Bogiem. Ja bym się poczuł taką odpowiedzą bardzo usatysfakcjonowany :)

środa, 7 grudnia 2011

KARA ŚMIERCI


Odwołam się dziś do nieco już starego wydarzenia (polityka płynie z wielką prędkością). Prezes (tak, ten przez duże "P") wyskoczył z pomysłem przywrócenia kary śmierci. Litościwie ominę fakt, że się nie da (Unia Europejska i Amnesty International by nam łby pourywali).

Ja, jako maluczki człowieczek z poglądami liberalnymi i wielką niechęcią do PO-PiSu stwierdzam: jestem chrześcijaninem = jestem przeciwny karze śmierci. Wierze w Prawo (inaczej Dekalog, inaczej Dziesięć Przykazań) i naukę Chrystusa = jestem przeciwny karze śmierci. Amen.

Poza tym, uważam, że kara dożywocie (bezwzględnego) jest większą karą niż kara śmierci (no chyba, że ma być to połączone z długim oczekiwaniem na jej wykonanie, jak w USA, gdzie między wydaniem wyroku a jego wykonaniem potrafi minąć nawet ponad dwadzieścia lat spędzonego w więzieniu na pisaniu odwołań).

Pewien K, nasz klasowy konserwatysta i patriota (a przynajmniej się za niego uważa, w NOP przyjęliby go z otwartymi ramionami), stwierdził, że po co utrzymywać więźniów skazanych na dożywocie, jak można ich po prostu zabić. Jednak trzeba sobie zdawać sprawę z dwóch rzeczy:
1) kto przejmie na siebie odpowiedzialność za wydanie takiego wyroku i kto będzie takie wyroki wykonywał? Zabicie drugiego człowieka to rzecz straszna i nie chciałbym nigdy zmusić nikogo do jego wykonania. I tu jest też kolejne pytanie. Skoro morderstwo jest złem, które powinno być karane śmiercią, to może skazany na nią powinien być też kat? Przecież  z moralnego punktu widzenia oboje zrobili to samo. Tak zwane martwe koło.
2) jesteśmy krajem w środku Europy, należymy do Unii Europejskiej. I musimy na to zwracać uwagę. I wcale tym uważaniem nie ograniczamy swojej wolności - wypełniając normy przyjęte w UE mamy szansę na rozwój gospodarczy, większe znaczenie w świecie i lepsze warunki życia. Przywrócenie kary śmierci byłoby równoznaczne z opuszczeniem Unii Europejskiej. A tego przecież nie chcemy.

Zgadzam się, że koszty utrzymania więźniów są za duże. Zamiast w kierunku wystrzeliwania czy wieszania (zastrzyki i krzesła elektryczne stosowane w USA są jednakowoż drogie w użyciu) poszedłbym w stronę obowiązkowej pracy więźniów (z wyjątkiem tych, których stan zdrowia na to nie pozwala - nie chcemy przecież w Polsce metod czysto faszystowskich). Amnesty International też by się wkurzało, ale to jeszcze przejdzie. Więźniowie nie dostawaliby pieniędzy do kieszeni, kasa szłaby na konto zakładu karnego. Koszty utrzymania więzień byłby niższy. Kolejnym plusem byłoby uzyskanie przez osadzonych kwalifikacji potrzebnych do podjęcia pracy po wyjściu w więzienia. Oczywiście część będzie wolała wegetowanie w piwem w ręce, ale to nie mój problem.*

Dziewczynka z mojej klasy, A, stwierdziła, że nie ma się co cackać - trzeba stworzyć coś na kształt obozów koncentracyjnych (oczywiście z warunkami humanitarnymi), tam osadzać element na ulicach niepożądany i niech pracują. Nie zgadzam się z tym. Dlaczego?
A) Amnesty International i UE by nas rozszarpało. Cała Europa (oprócz tych debilów neonazistów) ciągle pamięta koszmar obozów koncentracyjnych stworzonych przez nazistów. I z tego też wychodzi punkt B:
B) Więźniowie takich obozów byliby uznani przez media i społeczeństwo za męczenników. A przecież nie o to chodzi. Taki obóz zostałby zamknięty po góra dwóch latach (patrz punkt A) i jeszcze trzeba byłoby wypłacić osadzonym odszkodowania.

Wracając do Prezesa. Prezes jest prezesem największej polskiej partii konserwatywnej, która czerpie (przynajmniej w założeniu) pomysły z Biblii i odwołuje się do nauk Jana Pawła II. Tak dla przypomnienia - Wojtyła potępiał karę śmierci, a Biblii kategorycznie zabrania zabijać***. Na czym więc Prezes opiera chęć przywrócenia kary śmierci? Prezes, nie chce mi pan chyba powiedzieć, że polityka jest ważniejsza od wiary. Zwłaszcza, jak kieruje się partią, która odwołuje się wprost do niej.

Prezes kategorycznie sprzeciwia się aborcji, którą nazywa zabijaniem dzieci nienarodzonych. Rozumiem, że życie człowieka już żyjącego, być może pozostającego w związku małżeńskim i mającego dzieci jest dla Prezesa ważniejsze, niż zlepek komórek, z których niekoniecznie może się coś urodzić. Interesujące. I niepokojące, bo Prezes powtarza, że jest chrześcijaninem. A dla chrześcijanina każde życie powinno być tyle samo warte.

Czy nie jest niemoralne zrzucanie na sędziów i katów odpowiedzialności za wydanie i wykonanie kary śmierci? Czy obciążanie ich sumienia jest moralne?! Co gdy ktoś się pomyli i wyrok okaże się niesłuszny? Co z rodziną skazanego? Może jeszcze ma się nimi zaopiekować państwo? Co z naszym systemem wartości? Zabijanie jest dobre, czy nie? Co pan o tym myśli, panie Prezesie? Przemyślał pan sprawę, czy po prostu rzucił granat na scenę polityczną, gdy zakryć fakt nieudolności i beznadziejności swojej partii?

Jeśli odpowiedź na ostatnie pytanie brzmi "rzuciłem granat", to ja gratuluję. Beznadziejność i bezmyślność stała się tylko jeszcze bardziej widoczna.

* Jako rasowy gnojek jestem przeciwny państwu socjalnemu, bo dlaczego mam utrzymywać pijaków spod budki z piwem. Zwłaszcza, że nie przypominam sobie, żeby któryś z pijaczków z naszego osiedla był obłożne chory, wręcz przeciwnie... **
** Doszło do tego, że zgadzam się z Cejrowskim. Co prawda w jednej kwestii, ale to już coś znaczy. Szatan się mną interesuje : )
*** Biorę tu pod uwagę Dekalog i Kazanie na Górze (wypowiedział się tam Jezus), bo reszta praw zawartych w Biblii to żydowskie prawa zwyczajowe. A ja (i Prezes teoretycznie też) jestem chrześcijaninem i prawo żydowskie mnie nie obowiązuje. 

Ej, bo ja nie pamiętam, kiedy się ktoś ze mną tu pokłócił. Naprawdę się zgadzacie ze wszystkim, co tu wypisuję? : )

sobota, 26 listopada 2011

WIARA


Zróbmy awangardę w szkole - pomyślmy. To wcale nie jest takie trudne. Trzeba usiąść, znaleźć jakiś temat i go przedyskutować. Temat na dziś? Może coś prostego - wiara.
Co to znaczy wierzyć? Cisza w klasie, więc może zapytam najpierw, czy w coś wierzycie? W co wierzycie?
- W Boga.
Kinga mówi, że wierzy w Boga. Co to znaczy? W jakiego Boga wierzy? Kim lub czym jest przedmiot jej wiary? Kinguś?
- Nie wiem... Bóg jest stwórcą całego świata.
A co robisz, by twoja wiara była trwała i wciąż świeża?
- Chodzę do kościoła.
A po co chodzisz do kościoła? Tak po prostu, żeby się przejść?
- Nie, żeby być bliżej Boga.
A Bóg jest według ciebie tylko w kościele?
- Nie, Bóg jest wszędzie.
Więc dlaczego chodzisz do kościoła, skoro możesz go spotkać wszędzie?
-...
To może skieruję pytanie do całej klasy. Po co chodzicie do kościoła, skoro Boga możecie czuć w każdym innym miejscu?
- Może chodzi o wyjaśnienie...
No dawaj, Romek. Co chcesz, żeby zostało ci wyjaśnione w kościele?
- No, Pismo Święte.
Czyli masz potrzebę, żeby kapłan wyjaśnił ci, o co chodzi Bogu? Wszyscy tak macie?
- Tak, bo nie jesteśmy nieomylni i gdy ktoś studiował teologię, to lepiej rozumie Biblię.
Więc ksiądz ci coś mówi, a ty jesteś, Kinguś, przekonana, że tak właśnie jest. I ufasz księdzu, że cię nie zawiedzie, tak?
- Tak.
Więc w co wierzysz? W Słowo Boże czy w słowo księdza?
- W jedno i drugie.
A co, jeśli słowo księdza jest sprzeczne z Biblią?
- To ważniejsze jest Słowo Boże.
A powiedzcie mi, czytacie Pismo Święte?
- Nie.
- Czasem.
Więc ta część klasy, która powiedziała, że nie czyta Biblii bazuje na samym słowie księdza. Skąd więc może wiedzieć, że ksiądz mówi coś innego niż Bóg? Czy ta część klasy wierzy w słowo księdza, czy Słowo Boże?
- W słowo księdza.
Wiktor, a powiedz mi, czy te osoby mogą wierzyć w Boga?
- Mogą, ale to nie będzie wiara oparta na Biblii.
I tu dochodzimy do paradoksu. Człowiek, który nie czyta Biblii idzie do kościoła i słucha księdza, który mówi, że źródłem i podstawą wiary tego człowieka jest Biblia, której ten człowiek nie zna. Czyli de facto jego wiara jest oparta na jego niewiedzy. Jaka jest to więc wiara?
- Bezpodstawna.
- Krucha.
- Bez fundamentu.
Brawo, Wiktor. Bez fundamentu. Taka wiara to budowanie zamku na piasku. I taką wiarę najłatwiej stracić. Ten właśnie sposób wierzenia jest powodem, dla którego tak wielu ludzi odchodzi od katolicyzmu, ale podobna sytuacja jest również w innym wyznaniach. Większy liberalizm świata nie jest jedyną przyczyną porzucania religii.
Wrócę więc do mojego pierwszego pytania. Co to jest wiara?
- Jest to zbiór wierzeń...
- To takie odczucie...
O właśnie! Wiara to takie odczucie, czy przeczucie, że nie jesteśmy we wszechświecie sami i że jest też coś poza tym światem.
A co nam wiara daje?
- Wierząc wiemy, że życie nie kończy się po śmierci.
- Wiara pomaga w codziennym życiu...
- Prowadzi przez życie!
A według was warto wierzyć?
- Tak.
Dlaczego?
- Bo życie jest łatwiejsze.
Tak więc życzę wam mocnej wiary podpartej solidnym fundamentem. I nie bójcie się pytać, wątpić i szukać odpowiedzi. W to co znajdziecie, wymyślicie i przeczytacie możecie wierzyć bez obaw. Ale wierzenie bezgranicznie w słowa drugiego człowieka jest już mniej oczywiste.

*DRYŃŃŃŃŃŃŃŃŃŃŃ*

wtorek, 22 listopada 2011

EKSPERCI...

 W dzisiejszym poście pojawią się słowa powszechnie uważane za wulgarne. Zdenerwowałem się.

TO przeczytaj.

Noż kurwa... Zszedłem, wstałem, upadłem i biję głową w podłogę... Eksperci (japierdole) uznali, że znaczki Narodowego Odrodzenia Polski ("krzyż celtycki", zakazany w Niemczech symbol neofaszystów; "falanga", niegdyś symbol organizacji o charakterze antysemickim; "zakaz pedałowania" odwołująca się do nienawiści wobec homików) nie mają charakteru totalitarnego, nazistowskiego, faszystowskiego, rasistowskiego i nie odwołują się do nienawiści narodowej.

CZY KTOŚ TU ZAPOMNIAŁ O II WOJNIE ŚWIATOWEJ, NAZISTACH, KU KLUX KLANIE I INNYCH SUKINSYNACH, KTÓRZY ZABIJAJĄ WSZYSTKICH CO IM SIĘ NIE PODOBAJĄ?!

CZY HISTORIA ZNOWU MA SIĘ POWTÓRZYĆ, CZY KTOŚ MUSI ZGINĄĆ, ŻEBY POLSKIE SADY ZAUWAŻYŁY, JAK NIEBEZPIECZNE SĄ TE ORGANIZACJE?! NOŻ KURWA!!!

I jeszcze to uzasadnienie "ekspertów" - "z treści znaku [zakaz pedałowania, przyp. Skunks], który wykorzystuje strukturę i schemat znaku drogowego wynika jedynie zakaz kontaktów homoseksualnych w miejscach publicznych, co jest zgodne z powszechnie przyjętą obyczajowością, a wszelkie próby doszukiwania się drugiego dna są dowodem przeczulenia." Albo jestem przeczulony, albo szanowni eksperci kompletnie nie zna polskich realiów, albo szanowni eksperci mają rodowód made by ONR/NOP/MW. Niepotrzebne skreślić.

To co? Wrzućmy sobie swastykę na sztandary, toć to starożytny symbol, niekoniecznie odnoszący się do nazizmu. I każdy ekspert to potwierdzi. I może jeszcze uzna, że nasi dziadkowie, pradziadkowie wcale nie walczyli o to, by takie gówno nigdy więcej na polskiej ziemi nie zagrzało miejsca.

Noż kurwa... Gdzie my żyjemy?

poniedziałek, 21 listopada 2011

NIEMORALNOŚĆ

 Coś ostatnio nadaktywny jestem :)

Uwaga! Ironia! Uwaga!

CÓŻ TO ZA NIEMORALNOŚĆ 
CHODZENIE W KRÓTKICH SPÓDNICZKACH!

  Dzięki Ewie Tomaszewicz, która regularnie nawiedza portal fronda.pl (ultraprawicowy, dla wyjaśnienia) przeczytałem arcyciekawy artykuł na temat, między innymi, wpływu spodni na aborcję i antykoncepcję. Swoją drogą, pani Ewo, wchodzenie na takie strony to chyba wariactwo równe tylko wchodzeniu na Pudelek.pl :)
  Artykuł nazywa się "Dlaczego kobieta powinna chodzić w spódnicy?". No nie mam pojęcia!
Wiem, że co po niektórzy ludzie mają zwyczaj twierdzenia, że to kobieta jest winna np. tego, że została zgwałcona. Biedny mężczyzna został sprowokowany zbyt krótką spódniczką i nie mógł opanować swych zwierzęcych żądz... No naprawdę temu mężczyźnie współczuje, cóż to za niemoralność chodzenie w krótkich spódniczkach.
  Wychodzi z tego, że mężczyzna to stworzenie słabe, podniecające się, za przeproszeniem, bele dupą, niepoczytalne i niebezpieczne dla społeczeństwa. I teraz wrócę do artykułu napisanego przez użytkownika MariaHelena.
  Twierdzi ona, że mężczyźni są od kobiet mądrzejsi* (więc po cholerę pisze ten artykuł, skoro mógł go napisać jakiś mądrzejszy od autorki facet. MariaHelena, do garów, a nie mi tu internet zaśmiecać!). Jestem tym stwierdzeniem zaszczycony, naprawdę, nie trzeba było...
  Jednak, obiektywnie patrząc, jeżeli kobiety są głupsze od stworzeń o słabej woli, niepoczytalnych i niebezpiecznych, to kim one są? To dopiero psychopatki! Nie powinny w ogóle mieć kontaktu z dziećmi, bo jeszcze je jakąś dewiacją zarażą! No ale, przepraszam. Według autorki artykułu, to kobieta powinna zajmować się dziećmi (a tak bez ironii - jaki jest sens oddawania dzieci pod opiekę osobie głupszej, skoro może je wychowywać mądrzejszy od kobiety mężczyzna?). No w tym momencie, to się zamotałem. A przecież jestem mądrzejszy od szanownej autorki i powinienem rozumieć lepiej to co szanowna pani pisze niż ona sama. No cóż. Nie od dziś wiadomo, że kobieta to stworzenie logiki pozbawione.
  "Zalały nas mody z pewnością -niemiłe Bogu-, pełne sugestywnych i wyzywających ubrań. I chwała mężczyznom, którzy w porę potrafią odwrócić wzrok." No cóż, autorka nie dość, że wie lepiej od Boga, co Bóg myśli (a nie dość, że jest on Stwórcą i z zasady jest mądrzejszy, to jeszcze, przynajmniej według katolików, jest facetem) to jeszcze chwali facetów za coś, co ona sama umie zrobić bez zająknięcia! Noż doprawdy, niskie jednak ma o nas mniemanie. Ja tam nie czuję za każdym razem, gdy gapię się na jakąś dziewczynę. Nie mówię, że jest to zajęcie pozbawione przyjemności, ale bez przesady. Porównałbym to raczej do oglądania obrazów w galerii sztuki.
  Na miejscu szanownej MariiHeleny radziłbym się zastanowić nad moralnością mężczyzn. Toć to oni bezwstydnie chodzą latem po ulicy bez koszulek, odsłaniają swoje seksowne owłosione łydy, ubierają niesamowicie modne skarpetki do sandałów i kręcą tyłkami (no może przesadziłem), żeby złapać jak najwięcej dziewczyn. Bezwstydnicy... A przecież, nie daj Bóg, jakaś biedna słaba kobietka (bo przecież kobietki są słabsze od facetów**) podnieci się widokiem takiego macho, zakocha się, zgrzeszy myślą... I kogo to będzie wina?! 
  A sorry... Według co poniektórych katolików kobieta się nie podnieca. To mężczyzna się podnieca i to podniecenie ma związek z faktem, że mężczyzna chce narobić jak najwięcej dzieci i dlatego powinien żonę możliwie często ruchać. A kobieta, jak ten słup soli, karnie się powinna na to zgadzać. Pokora, drogie panie, pokora – to u katolików podstawa. Pani, pani MariaHelena, jej nie ma. Poucza pani innych, więc najwyraźniej uważa się pani za mądrzejszą. Ja tam mogę to robić, w końcu jestem facetem, nie?
  "(…) piękno tkwi zupełnie gdzie indziej. Tkwi w oddaniu władzy mężczyźnie, w byciu matką oraz w noszeniu skromnego stroju." MariaHelena, to co mówisz ma się nijak do polskiej rzeczywistości. Mam wrażenie, że powtarzasz słowa muzułmańskich duchownych. Katolicy tak bardzo bronią się przez szariatem w Europie, a sami by go najchętniej wprowadzili.
  Co myślę o artykule MariiHeleny? Jak czytam takie bzdury, to mam ochotę krzyknąć "baby, do garów!". A potem przeskakuje na na przykład trzyczesciowygarnitur.blogspot.pl i mi przechodzi. Kobieta kobiecie nierówna, facet facetowi nierówny. I tego się trzymajmy. A od spodni, drodzy katole, odpierdolcie się. Nie ma nic piękniejszego od dziewczyny w dżinsach.

* "Pycha wypchnęła kobiety z domu, kazała im założyć spodnie i zrównać się z mężczyznami na arenie zawodowej. Jednak na tym polu zawsze już będą przegrane, bowiem nie są ani tak mądre, ani tak mocne, jak mężczyźni. Zatem, skoro kobieta nie może być jak mężczyzna, to zrobi wszystko, żeby chociaż tak wyglądać."
** do pierwszego starcia :)

niedziela, 20 listopada 2011

Dziś międzynarodowy Dzień Pamięci Osób Transpłciowych

Ludzie mają dziwny styl działania. Jak czegoś nie rozumieją, albo co gorsza nie chcą zrozumieć, to sięgają po agresję. Słowną, fizyczną - nieważne. Każda boli tak samo. Nie musimy akceptować jakiegoś zjawiska (ja na przykład nie akceptuje poglądów ultraprawicowych), ale powinniśmy je tolerować. Nawet jak nie rozumiemy.

No bo, do kurwy nędzy, wszyscy jesteśmy ludźmi. I dla wszystkich starczy miejsca.

Na kiepskich zdjęciach okruchy dawnych dni
Czyjaś twarz, zapomniana twarz.
W pamięci zakamarkach wciąż rozbrzmiewa śmiech
Czyjaś twarz zapamiętana.

Mijają dni, ludzie, natury w nich
Wciąż nowych masz przyjaciół,
starych przykrył kurz,
Dziewczyny ciągle piękne, lecz w pamięci tkwi
Ten pierwszy dzień, najgorętszy z dni

Zapal świeczkę, za tych których zabrał los,
Zapal światło w oknie
Zapal świeczkę, za tych których zabrał los,
Zapal światło w oknie.

Ludzi dobrych i złych wciąż przynosi wiatr,
Ludzi dobrych i złych wciąż zabiera mgła.
I tylko Ty masz tą niezwykłą moc,
By zatrzymać ich, by dać wieczność im.

Pomyśl choć przez chwilę, podaruj uśmiech swój
Tym, których napotkałeś na jawie i wśród snów.
A może ktoś skazany na samotność
Ogrzeje się Twym ciepłem, zapomni o kłopotach.

Zapal świeczkę, za tych, których zabrał los,
Zapal światło w oknie,
Zapal świeczkę, za tych, których zabrał los,
Zapal światło w oknie.

 Dżem, "Zapal świeczkę"
 

sobota, 19 listopada 2011

Dzisiaj dwa obrazki z fabrykamemow.pl. Bardzo trafne, muszę powiedzieć : ) Pod tym drugim może się podpisać spora część mojej grupy (głupie dziecko zamiast wybrać naukę sarkozińskiego wybrało szkopski).