poniedziałek, 11 kwietnia 2011

WSTYD

Hehe, zakochana panna P. skacze z radości, bo jej inicjał znalazł się na moim blogu. No, muszę powiedzieć, że P. łechta moją próżność, jak uważa bloga za medialne Niewiadomoco. :) 

Piękna pani O. przywaliła mi dzisiaj butelką w głowę, więc o niej nie napisze :)

A teraz się powydzieram.

Sodoma, Gomora, Burdel, Pierdel, Serdel (ach, ten Piłsudski!), Jaszczurka i Rów Mariański. Tak, to wszystko o ostatnich pary politycznych dniach. No ino Apokalipsy brakuje. 

Primo: Nie jestem Ślązakiem, jestem Małopolaninem, a mój (jeśli dobrze pokolenia liczę) prapradziadek był Ormianiem, który z powodu wiary musiał zwiać z Armenii. Nie wiem, kaj ten Kaczyński łaził, że pomylił Ślązaków z Niemcami. Gorzej, wręcz z niemieckimi szpiclami, ukrytą opcją niemiecką... Panie Kaczyński, ja rozumiem, że ten region to historyczne Niewiadomoco (bo należało równie długo do Polski, Niemiec czy Czech), ale pan, szwagier panny z Wileńszczyzny (tak, o Marii Kaczyńskiej mówię) powinien się dziesięć razy zastanowić, gdy chce kogoś wywalić z grona Polaków. Ślązacy są jak Kaszubi - mają pełne prawo do swojej kultury, tradycji i języka. Gwara śląska powinna być uznana tak jak język kaszubski. Nacjonalizm w pojęciu Kaczyńskiego jest nie do zaakceptowania.

Secundo: Muszę napisać, że nie lubię PO, ale jeśli ktoś pokazał wczoraj i przedwczoraj oraz tuż po 10.04 klasę, to tylko Tusk i Komorowski. Są beznadziejnymi rządzącymi, ale w przypadku takich rocznic to oni wzbudzają sympatię. Nie jestem co prawda w stanie skupić się nad którymkolwiek słowem prezydenta, bo strasznie mnie wkurza, ale czasem wole go niż Kaczyńskiego. Chociaż, gdyby ode mnie zależało, kto z nich zostanie prezydentem to chyba bym wyleciał na Madagaskar.
Pan Prezes mówiło pojednaniu. Zapomniał tylko, że do pojednania wyciąga się rękę, a nie odwraca się dupą! Co ma niby Tusk zrobić? Pocałować, czy, za przeproszeniem, wyru*ać?

Koszmar po prostu. W takie dni, jak wczoraj politycy powinni zamknąć paszcze, zaszyć się gdzieś, albo spokojnie zapalić znicz tu i tam i gdzieniegdzie. Państwowe uroczystości - inicjatywa obowiązkowa. Przemówienie prezydenta - inicjatywa niestety obowiązkowa. Burdy na Krakowskim Przedmieściu - inicjatywa głupia.

Jeśli chodzi o tablice w Smoleńsku, to trzeba powiedzieć jasno i wyraźnie, że było to zrobione z premedytacją. Gdyby Ruscy wzięli tą tablicę miesiąc, dwa miesiące temu, sprawy by nie było. Wisiała tam pięć miesięcy, jakby Ruscy nie chcieli robić awantury to już dawno by ją usunęli.

Zauważyłem jedna rzecz: pierwsza rocznica śmierci JP II była bardziej nagłośniona niż wczorajsza rocznica. Widać to choćby po programie TVP. W okolicach 2.04 jest on pełen programów o JP II (nie, żeby mi się to podobało), a w ten weekend jakoś tego nie widziałem. Już nie mówiąc o tym, że w moim mieście nie zawyły syreny. Ludzie, tam zginęło dwóch prezydentów, marszałkowie sejmu i senatu, dowódcy sił zbrojnych. Czy nie można na jeden dzień walnąć w kąt przynależnościami partyjnymi? 

Ok, kończę na dziś, dzięki radiowej Trójce znalazłem sobie fajną piosenkę (zespół Red Box - Hurrican) i mam zamiar jej słuchać aż do znudzenia. 

wtorek, 29 marca 2011

ROZWÓJ

Wczoraj odbyło się wiosenne strzyżenie owiec - obciąłem się na całkiem krótko i mama chce mnie wydziedziczyć. No normalnie się obraziła. To smutne, że bardziej akceptują mnie osoby teoretycznie obce (i przeglądające czasami tego bloga i niepodpisujące się po komentarzami, tak, do ciebie mówię, P.) a mama nie może mnie znieść. Klasa uważa mnie co prawda za lekkiego dziwaka, część za lesbijkę, dziękuje za komplement, ale lesbijką nie jestem, nie jestem nawet kobietą, ale klasa i nauczyciele tolerują mnie bardziej niż moja rodzina. 

Muszę się wy-comming-outować przed jedną z koleżanek, bo mi życia nie daje, jak widzi moją fryzurę i zachowanie, zobaczymy jak mi pójdzie. Nie chodzi ze mną do klasy, więc jestem gotowy na wszystko.

ROZWÓJ
Pod kilkoma tekstami o transseksualiźmie i w oficjalnym poglądach Kościoła w sprawie transseksualizmu ("Transseksualizm według teologii katolickiej", pierdoły, patrząc z punktu widzenia psychiatrii) przeczytałem, że człowiek nie powinien zmieniać dzieła Bożego (znaczy siebie, swojego ciała) tylko żyć tak jak Bóg dał i "w czym" dał. Że tak jest "w zgodzie z naturą".
Mam taką teorię:

Rozmnażanie człowieka to rzecz całkowicie biologiczna. Plemniki, komórki jajowe, macica itd.- to jest biologia. Bóg jest inżynierem - zaprojektował świat oraz wszelkie organizmy żywe. Pal licho, jak doszło do ich powstanie konkretnie - jako chrześcijanin wierzę, że ich powstanie spowodował sam Bóg (czyli mógł spowodować np. Wielki Wybuch, nikt mu za ramieniem nie stał jak był tworzony świat, Księga Rodzaju to metafora). Stworzył każdą komórkę po kolei i stworzył z nich organizmy (Adama - mężczyznę i Ewę - kobietę). Dał nam zdolność samodzielnego rozmnażania, bo co to za radocha tworzyć każdego człowieka z osobna. Dał nam też wolną wolę - możemy sami wybierać sobie partnerów i partnerki, możemy tworzyć rodziny lub być singlami, ale dał nam też pociąg do życia we wspólnocie - niezbędny do przeżycia (krawiec piekarzowi fartuch szyje, piekarz krawcowi bułki piecze; da się bez tych zależności żyć, ale byłoby ciężko). Dał też pragnienie rozwijania się - swoich zdolności - fizycznych i psychicznych.

Zgoda z naturą jest więc życiem we wspólnocie i rozwijanie się, ale do tego jeszcze wrócę.
Wracając do transseksualizmu - Bóg tworząc na początku początków pojedyncze komórki i zlepiając je w jedno ciało mógł po prostu nie przewidzieć tego, że coś w którymś pokoleniu, u różnych ludzi może się poplątać. Bo hormony, bo coś tam, dochodzimy tu z powrotem do biologii. Ale jednak korzystając z jednego z Bożych darów, daru potrzeby rozwijania się, możemy dać transom spokój duszy i odwrócić wszelkie poplątania (medycyna, czyli biologia człowieka).

Dzięki rozwijaniu się możemy leczyć bezpłodność (i Bóg nie musi interweniować w każdym przypadku z osobna, tak jak i robić wszystkiego tak jak było Janem Chrzcicielem i innymi przez Boga danymi dziećmi). To dzięki rozwojowi możemy rozwiewać dawne i nadal funkcjonujące zabobony (jak o tym, że homoseksualizm to choroba). To dzięki rozwojowi za parę lat będę wolny "jak dzikie chrum chrum".

Jednak Kościół nie lubi rozwoju. Chyba widzi w nim zagrożenie. Owszem, rozwój = wątpliwości, również co do istnienia Boga, ale to wszystko się da po Bożemu wytłumaczyć. Kościół bojąc się rozwoju postępuje jak Żydzi, którzy zwalczali Jezusa, bo chciał zreformować judaizm. To on pierwszy pokazał, że religia, która się nie rozwija przestaje być religią dla ludzi. Ale, jak widać, nauka poszła w las.

Rozwój to podstawa!

Zapraszam do dyskusji. Ale bez brzydkich słów proszę, jestem jeszcze dzieckiem, więc moglibyście mnie zdemoralizować ;)

wtorek, 22 marca 2011

Dobry wieczór/dzień! (zależy kto kiedy czyta)

Wiosna się zrobiła, co jest po prostu niesamowite, koty (których przez całą zimę pod blokiem człek nie uświadczył) drą się jak oszalałe, Orszulka i Staś zmontowali gniazdko na gałęzi za oknem (dosłownie trzy patyki na krzyż, ale Orszulka jest cierpliwa i grzecznie na nich siedzi), a w człowiekach buzują hormony (zrobił się jakiś wysyp par całujących się na szkolnym korytarzu, oj, misie się z zimowego snu przebudziły, ja też pewnie nieprzypadkowo zostałem poczęty się w marcu :) )...

A ja słucham "Spy game soundtrack" na zmianę z Hurts... Tak, to nie jest specjalnie optymistyczna mieszanka.

Za to radością mnie napawa taki obrazek o 7:00 rano (oraz to, że wreszcie nie muszę światła ciemną nocą poranną zapalać):



Miłość rośnie wokół nas :)

wtorek, 8 marca 2011

Ekhm...


Wszystkim Paniom - tym mniejszym i tym większym, tym szczupłym i tym z dużą ilością ciałka do kochania, żonatym, mężatym i singielkom, tym delikatnym jak jajka i tym delikatnym jak miny przeciwpiechotne (taki demot był), blondynkom, rudym i czarnulkom, matkom, żonom i kochankom życzę wszystkiego najlepszego z okazji dzisiejszego święta i z okazji każdego kolejnego dnia, w którym jesteście w stanie wytrzymać ze znajomymi facetami!

Ha, a ja dzisiaj emanowałem męskością - po raz pierwszy dałem Obywatelce Płci Pięknej kwiatek na Dzień Kobiet. Nawet jej całusa skradłem, ale wbrew pozorom, drodzy koledzy, nie skończyło się to pobiciem za pomocą torebki z Niewiadomoczym :)

Mam nowego kolegę - na na imię Staś i jest ptakiem. Ojczym stwierdził, że to cukrówka, ale mama stwierdziła, że jakiego rodzaju by nie był, to to na pewno facet bo siedzi parę godzin naburmuszony na gałęzi i nigdzie się nie rusza :) Staś siedział na drzewie przed oknem w niedziele, dzisiaj na moje okno przyleciały jeszcze dwa ptaszki. Ptaki mnie fascynują. Nie interesuje mnie ornitologia, ale na dziobiące ziemie pod blokiem gołębie i inne Fruwate mogę patrzyć godzinami.
 Staś
Urszulka (tak, właśnie mamy Kochanowskiego w szkole :))
Staś i Orszulka zwrócone niezbyt reprezentacyjną stroną
Jeżeli wśród czytelników znajdzie się jakiś ornitolog i okaże się, że płeć określona przez moją mamę jest fałszywa to nic, wśród ptaków też mogą być transi :)

środa, 2 marca 2011

Zaniedbuje bloga. Jest mi z tym źle, nie sypiam w nocy i płacze jak małe dziecko :) , ale niestety muszę się uczyć, komputer mi działa z prędkością pociągu PKP i w międzyczasie pisze opowiadanie. A polonistka wrobiła całą klasę w konkurs o Złote Pióro Prezydenta Jaworzna (konkurs literacki), więc muszę pisać. I musi być to poprawne politycznie, zgodne z zasadą decorum, którą nasza polonistka wielbi a w dodatku nie mogę go pisać jako facet, co mnie bardzo denerwuje. Więc pisze o sobie w trzeciej osobie i jajco mnie obchodzi kto to przeczyta. 

Odkryłem ostatnio przedziwną rzecz. Myjąc zęby pochyliłem się nad umywalką i znieruchomiałem zezując na moje odbicie w lustrze. Mój mięsień oka czuł się już wyraźnie nadwyrężony, ale gapiłem się dalej. Przeczesałem włosy na skroni i zamrugałem. MAAMOOOO! Ja mam siwe włosy! Cztery miesiące temu skończyłem szesnaście lat! Ja rozumiem, że jestem staruszkiem (i jak staruszek się czasem czuje), ale bez przesady. Sprawdzałem pięć razy - to są siwe włosy, a nie odbijające się światło. Musze mniej się stresować. No bo co w końcu, kurcze blade*? Może za dwa lata może prostaty dostane?! :)

Poza tym doszedłem do wniosku, że szkoła jest niewychowawcza. Mieliśmy na dzisiaj na angielski nauczyć się opowiadać o ulubionym filmie. Nie nauczyłem się, a z braku "NP" musiałem odpowiadać. Polałem trochę angielskiej wody i... 4 plus! Z angielskiego jestem słaby, ale najwyraźniej umiem lać wodę w każdym języku. 
Natomiast na sprawdzian z biologii koleżanka z ławki nauczyła się, wkuła, nastroszyła się i przybrała postawę bojową, a ja go olałem - oboje mamy tróje. Koleżanka była wściekła :)

Henryk Stokłosa został dzisiaj zaprzysiężony na senatora. 21 zarzutów! Rozumiem, że w parlamencie zasiadają nasi reprezentanci, również reprezentanci ludzi uciśnionych i skrzywdzonych przez państwo, pozamykanych w pokoikach z kratami w oknach za niewinność (to oczywiście stwierdzenie ironiczne), ale facet z zarzutami o korupcje w ławie senackiej to przegięcie.

W styczniu moja mama nie wierzyła, że bunt z Tunezji może rozlać się na inne kraje. Wtedy też nikt się raczej nie domyślał, że władzy Muammara Kaddafiego może cokolwiek grozić. A jednak, wolność jest w nas - we wszystkich ludziach. Każdy zniewolony kraj ma swój własny czasowy zapalnik, każdy kiedyś musi się zatrzymać i BUM! Zapałka rzucona na Bliski Wschód, a Bliski Wschód to ropa. Jak już płonie to trudno go zatrzymać. Bardzo kibicuje Tunezyjczykom i Egipcjanom w tworzeniu demokratycznego rządu, a Libijczykom w walce o wolność. Tylko bardzo bym chciał, żeby potem pamiętali i mieli głęboko w sercach zapisane jedno słowo - salam (pokój). Bardzo też liczę na ONZ i inne wspólnoty. Libijczycy sobie z Kaddafim poradzą, ale trzeba ich wspomóc. Pomoc humanitarna, a potem pomoc w tworzeniu demokracji będzie im bardzo potrzebna. Grunt, żeby Amerykanie nie zwalili się tam ze swoim wojskiem, bo to będzie katastrofa.

* ulubione powiedzonko Mikołajka (patrz: "Mikołajek" Rene Goscinny`ego i Jean-Jacques Sempe)

wtorek, 15 lutego 2011

SENAT. IZBA WYŻSZA?!

Kim trzeba być, żeby dostać się do senatu? Okazuje się, że wystarczy dawać ludziom pracę, a wszelkie etyczne i moralne zagadnienia nie spędzają już im snu z powiek. I analogicznie - kim trzeba być, żeby być w Kancelarii Prezydenta RP? Ekspertem? Nie, kumplem prezydenta z dawnych, lepszych lat! A potem jest tylko zdziwienie, że Sarkozy moknie. 

Pan Komorowski już zdążył dobitnie pokazać, że co jak co, ale na prezydenta to się nie nadaje. I wyobraźcie sobie, że jeszcze przed nami 4,5 roku z jego wpadkami. A sorry. Wcześniej będzie koniec świata, ale mnie to nie pociesza - to jeszcze cały, długi rok z kazaniami sejmowymi w nowej wersji. A ja po prostu nie umiem się tym nie interesować.

Komorowski sprawia wrażenie, że swój urząd objął całkowity przypadkiem. Gdyby to była Ameryka za parę lat na ekrany wyszedłby film jak miły gapiowaty misio został prezydentem z przypadku. Ale obecne sprawy Polski to nie komedia, tylko horror, jakiego jeszcze w kinach nie było.

Jedyną rzeczą, jaka mi się ostatnio podoba w polityce to sondaże, które wskazują jednoznacznie, że jeśli sytuacja się utrzyma bez SLD nie będzie rządu. A to dobrze wróży na przyszłość, bo SLD to nie PSL, który karnie wykonuje wszystkie polecenia. Lewica ma szansę trzymać władzę za jaja i stawiać warunki, a przed Napieralskim jeszcze nie było tak wyraźnej i rzeczywistej do spełnienia wizji urzędu premiera. 

Jak tak patrzę na moją rodzinę, to mam wrażenie, że wszyscy wybierają władzę na zasadzie mniejszego zła. Według mnie świadczy to o cholernie niskim poziomie polskiej polityki, ale także demokracji. Zasada "na bezrybiu i rak ryba" powinna być zasadą tylko tych, którzy uczą się survivalu, a na pewno nie tych, co chcą sprawować pośrednią władzę w Polsce. Trzeba przed wyborami zrobić rekonesans wśród kandydujących, wybrać sobie tego, na którego głosujemy (bo jedna taka osoba na pewno się znajdzie na listach) i w końcu zagłosować. Jednak nikt tak nie robi, bo mało jest osób, które wiążą zakreślenie kwadracika z nowa drogą czy tym, jak Polskę widzieć teraz będzie Sarkozy.

Siostra się wreszcie uczy korzystać z WC. to dopiero komedia.
"Mamusiu, mamusiu, zrobiłam siku do kibelka! 
Jestem z siebie dumna!" 
I jak tu nie kochać tego stwora?

czwartek, 27 stycznia 2011

ANONIMY WY MOJE

Za zdziwieniem odkryłem komentarze pod postami. I teraz sobie z nimi podyskutuję, a co.

Jakiś miły Gall Anonim stwierdził/a pod postem z 9-go października:
A może skoro bierzesz się za temat Biblii to powinienes lepiej go przestudiować... :]
Bo jak sam zamieściłeś cytat: "jak ktos jest głupi i chce być głupi, to nie powinien do tego używac religii..."...
Pozdro
Może już się tu nie pojawi (a szkoda by było), ale chciałbym, żeby zakutalizował/a pojęcie "głupota".
Drogi Anonimie, nie twierdze, że doskonale znam Biblie. Mam za mały staż w jej czytaniu, żeby móc tak powiedzieć, jednak chciałbym ją poznawać, a nie zasłaniać się gotowymi sztandarami i tym co stwierdza na niej podstawie inni, bo to właśnie nazywam głupotą. Głupota to dla mnie stanie w miejscu i korzystanie z gotowych wzorców. Ja nie chce być głupi - chcę wierzyć w coś, co pozwala mi żyć z zgodzie z sumieniem, a że często znajduje powody do takiej wiary właśnie w Biblii, to uważam, że mam prawo publikować je na blogu.
Swoją drogą, nie wiem, do czego Anonim się przyczepił/a - do moich poglądów, do tego, że czytam Biblię ignorując nauki Kościoła czy może do tego, że wyciągam wnioski z jej czytania na bieżąco (a ja lubię sobie podsumowywać po kawałku), bez znajomości całości.

Natomiast drugi Anonim pisze pod tym samym postem:
Ktoś tu Jest nieźle popierdolony. Pjona!
Pamiętajcie Myjcie Dupy!
I teraz nie wiem - czy nie zauważył/a napisu "transsksualista k/m" i uważa mnie za geja, czy wrzucił mnie razem ze wszystkimi LGBT do miłośników seksu analnego, czy po prostu nie wie, co to transseksualizm. No chyba, że to po prostu był banner reklamujący czystość - jeśli tak, to uspokoję szanownego Anonima, myję pupę codziennie.
Co do stwierdzenia, że jestem popierdolony nie będę się kłócił - według mnie coś takiego jak normalność nie istnieje. Są tylko ludzie mówiący wprost co myślą i ludzie, którzy się za nimi kryją.

Następny Anonim (co wy macie z tą anonimowością? Komuna się skończyła, piszcie choć imiona!):
Masz cycki ? Masz
Masz Cipsko? Masz
Jestes Babą? Jestes
To ja sie pytam o co Tu kurwa chodzi? xD nie ograniam , jetsescie jacys popierdoleni.
I o tym właśnie pisałem jako o niedouczeniu. Drogi Anonimie, jeśli nie ogarniasz, to trzeba z tą niewiedzą walczyć ogniem i mieczem! Polecam stronę www.transfuzja.org - mają tam świetne definicje tego, co to jest transseksualizm, transgenderyzm czy transwestytyzm (a wszystko to mieści się w rubryce "transpłciowość"). Są tam też artykuły i opowiadania, które świetnie wyjaśnią każdemu chętnemu istotę transpłciowości. Dla jeszcze mocniej zainteresowanych polecam stronę www.transseksualizm.pl - jest to forum transów, raczej przeznaczone dla nich, ale jak ktoś ciekaw, to zapraszam.

Cieszę się, że komentarze w ogóle się pojawiają, ale zachęcam komentujących do lepszego poznania istoty transseksualizmu (niekoniecznie od strony kościelnej). Zwłaszcza, jak nie ogarniacie :)

poniedziałek, 24 stycznia 2011

ROBIENIE MAŁYCH POLAKÓW

Miałem dzisiaj niewysłowioną przyjemność (tfu!) obejrzenia pewnego spotu reklamowego, w którym zatroskany narrator posługując się smutnymi obrazkami, na których jest oraz mniej ludzi informuje Polaków, że jest nas coraz mniej i że musimy coś z tym zrobić. Innymi słowy: mamy się, kurwa, rozmnażać!
A co my z tego będziemy mieć, powinni zapytać Polacy. Wychowanie dziecka to tak wielki koszt, że niemożliwością jest, żeby nasze państwo miało więcej obywateli, jeżeli o nich porządnie nie zadba.

1. WYKSZTAŁCENIE droższe już chyba być nie może. Książki dla mnie kosztują 300 zeta (mimo, ze przynajmniej połowa to książki z drugiej ręki), dla siostry około 200 + zeszyty, tornistry (które rozwalają się aż za często) i inne. 

a) Książki w większości są z drogiego i ciężkiego kredowego papieru, a mimo to psują się tak szybko (a te do języków są po prostu nie do sprzedania, bo cały czas się w nich coś bazgra) i co roku trzeba kupować nowe. Czy nie można znów drukować książek na bibułce i ograniczyć kolory? Owszem, rozwalałyby się szybciej, ale przecież i tak trzeba kupować coraz to nowsze, a przynajmniej byłoby taniej. 

b) Może również  powinno się ujednolicić godziny przychodzenia i wychodzenia ze szkoły, zwłaszcza w podstawówkach. Często jest tak, że jedno dziecko ma do szkoły na 8:00, a drugie na 8:45 albo 9:40 i weź tu teraz odwoź do szkoły. Dzieciaki albo siedzą na świetlicach, albo rodzice jeżdżą w te i nazad, co jest po pierwsze wkurzające, a po drugie kosztuje.

c) Rząd dopłaca do podręczników, ale tylko rodzinom, które mają dochód na osobę mniejszy niż 310 złote. Przecież to kpina! Nawet samotna matka zarabiająca 1000 zeta i mająca jedno dziecko nie mieści się w tej klamerce! Praktycznie nikt się w niej nie mieści! Rozumiem, że w przypadku rodzin utrzymywanych z renty wynoszącej 800/900 złotych to ma sens, ale tak jak na przykład u nas w rodzinie, jak moja najmłodsza siostra pójdzie do szkoły, będziemy wydawać co roku na książki i inne potrzebne do szkoły rzeczy ponad tysiąc złotych. I co, pomoc nam się nie należy? Ojciec nie zarabia kokosów, mama nie pracuje (bo i jak?) i co roku we wrześniu mamy ogromną dziurę w budżecie.

2. MAMA - kto to jest dla polskich władz? Osobnik płci żeńskiej zajmujący się wychowaniem bachorów, którymi w przyszłości będziemy się interesować, bo będą chodzić na wybory, ale teraz nas nie interesuje to, że opiekuje się nimi osobnik pracujący 24/h bez urlopów zdrowotnych, prawa do emerytury itd. Owszem, są mamy pracujące, ale jeśli rząd chce, żeby ludzie się rozmnażali, to musi wziąć pod uwagę, że przy dwójce i większej ilości dzieci (to też zależy od trybu pracy) oboje rodziców nie będzie w stanie pracować na utrzymanie rodziny! Moja mama w tym roku skończy 40 lat. Moja siostra ma 4 lata. Do przedszkola może pójdzie w tym roku (ale musiałaby spędzać tam całe dnie, a druga siostra siedzieć na świetlicy i na pewno to by sprzyjało dobremu wychowaniu ), więc w sprzyjających okolicznościach mama mogłaby zacząć pracę od przyszłego roku (a dodajmy, że nie ma kwalifikacji zawodowych, bo skąd?). Uzbiera na emeryturę? No chyba, kurna, nie.
W naszym kraju ciągle jest pełno kobiet, które po urodzeniu dziecka nie wyobrażając sobie natychmiastowego powrotu do pracy. Nie wszyscy mają dziadków w wieku i stanie zdrowia pozwalającym  na opiekę nad dziećmi, albo dziadki są jeszcze ludźmi młodymi i sami pracują. Gdyby kobiety miały zapewnione, że opieka nad dziećmi liczy się jako normalny zawód (a przecież jest to zawód najważniejszy na świecie) i mogłyby dostawać jakieś finansowe wynagrodzenie za to, że wychowują przyszłość polskiego narodu na pewno więcej osób decydowałoby się na założenie dużej rodziny. Bo nikt przecież nie powie, że moje mama wstając co rano o 6 rano, zajmując się z pełnym poświęceniem rodziną, będąc na każdą naszą prośbę, zawsze przy nas, opiekując się moimi małymi siostrami, chodząc spać o 23, gdy już wszystko jest przygotowane na następny dzień, nie pracuje w pełnym wymiarze godzin i nie zasługuje na emeryturę. Ma rodzić dzieci, martwić się finansami, dobrze wychowywać małych Polaków, a państwo ma ją w dupie. I to mnie wkurwia!

Nie obchodzi mnie to, że jak nie będę mieć dzieci, to dzieci moich rówieśników nie będą miały z czego żyć. Jest to brutale i egoistyczne, ale taki jest świat. Obchodzi mnie tylko to, czy jak w przyszłości zdecyduje się na dzieci, to będę mieć wsparcie w państwie, które na mojej krwawicy się będzie utrzymywać.  

Chcecie małych Polaków? To dajcie coś w zamian.

czwartek, 13 stycznia 2011

AWANTURA NA STO FAJEK

Ano, właśnie. Raport MAK.

polecam wywiad z Jerzym Millerem:

Tak w ogóle to kpiną jest przede wszystkim nazwa "Międzypaństwowy Komitet Lotniczy" - szkoda, że składa się z samych Rosjan i jednego polskiego akredytowanego, którego i tak w chuja robią (dowiedział się o upublicznieniu raportu dzień wcześniej)

"(...)Rozczarowanie dlatego, ponieważ przyznanie się do błędu wymaga odwagi, i ja liczyłem na to, że obie strony będą miały wystarczająco dużo odwagi, żeby powiedzieć o swoich błędach, bo to jest najlepsze badanie przyczyn katastrofy. (...)"
"(...)Jeżeli ktoś zaprasza gościa od siebie, to chyba jest naturalne, że odpowiada za warunki bezpieczeństwa w miejscu gdzie zaprasza.(...)"
J. Miller

I jeszcze jeden ciekawy artykuł - o samym MAKu:

wtorek, 11 stycznia 2011

BACK IT UP

trzy dni i ferie, trzy dni i ferie... - te słowa były dzisiaj w szkole powtarzane jak mantra, a samo słowo ferie było odmieniane przez wszystkie przypadki zarówno przez uczniów jak i nauczycieli. A najlepsze jest to, że i jutro, i pojutrze, i popojutrze też, mamy kartkówki - jesteśmy bardzo szczęśliwi...

Jutro ukażę się raport MAKu - czeka nas kolejny tydzień wyrywania sobie włosów z głowy przez premiera, Edmunda Klicha, Bogdana Klicha, wrzasków i jęków "Kaczyński spółka zoo" oraz pobłażliwych uśmieszków Władymira I, cara Rosyi przenajświętszej (tfu!). Niestety, nie sprawi to, że fakt olewania sprawy przez Rosjan stanie się bardziej poważny, bo wokół całej katastrofy rozegrała się taka szopka, że po prostu rzygać się tym wszystkim chce. Chyba najlepiej by było, żeby śledztwem rzeczywiście zajęły się osoby całkowicie z zewnątrz, taka naprawdę międzynarodowa komisja. Ale teraz jest już trochę na to za późno.

A zakochałem się! Póki co na odległość - w Caro Emerald i jej piosence "Back it up" (Emerald nie jest w moim typie, ale śpiewa pięknie).

i cytat na dziś:
Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń.
Oz 6, 6