piątek, 18 listopada 2011

CZERWONOKROPNIASTY

Jak się urodziłem namalowali mi czerwoną kropkę na łbie i powiedzieli „ty będziesz zły”. Ty będziesz babiarzem. Ty będziesz prawnikiem. Ty będziesz mężczyzną... Żyłem z tą kropką przez wiele lat. Ta kropka mówiła wszystkim wokół kim jestem i jaki jestem. A ja się buntowałem. Przecież jestem inny! Powinienem mieć niebieską kropkę! Ale nie... Oni powtarzali wciąż jedno i ciągle to samo. „Ty masz czerwoną kropkę, my widzimy jaki ty jesteś”. Jesteś taki jak my to widzimy, bo tylko my możemy ci powiedzieć prawdę o tobie. Przecież jasne jest, że jak masz czerwoną kropkę, to jesteś czerwonokropniasty... Ach, ludzie małej wyobraźni...
Żyłem jako czerwonokropniasty z przytwierdzonym do łba komunikatem „TEN TAKI A TAKI”. Zaszufladkowano mnie, wpisano do jednego zbioru, nie pozwolono na zmianę. Bo my widzimy jaki ty jesteś...
Czerwona kropka była tylko małym znaczkiem z farby, a stała się jedynym pryzmatem przez jaki mnie postrzegano.
Czerwona kropka była moim przekleństwem, bo nikt nie chciał mnie poznać. Wszyscy widzieli kropkę i nie zastanawiali się jaki jestem. A ja cierpiałem, bo wiedziałem, że to nie ta kropka, nie ten przydział.
W końcu wkurwiłem się i zmyłem tą kropkę. Od tego czasu nazywają mnie tym dziwnym, niebezpiecznym... Oni wariują, gdy ich sztywne regułki pojmowania niepojętego świata nie wystarczają. Wszystko, co niepojęte jest dla nich groźne. Tkwią w swych zamkniętych ramkach, w swej uporządkowanej, nieznoszącej sprzeciwu rzeczywistości. Ich horyzont kończy się tam, gdzie koczy się zasięg ich ramion. Ograniczeni głupcy. Nie szukają czegoś poza tym, co widać.
A jak jest z tobą? Widzisz coś poza tym, co widać?*

* "widzieć coś poza tym co widać" - nie jestem pewien, czy zacytowałem dosłownie, bo dawno bajki nie oglądałem, ale coś takiego powiedział pawian Rafiki w "Król Lew III Hakuna Matata". Polecam obejrzenie nawet tym dużym dzieciom (chyba nawet jest na youtubie), bo jest naprawdę genialna.

czwartek, 17 listopada 2011

niedziela, 13 listopada 2011

NIENAWIŚĆ

Ostatnio mamy tak dziwnie gorący okres polityczny (piękna polska jesień zamiast zwoływać ludzi do zaśmieconych, obszczanych sypialni dla bezdomnych i pubów dla dresów, tfu, parków wygania ich na ulicę co by dawali w kość wszystkiemu, co się rusza) więc postanowiłem się uaktywnić.

1. Co te durne Niemcory robiły 11 listopada na Kolorowej Niepodległej? Bo naszej niepodległości raczej nie świętowali. Radziłbym się zastanowić szanownych organizatorom Kolorowej, żeby się następnym razem zastanowili, czy przyjazd zadymiarzy to dobry pomysł. A co do samej idei zatrzymania Marszu Niepodległości (w domyśle: Marszu Faszystów) - idea całkowicie słuszna. Ksenofobia, homofobia, antysemityzm i nacjonalizm w iście hitlerowskim stylu nie mają prawa wyjść na ulicę. Zwłaszcza, gdy ich celem nie jest przedstawienie swoich poglądów, a działanie przeciwko czyimś poglądom. Czekam na dzień, w którym jakiś mądry człowiek zdelegalizuje Młodzież Wszechpolską i ONR. Tak, wiem, marzenia...
Tu relacja trzyczęściowego garnituru made by Ewa (straszna jatka w komentarzach, tak swoją drogą).
Z tego co widzę, nawet osoby będące na Kolorowej nie wiedzą do końca, co się działo. Dlatego też powstrzymam się od dalszych komentarzy.

2. Włosi cieszą się z odejścia Silvio Berlusconiego. Nareszcie :) Strasznie wkurwiający człowiek.

3. W USA miał miejsce niepokojący incydent. Jakieś pozbawione mózgu osobniki podpaliły trzy samochody w zamieszkałym przez Żydów rejonie Nowego Jorku, wymalowali też na ławkach i pojazdach swastyki oraz litery KKK (Ku Klux Klan). Fajnie, nie? Ano, nie fajnie.
Oglądałem wczoraj film "Hitler. Narodziny zła" (jest na youtubie, tu pierwsza część). Jest tam taki moment, w którym młody Adolf wypowiada słowa "to wszystko wina Żydów". Powtarza to zresztą kilkakrotnie. Oglądając ten akurat fragment przypomniałem sobie, jak tydzień temu, tuż po wizycie w obozie w Oświęcimiu, dziadek zaczął najeżdżać na Żydów. Byłem tam razem z nim, żeby zapalić znicz za pradziadka (dziadek mnie za to jeszcze bardziej kocha, bo jestem jedynym wnukiem, który tam z nim jeździ) i ledwo wyszliśmy za teraz obozu dziadek zaczął nadawać. Że Żydzi sami Holocaust wymyślili i że to oni go rozpoczęli, że zaniżyli liczbę polskich ofiar obozu Auschwitz, żeby to oni byli bardziej pokrzywdzeni, że to wszytko wina Żydów, że kolaborowali z Hitlerem... A potem powiedział coś, co naprawdę mną wstrząsnęło. Za mało ich tu zginęło. Tak powiedział. Za mało...
Nie jestem w stanie zrozumieć, skąd się to bierze. Taka chora nienawiść, bezpodstawna... I nie wiem, co by można zrobić, żeby z nią walczyć. To smutne. Nienawiść do jakiejś grupy osób ze względu na ich religię/pochodzenie/orientację seksualną/kolor włosów (to już poziom ekstremalny) to choroba psychiczna. Jak to powiedziała pani Dragina w książce "Schodami w górę, schodami w dół" Michała Choromańskiego - antysemityzm to niepoczytalność.

sobota, 5 listopada 2011

CO Z TYM PiSem?

Dziękuję komentującym za wyrazy wsparcia :)

Ponieważ mamy gorący czas polityczny, dzisiaj będzie bardzo politycznie. Osoby wrażliwe na słowa „Kaczyński” lub „PiS” lub „polityk” proszę o przejście do tego linka i uradowanie się widokiem pięknych kobiecych ciał. Jest taki fajny komentarz związany z tym klipem – fajną muzykę ma to porno.
Dla heteroseksualnych kobiet i gejów nie znalazłem odpowiedniego filmiku, sorry, musicie czytać :)

Z PiSu wyrzucono wczoraj tak zwaną „frakcję ziobrystów” - Zbigniewa Ziobrę, Jacka Kurskiego, Tadeusza Cymańskiego. Za co? No cóż... Wydawało im się, że w PiSie można zaprowadzić demokracje (haha). Chłopaki co prawda odwołują się od tej decyzji, ale PiS nie zmienia zdania.
Partia spod znaku krzyża i kaczki ma kłopoty. Zaczęły się od katastrofy Tu-154. Zginęło w niej sporo czołowych działaczy (np. Gosiewski, Wasserman, Natalii-Świat). Na dodatek byli to działacze lubieni w konserwatywnym środowisku.
Kaczyński na czas wyborów przemienił się w milutkiego owieczka (ponoć baran/baranek może być obelgą, więc użyje męskiej wersji słowa owca) i tylko z tego powodu doszło w ogóle do ostatecznego starcie Komorowski-Kaczyński w drugiej turze wyborów. Agresywny, arogancki i nie potrafiący powstrzymać się od … nie powiem jakich … uwag Prezes dostałby głosy tylko tego najtwardszego elektoratu, czyli od moherów z antenkami.
Jednak wybory przegrał. A jak się coś przegrywa, to trzeba znaleźć winnego całemu złu tego świata kozła ofiarnego. Padło na ładną buzie Joanny Kluzik-Rostkowskiej (wszystkie inne ładne buzie robiące cokolwiek poza mówieniem wszystkim, co myśli Prezes zginęły pod Smoleńskiem). Ale! Kaczyński nie docenił Kluzicy. No bo to zła kobieta jest - zamiast usunąć się grzecznie w cień pokazała Prezesowi środkowy palec i założyła nową partię. Inna sprawa, że wcale na tym dobrze nie wyszła.
Pozbywając się stronników Kluzicy i ziobrystów PiS stał się partią jednej twarzy (Kaczyńskiego) i jej dwóch szczekaczek (Hofmana i Błaszczaka, którzy mówią co myśli Prezes; jest jeszcze posłanka Sobecka*, która mówi, co myśli Rydzyk). Czy taka partia ma szansę wygrać cokolwiek? Nie. Żeby wygrać wybory trzeba przyciągnąć do siebie niezdecydowanych, niezainteresowanych polityką, ludzi raczej z centrum, a nie radykałów - tacy właśnie napędzają PO. W elektoracie PiS został sam najtwardszy, najbardziej moherowy beton. Nawet jeśli ludzie młodzi, również tacy w moim wieku, są za PiSem, to raczej nie ze względu na Prezesa.
Kaczyński pozbył się ze swojej partii trzech lubianych w środowisku europosłów. Czy to podniesie notowania PiSu? Myślę, że wręcz przeciwnie.

Na koniec kawał z dedykacją dla ziobrystów:
Owczarek przechodzi z Berlina Wschodniego do Zachodniego.
- Tam jest cudownie - mówi do buldoga. - Nie ma biednych, nie ma bogatych, wszyscy są równi.
- To dlaczego stamtąd zwiałeś?
- Bo tutaj mogę sobie poszczekać.

* Tak pięknie odpowiedziała na pytanie "To dlaczego tak wielu ludzi nie znosi Pani? Pani i ojca Rydzyka?":
"Niektórzy wręcz go nienawidzą - Anna Sobecka ścisza głos, jakby wyjawiała tajemnicę. - Ja myślę, że to zazdrość. Zazdroszczą nam wiary, wartości, tych moralnych drogowskazów, które pozwalają uczciwie iść przez życie. Zazdrość... W niektórych ludziach jest taki zwierz! A ja znam dobrze ojca Tadeusza: to bardzo ciepły, otwarty na ludzi człowiek, człowiek głębokiej wiary. Ma niesamowity charyzmat przygarniający, jest bardzo czuły na ludzkie potrzeby, na biedę. Ma w sobie takie coś, że potrafi zarazić do idei, przyciągnąć tłumy. Przy tym ma wielki talent organizacyjny, czego wszyscy mu zazdroszczą. A ludzi poznaje po oczach. Raz spojrzy i już wie, czy można takiej osobie zaufać." A tak o Prezesie: "Uważam, że wszystkie partie polityczne zazdroszczą nam takiego prezesa jak Jarosław Kaczyński. Prezes PiS to człowiek inteligentny, o ogromnej wiedzy, który całe swoje życie oddał sprawom publicznym opartym na prawie. Jarosław Kaczyński jest wielkim mężem stanu, który jako jedyny lider spośród wszystkich ugrupowań ma programową wizję Polski. " Pozostawię to bez komentarza. Tu źródło i tu źródło.

wtorek, 1 listopada 2011

TRANS W RODZINIE

Oj, Anonimowe Stwory, przyznać się, ile osób z mojej klasy bywa na tym blogu? :)

Byłem ja dziś w pięknym mieście o rzut moherem stąd. Dziadek mieszkał młodym będąc w Chrzanowie, tam jest pochowany jego brat, mama i ojczym. Byliśmy więc dzisiaj zapalić znicz (nie będę się odwoływał do samego Święta Wszystkich Świętych, bo moja wiara wyklucza istnienie kogoś takiego jak "święty". Święty to może być Duch). Po "zaliczeniu" cmentarza (i zwyzywaniu przez ojczyma wszystkich źle parkujących kierowców) pojechaliśmy na tradycyjne pocmentarne spotkanie u mojej cioci. Rozmowa się ciekawie rozwijała (rozpiętość od motoryzacji do szerokiej polityki), aż w końcu naszedł rodzinkę temat ostatnich wyborów. Najpierw całe konserwowane zgromadzenie objechało Kaczyńskiego, bo gość nie umie wygrać wyborów i powinien oddać władzę w PiSie komuś innemu (o dziwo, dziadki poparły Ziobrę). No okey. A potem przyszedł temat Palikota. Dowiedziałem się arcyciekawej rzeczy. Otóż w partii Palikota są dewianci i zboczeńcy! I to dewianci i zboczeńcy na tą partię głosują! Teraz się z tego śmieje, ale nie było mi do śmiechu jak tego słuchałem. I pewnie nie będzie mi do śmiechu, gdy nadejdzie dzień wielkiego Comming Outu przed rodziną. A ja bardzo kocham moją rodzinę, lubię te ciocie, wujki, kuzynostwo. Myślę, że ciężko będzie mi z ich nie akceptacją. Ale strach przed nią nie sprawi, że cofnę się. Nie. Chce przejść korektę płci niezależnie od tego, jak wielu członków mojej rodziny przestanie się do mnie odzywać. Dewianci i zboczeńcy... Hmm... Piątka dorosłych (czterech mocno dorosłych i ojczym) kontra ja. Uprzedzam pytanie - nie kłóciłem się :)

No cóż. Nie wiem, co będzie dla nich gorsze do przyjęcia – to, że nie jestem katolikiem, czy to, że jestem transem. Strach się bać... Ale! Jest jedna Ciocia, neurolog i nasz „lekarz rodzinny”, która ma spory posłuch w rodzinie. Jeśli ona z racji swego zawodu mnie poprze, to rodzinka nie będzie miała wiele do powiedzenia. O ile mnie poprze. A jak nie poprze? No trudno, ciocine ciasta będę sobie musiał wybić z głowy...

wtorek, 25 października 2011

NADZIEJA

- Chciałbym zamknąć swoje serce.
- Dlaczego?
- Bo miłość strasznie boli.
- A nie uważasz, ze będzie ci jej brakowało?
- Nie będzie brakowało. Przyjaźń jest ważniejsza. Ale jej też nie chcę. Chciałbym nie czuć nic.
- Nie uważasz, że brak uczuć jest złem?
- Nienawiść to też uczucie, a jest zał. Chciałbym się jej wyzbyć.
- A często ją czujesz?
- Cały czas. Pali mnie tak samo jak miłość. Umieram z nienawiści, umieram z miłości... Miłość i nienawiść to to samo.
- Co byś zrobił, żeby pozbawić się uczuć?
- Nie wiem. Mam ich już dość.
- Co więc zrobisz?
- Będę obojętny. Na wszytko.
- Na śpiew ptaka, kolor nieba i szum wiatru też?
- Nie. Tylko na ludzi. Ludzie są źli.
- Ja też?
- Ty jesteś człowiekiem. Człowiek jest dobry, ale ludzie są źli. Stado jest złe.
- Stado odbiera ci chęć życia?
- Tak. Rodzina, klasa, szkoła. Stado.
- Chcesz się uwolnić od rodziny?
- Tak.
- I co teraz?
- Teraz chcę się zamknąć w domu ze szczurem i dobra książką.
- A możesz to zrobić?
- Nie.
- Więc?
- Więc się zabije.
- Jesteś pewny?
- Tak.
- Nie boisz się?
- Boję się. Ale bardziej boję się życia.
- Więc żegnaj.
- Żegnaj.

Czasem boje się moich własnych myśli i tego, co z nich wynika. Ale spokojnie, nie mam zamiaru się zabić. Mam szczurka, który beze mnie nie przeżyje, więc mam dla kogo żyć. Jest takie piękne słowo "nadzieja". Ba, to jest nawet imię... Ale to nie działa. Strach zawsze jest silniejszy od nadziei. 

W gimnazjum potrafiłem przez parę tygodni z rzędu pojawiać się w szkole co drugi dzień. Wagary? Nie. Stres. Moja Pani Doktór Rodzinna zdiagnozowała u mnie zespół jelita drażliwego. Stres powoduje naprawdę uciążliwe bóle brzucha. W gimnazjum najbardziej chyba przerażał mnie angielski - siedziałem na nim jak na tureckim kazaniu, bo nie wiedziałem co się dzieje. Opuszczałem lekcje, brzuch mnie bolał, słabłem... Niczego się tak nie bałem jak tego angielskiego. Może to brzmi nieco paranoicznie, ale tak właśnie było. A teraz? A teraz na niemieckim siedzę jak na tureckim kazaniu. Na matmie to samo. Coraz częściej myślę, że trzeba było pierdolić liceum i iść do technikum czy zawodówki. Przeraża mnie sama myśl, że mam iść na studia. Znowu nowi ludzie, spore uczelnie, czuje, że się w tym pogubię. 

Po co to piszę? Bo od wczoraj brzuch mnie tak boli, że nie mogę wysiedzieć. Śpię tak, że budzi mnie najsłabszy dźwięk, podrywam się rano już po pierwszym tonie alarmu ustawionego jako budzik. Jeszcze póki jestem w szkole, rozmawiam z Panną O. i innymi jakoś to płynie, ale jak przychodzę do domu to nie potrafię się śmiać, nie mogę opanować złości, żalu, czasem płaczu i tego okropnego strachu...

Chyba już wystarczy tych żalów. Zaraz się kopnę w dupę, włączę jakąś rąbankę gitarową (ostatnio nawet pokusiłem się o włączenie Behemotha - to nawet ma jakąś melodię, choć ten growl jest dość... oryginalny), wrócę do czytania "W 80 dni dookoła świata", szczur mi się obudzi i będzie mi lepiej.

poniedziałek, 17 października 2011

- Tak się zastanawiam... Istnieję czy nie istnieję?
- Czy jesteś człowiekiem śniącym o byciu motylem, czy motylem śniącym o byciu człowiekiem?
- No... Czy  jestem sobą, czy wytworem czyjejś wyobraźni? A może tylko mi się wydaje, że istnieję... Może jestem swoim własnym urojeniem?
- A wiesz jak to sprawdzić?
- Nie... I dlatego to mnie tak bardzo męczy. Może jestem mrówka w świecie olbrzymów?
- Nie myśl o tym. Myślenie o własnym istnieniu do niczego nie prowadzi.
- Ale ja chciałbym znać prawdę!
- Prawda nie istnieje, malutki... Będziesz się męczył, żeby ja znaleźć, a tak naprawdę jej nie ma.
- Więc co mam robić?
- Przestań myśleć.
- Da się tak?
- Nie, malutki.
- Więc?
- Więc umrzesz młodo, jak wszyscy ci, co szukają wiatru w polu...

niedziela, 16 października 2011

TRAWKA

DZISIAJ MÓJ 100 POST! 
Mało brakło, a bym to przegapił jednak dobry wujek Blogger mi o tym przypomniał. Będzie bez tortów i świeczków, za to temat dla młodzieży szczególnie ważny :)

TRAWKA

Po ogłoszeniu wyników wyborów (szkolne wygrały Palikoty) zaczęliśmy się w szkole zastanawiać nad jedną kwestią. Zalegalizują marihuanę, czy nie?

Nie jestem człowiekiem, który ma ochotę cokolwiek popalać. Ba, ja nawet nie mam ochoty na picie czegoś mocniejszego od energy drinka. Czy legalizacja trawki ma sens?
1. Jak to powiedziała Panna P. - jak będą chcieli palić to będą palić bez względu na zakazy. Mógłbym się nawet pokusić o stwierdzenie, że część pali dlatego, że to jest zakazane.
2. Czy naprawdę panowie pałacjanci (tfu, policjanci) nie mają już nic do roboty? Równie dobrze mogliby z całą brygadą antyterrorystyczną napadać na gówniarzy palących pod szkołą papierosy. Tylko po co? Ściganie handlarzy, wytwórców i posiadaczy kosztuje sporo kasy. A to wszystko i tak przypomina pracę Syzyfa.
3. Do kiedy trawka będzie nielegalna? Do momentu, w którym powstanie silne lobby, które wyjaśni politykom, że na "miękkich" narkotykach można zarobić taką samą kasę jak na papierosach. Już nie mówiąc o tym, że po opodatkowaniu trawki część kasy będzie płynęła do budżetu.

Mówi się o tym, że trawka jest niezdrowa, że przybędzie nam narkomanów do leczenia za publiczne pieniądze, że dzieci się zniszczą...
Mam propozycję. Zdelegalizujmy papierosy. Przecież są niezdrowe, uzależniają, a tych z rakiem płuc też leczymy za publiczne pieniądze. A dzieci będą odcięte od tych brzydkich dymków...

To ostatnie to jest największa z możliwych bzdur. Podobno fajki sprzedają dopiero wtedy, gdy ktoś skończy osiemnaście lat. To ja jestem ciekaw, skąd ma je jakaś połowa (mniej/więcej) klasy. Część z nich to już kilkuletni palacze. Czy jakiekolwiek zakazy powstrzymają ich od chodzenia "na fajkę"?
Nawet gdyby wprowadzono prawo pozwalające legalnie sprzedawać trawkę osobom powyżej osiemnastego roku życia, to i tak paliliby ją znacznie młodsi. I palą, teraz też. I gówno z tym można zrobić, patrz punkt 1.
Czy uważam, że powinno się zalegalizować miękkie narkotyki? Dlaczego nie? Młodych i tak prędzej wykończy alkohol niż popalanie tego czy owego.


Ludzie, co wy wyszukiwarkę wpisujecie... W tym tygodniu:
1. trans palikot
2. trans w sejmie
3. galeria tranwescyta w sejmie (szczerze? nie wiedziałem, że mamy transwestytę w sejmie, dzięki za wiadomość)
4. trans u palikota
5. anna grodzka wybrana przez przypadek
Anna Grodzka ma wzięcie, nie? Podniecają się nią jak parówkami za PRLu. I dobrze. Może uda jej się przekonać kawałek świata, że jesteśmy normalni :)
Za to dziś znalazł mnie ktoś żądny wiedzy. Ot co wpisał: "reformy,które próbował wprowadzic august iii sas".  No pięknie, pięknie, trza się uczyć, miłe dzieci :)

poniedziałek, 10 października 2011

Wedle wszelkich znaków na zadymionym niebie i rozmokłej ziemi Anna Grodzka została wybrana na posła.

Obudziłem się dzisiaj rano w innej rzeczywistości. Do sejmu dostał się "pierwszy gej RP" Robert Biedroń i kobieta, która otwarcie mówi, że przeszła korektę płci. Czy to przełom? Tak. Ale przede wszystkim to danie ludziom takim jak ja nadziei, że w końcu społeczeństwo zacznie nas zauważać. Po pewnym czasie może również zacznie nas rozumieć. To nie będzie tak na "hop siup". Ale jeszcze parę miesięcy temu nie uwierzyłbym, że trans mówiący wprost i głośno o tym, kim jest może dostać się do parlamentu.

Heh, moja bardzo zorientowana we wszystkim wychowawczyni nazwała dziś Grodzką transwestytą. Ja rozumiem, że nie każdy musi znać definicje wszelkich tęczowych literków, ale jak już o czymś mówimy, to błagam, sprawdzajmy, co mówimy. Taki słodki apel ku nauczycielom. Zwłaszcza z tak wysokimi i godnymi pozazdroszczenia kwalifikacjami jakie ma moja wychowawczyni.

W szkole zapanowała dziś radość wielka, większość osób było za Palikotem. Jedna koleżanka pokusiła się nawet o stwierdzenie, że gdyby Ruch Palikota założono wcześniej, to wyprzedziliby PiS. Nie wiem, nie jestem politologiem. Palikota specjalnie nie lubię, ale partia cała ogółem źle nie wygląda.

Z głośników mi elegancko postukuje „Heartbreak Ridge IntroMusic”. Coś pięknego. Z pazurkiem. Piękna Panno P., słyszałaś już to?

Mój ulubiony kuzyn student robił czystki w szafie, więc dostało mi się sporo książek. Między innymi wszystkie „Mikołajki” (albo prawie wszystkie, nie sprawdzałem), „Sposób na Alcybiadesa” i daw tomu „Baśni braci Grimm”. Nie mój przedział wiekowy? Eee tam. Dopóki świetnie się czyta to się czyta. Wracam więc teraz do Alcybiadesa. 


GRATULACJE PANI ANIU!!!

poniedziałek, 3 października 2011

Robią mi remont bloku. Za oknem przewalają się faceci (to dopiero trzeci dzień remontu, więc jeszcze raczej ubrani), prywatność umiera w mękach :)

Ciekawa rzecz na krytykapolityczna.pl - "19 przesądów na temat aborcji i legalizacji aborcji". Spodobał mi się punkt trzeci - Wszyscy przeciwnicy aborcji są przeciwnikami legalizacji aborcji. Uważam, że aborcja jest złem (czasami koniecznym), ale to jest moje zdanie. Nic nie daje mi prawa do narzucania swojego zdania innym za pomocą przepisów i bajdurzenia o "katolickiej moralności". 

Zbliżają się wybory. Zauważyłem pewną rzecz. Oglądałem jedno po drugim wystąpienia Tuska i Kaczyńskiego. I szerze powiedziawszy, Jaruś prezentuje się lepiej (biorę tu pod uwagę wygląd i sposób mówienia, a nie treść). Jeszcze jakby mówił nieco wyraźniej to w ogóle mógłby być mężem (haha, kawalerem) stanu z prawdziwego zdarzenia. Przynajmniej tak by wyglądał. Jeśli chodzi o wystąpienia, to posępny Tusk, wyglądający na wkurwionego krętacza, z dość nieprzyjemnym wyrazem twarzy wygląda o niebo gorzej niż Jaruś. Jaruś jak stoi za pulpitem to wygląda jak mis koala, który łagodnie i bez stresu poprowadzi Polskę naprzód. Kaczek robiący spokojną politykę to dla PiS wręcz zapewnienie wygrania wyborów.  Na pewno lepiej się prezentuje niż ten wymęczony, łysiejący Tusk z dzikim błyskiem w oku. Jaruś musi mieć naprawdę dobrego speca od PR.
A na koniec komentarz graficzny, czyli jak w niektórych przypadkach widzę wybory: