środa, 8 grudnia 2010

TRANS - O CO CHODZI?



u góry: cuda z jaskini olsztyńskiej, byłem tam w październiku - takie Boże rzeźby wiszą tam pod sufitem, oświetlić je można tylko latarką, wrażenie jest niesamowite

A teraz Bardzo Wkurzający Tekst, dla tych, co nie wiedza, co to transseksualizm.

TRANS

Co to znaczy być transem k/m? To znaczy: mieć zaplątane najdrobniejsze sprawy, a z tych najdrobniejszych spraw składa się życie.

Wyobraź sobie, że jesteś facetem, który lubi samochody, komputery, dziewczyny i jest zamknięty w babskim ciele. Ma miesiączki, a chce hodować bródkę, a mama i reszta świata zwraca się do ciebie per: Moniczko, Kasiu, Olgusiu... Jesteś w stanie wyobrazić sobie co czujesz? Nie? To ci powiem:

słyszysz przypisane ci prawnie imię, podpisujesz się nim na kartkówkach - złość, poczucie niesprawiedliwości

różyczka na dzień kobiet - złość

błyszczyk pod choinę - wkurw

zakreślanie okienka "płeć" w ankietach - żal, bezradność

badanie u szkolnej higienistki - wstyd...

widok własnego, nagiego ciała w łazience - bicie głowa w ścianę.

miesiączka - wstyd, hańba.

damskie majtki, damski dezodorant - bicie pięścią o domowe ognisko, które zamiast grzać zaczyna w cholerę dymić.

pytanie: masz chłopaka? - nie ciociu, gejem nie jestem! omijanie spotkań rodzinnych.

dlaczego nie jedziesz na wycieczkę integrującą? - a wyobrażasz sobie mnie w pokoju z kimkolwiek?

bandażowanie piersi...

wściekły wzrok...

ładne dziewczyny, które nigdy na mnie nie spojrzą!

płacz...

Jesteś w stanie sobie to wyobrazić?

Nie?

A JA TO CZUJĘ!!!

Rzucacie we mnie kamieniami, mimo, że nie znacie mojej winy. Rzucacie nawet, gdy nie powiedziałem jeszcze, kim jestem. A co będziecie robić, gdy powiem? Zabijecie mnie, zniszczycie psychicznie?

Transseksualizm k/m ma jedną dobrą stronę - można bez przeszkód podglądać dziewczyny przebierające się w szatni na wf. Reszta to syf.

Ale transseksualizm to tylko część mnie. Ja też śmieję się, dyskutuje z nauczycielami, mam pały w szkole. Ja też oglądam się za dziewczynami. Nawiązuje przyjaźnie, choć robię to rzadko. Nie ze wszystkimi umiem wytrzymać. Nie wszyscy wytrzymują ze mną.

Transseksualizm to stalowa obręcz na mózgu. Przyciemnia wszystko. Czasami nie daje spać, myśleć, kochać... Jedynym sposobem na jej usunięcie jest operacja korekty płci. Nie wiem jak będzie po niej, nie wiem, czy tą stalową obręcz da się całkowicie zniszczyć. Ale wiem, ze każde jej zmniejszenie jest na wagę złota.

Jesteś w stanie sobie to wyobrazić? Nie? Wróć do przedszkola, a porzucasz we mnie kamieniami, jak dorośniesz. Tyle, że jak dorośniesz, to już rzucać kamieniami nie będziesz chciał.

wtorek, 7 grudnia 2010

MAKULATURA

Muszę powiedzieć, ze tegoroczne prezenty mikołajkowe są wyjątkowo udane; dwie książki: "Gringo wśród dzikich plemion" W. Cejrowskiego i "Orzeł. Tajemnice okrętu podwodnego" Michaela Guntona. Do tego sam sobie kupiłem prezent: dwutomowe wydanie dialogów Platona. I mimo, że kosztowały sporo (138 złotych) to nie żałuje. Mam teraz czytania na dwa miesiące. Poza tym na półce leży jeszcze parę książek, które chcę przeczytać, Biblia jeszcze w pełni nie odkryta - to mój piękny świat. Bez narkotyków, alkoholu, papierosów - pozwala zachować rozum, czystość. I nie wyśmieje, nie nawrzeszczy, nie powie złego słowa. Książki sprawiają, że człowiek jest mądrzejszy, że rozumie co się wokół dzieje. Kojarzy fakty, zjawiska, ma swoje zdanie, bo żeby swoje zdanie mieć, trzeba posiadać jakąś wiedzę.

Jednak nie samą makulaturą (drogą jak diabli, ale jednak piękną) człowiek żyje. Teksty z portali internetowych też warto czytać :)
Polecam dwa teksty o antysemityźmie:
Wydaje mi się, że są ciekawe i warte przeczytania :)

czwartek, 2 grudnia 2010

No i mam dobry humor - ten śnieg jest wspaniały. Ale mogłoby go więcej spaść (gdyby woźny z naszej szkoły to słyszał to by mi krzywdę zrobił, bo gość nie wyrabia z odśnieżaniem).
Taką pogodę to ja mogę przez pół roku mieć.Wolę minus 20 niż wilgotne niewiadomoile, bo jak jest wilgotne niewiadomoile to organizm się zasmarkuje i zakatarza z dezinformacji (pozdrowienia dla Neta z książek Rafała Kosika za fajne pomysły słowotwórcze).

Oceny na semestr jeszcze nigdy gorsze nie były - po raz pierwszy będę mieć dopy na półrocze. Ale przedmioty na których mi realnie zależy (historia, WOS, polski) wypadną nie tak źle, ale matma szoruje w tym roku doły (nawiasem mówiąc, 12 osób w klasie ma zagrożenia z matmy). Już nikogo nie dziwi, że nasza koleżanka, która w III klasie gimnazjum miała szóstkę na koniec, nie przeszła w pierwszej liceum z matmy. Koszmar. Za to nadspodziewanie dobrze idzie mi angielski - jak nie spartaczę teraz czegoś, to będzie cztery.

Mało ostatnio piszę BWTPiRów (Bardzo Wkurzających Tekstów Politycznych i Religijnych), bo jestem dziennikarsko załamany - recenzja na polski, rozprawka na etykę, a w grudniu mamy jeszcze napisać jakieś trzy sprawdziany. Mózg mi paruje.

A jutro mam urodziny! 

I słucham sobie The Rasmus ( F-F-F-Falling na zmianę z Open my eyes). Musze też polecić piosenkę Prąd stały/prąd zmienny grupy Lao Che. Jeszcze chyba nikt przed nimi nie spojrzał na prąd elektryczny jak na istotę żyjącą. Niby piosenka jest o zwykłej rzeczy, wszystkim nam jej znanej (niektórym lepiej niektórym gorzej - niektórzy nawet podali mu rękę, ale dla wielu była to ostatnia rzecz, którą ją robili), ale napisana w sposób tak nowatorski, że brzmi nie gorzej niż te wszystkie piosenki ze sfery bardziej duchowej. Spięty ma w sobie coś takiego, że dobrze się go słucha.

czwartek, 25 listopada 2010

NO NIE MOGĘ!

Przychodzą takie dni, że mam ochotę rzucać czym się da o ściany. Sobą, rzeczami, innymi ludźmi... NO BO KURWA NIE MOGĘ! Nie mogę sobie z tym poradzić, że matka wrzeszczy na moją siostrę, za to że tak jest nieśmiała, że nie potrafi walczyć o swoje!!! Ciekawe dlaczego? Mam od dobrych paru lat prawie że nerwice przez nią, obgryzam nerwowo paznokcie, wyżywam się na sobie, a Mała będzie taka sama!
Mama nigdy sobie nie radziła i nie radzi z gniewem. Zawsze groziła mi, ze odda mnie do domu dziecka lub do poprawczaka. Miałem wtedy mniej niż 8 lat. MIAŁEM MNIEJ NIŻ 8 LAT! A ona mówiła, że odda mnie do poprawczaka. Pamiętam to do dziś, pamiętam to, a nie pamiętam słów: kocham cię, lubię cię, podoba mi się to co zrobiłeś...
Teraz jak słyszy hasło "transseksualizm" to truchleje, jak mówię, że może byśmy poszli do psychologa i sobie pomogli to mówi, że jestem chamem.
A teraz zamykam drzwi od pokoju i staram się nie słyszeć, jak na nie krzyczy. Najmłodsza siostra (ma cztery lata) zawsze wtedy nie może znaleźć sobie miejsca, czasem do mnie przychodzi, czasem po prostu siada gdzieś daleko od matki. A ja nie potrafię im pomóc. Nie potrafię matce zwrócić uwagi. Chyba ciągle się jej boję. Jej krzyku, jej wyzwisk. Ludzie, ja mam 16 lat! Powinna być najbliższym dla mnie człowiekiem.
A JA NIE UMIEM Z NIĄ ROZMAWIAĆ! RAZ, JEDEN, JEDYNY RAZ ROZMAWIALIŚMY SZCZERZE, A ONA SIĘ TERAZ TAK ZACHOWUJE, JAKBY TEJ ROZMOWY NIE BYŁO!
Zdjęcia rodzinne zawsze wyglądają super. A to co pod nimi to jeden wielki syf. Matka się dziwi, że jej nie ufam, że obłożyłem komputer hasłami, notatki robię na nim, a nie na papierze. Nie daje jej czytać moich artykułów i opowiadań, bo po co? Wyśmieje, powie, ze jestem chamem, a w najlepszym przypadku rzuci okiem i powie, że jest ok.
Brak zaufania jest największym problemem. Mam wrażenie, że ściany w domu mają uszy i oczy. Chowam przed matką nawet kasę...

I tak to wygląda! Jeden wielki syf. Kochająca się rodzina. Szczęśliwa.

Pamiętam, jak niedawno ze złości boksowałem fotel, który z tyłu ma dość chropowatą powierzchnię. Zdarłem sobie z rąk skórę i wstyd było potem się ludziom pokazywać. Ale, Boże, jakim wybawieniem był ten ból! Wreszcie nie w sercu, a gdzie indziej. Umiejscowiony...

To, że jestem transem, jest mniejszym problemem, niż atmosfera w domu. Niby sielanka, ale przychodzą takie chwile, gdy cały ten syf dominuje... Gdy nie umiem przezwyciężyć strachu i powiedzieć matce, że ma Małą zostawić w spokoju...

Czasem mam wrażenie, że wszyscy w tym domu jesteśmy potencjalnymi zabójcami, takimi jak ten gostek, co zastrzelił całą rodzinę, kochający ojciec i syn itd.

czwartek, 18 listopada 2010

OTO MÓJ PIĘĆDZIESIĄTY POST - WIARA

Dlaczego wierzę w Boga? Przecież można już wszystko racjonalnie, naukowo wytłumaczyć. Wszystko można zbadać, albo przynajmniej się domyślić jego przeznaczenia. A jednak! 
Jako przykład podam teorię powstania Ziemi - Wielkie Bum.

Ok. Było sobie wielkie bum i powstała nasz planeta. To ni Bóg ją ulepił, ale było "bum". Ale ktoś to "bum" musiał sprowokować. Ok., wszystko można chemicznie wyjaśnić, atom z atomem itd. A skąd wzięły się atomy? Kto je stworzył? Kto połączył je w pary, procesy, wiązania, kto dał pierwiastkom właściwości? Matka Natura, czyli sam Bóg Ojciec. (Bóg jest tworem nieogarniętym - nie możemy powiedzieć jakiej jest płci, mimo, ze zwyczajowo mówimy do niego Tato.)

Teorię Karola Darwina o pochodzeniu człowieka można stawiać jako przeciwieństwo opowieści biblijnej o stworzeniu człowieka. Ja jednak ciągle pamiętam pewien wniosek wysnuty przez moją ukochaną panią od religii - kto powiedział, że tworzenie człowieka trwało jeden dzień? Przecież za drzewem nikt nie stał i Boga nie obserwował z piórem w ręce. Być może dla istoty wiecznej, takiej jak Bóg, było to zaledwie dzień, ale tak naprawdę, według naszej rachuby czasu, minęły miliony lat, w ciągu których Bóg nas udoskonalał (może robi to nadal?). Być może podobnie było z tworzeniem całego wszechświata.

Wiara w Boga nie wyklucza jednoczesnego oderwania się od nauki. Bóg dał nam zmysły, żebyśmy mogli poznawać ten piękny świat jaki dla nas stworzył (choć mamy tendencję do niszczenia go, a Bóg patrzy na nas czasem jak na zgraje baranów, którym jednak trzeba czasem podać rękę - o ile jej nie odrzucą).

Wiara w Boga daje mi poczucie bezpieczeństwa. Wiem, że trzyma rękę na moim ramieniu i "choćbym stąpał ciemną doliną zła się nie ulęknę bo ty jesteś ze mną". Wiara nie wyklucza racjonalizmu, wiara wręcz go potrzebuje. To ludzie światli i racjonalni powinni być skała na której będzie opierała się nauka Chrystusa i pamięć o niej. Niestety, Kościół Katolicki w wielu sprawach wyznaje zasadę "ciemny lud to kupi", a tym racjonalnym ludziom nie ma nic do zaproponowania, ani nauki, ani prawdy.

piątek, 12 listopada 2010

A teraz komentarz polityczny (mój oczywiście)- może nie najświeższy, ale nadal na czasie:
PiS i PO w swoich obietnicach o załagodzeniu konfliktów itd., zapominają o jednej ważnej rzeczy - o kompromisie. Obie partie pokazują swoje pomysły, jednak żadnej z nich nie stać na to, żeby usiąść do stołu i nad tymi pomysłami porozmawiać. Pokazują jedną drogę i nie dają sobie wytłumaczyć, że do tego samego celu może prowadzić też inna. To jest problem i Po i PiSu. Nie potrafią rozmawiać. Idą zgodnie z zasadą "albo całość albo nic" i nie wiedzą (bądź nie chcą wiedzieć), że można wziąć połowę i przynajmniej w połowie zrealizować swój plan.
W polityce sztuką jest nie walka, nie obelgi, nie manifestacje swoich racji. W polityce sztuką jest rozmowa przy jednym stole, kulturalna i miła, prowadząca do kompromisu. Dzisiaj polska demokracja ma się bliżej do demokracji starożytnej Sparty (gdzie obywatele krzykiem wygłaszali swój sprzeciw i krzykiem przyznawali racje) niż do demokracji starożytnych Aten, gdzie obywatele najpierw dyskutowali o pomyśle, a dopiero potem dochodzili do jakiś wniosków.
Problemem są media - one potrzebują, pragną afer, wrzasków, emocji! A emocje zaciemniają mózg. Emocje powinny być dodatkiem do polityki, a nie - tak jak jest teraz - jej głównym składnikiem. Tak się nie da! Polska dławi się emocjami, które nie mają ujścia. A tworzą je media i politycy.
Nadejdzie taki dzień, gdy Polska stanie się strajkującą Grecją - zadławi się. A gdy się zadławi, nadal będzie trwało błędne koło pt. "to wina poprzedników"
Może czas walnąć Polskę w plecy i nie słuchając jej wrzasków (potraktować je jak histerię) zmienić jej mózg, czyli władzę?
I, na Boga, traktować media z przymrużeniem oka. Z dystansem. Z chłodną głową. Z herbatką z melisy w ręce...

Co do wyborów samorządowych powiem tylko, że z każdego, oprócz mojego, okręgu wyborczego w moim mieście kogoś znam. A ta makulatura, co wisi pod moim okiem doprowadza mnie do ... stanu wskazującego na wkurzenie.

W szkole normalnie - poza tym, że z dobrych ocen z wielu przedmiotów zjadę na dwóje.

Kończę, bo jeszcze muszę zainstalować gadu-gadu.

sobota, 23 października 2010

SSSSSSSSSSS........


CZYLI TRANSO I HOMOFOBIA W SZKOLE

Moja jaśnie wielmożna, kochana itd. wychowawczyni już ze dwa tygodnie temu na WOSie stwierdziła, że transi to dziwadła. No to ja, kulturalnie, grzecznie podszedłem do niej po lekcji i dałem jej na kartce adresy stron transseksualizm.pl i transfuzja.org, co by się podszkoliła. Ona tego oczywiście nie zrobiła. No trudno. Myślałem tylko, że będzie trzymać jako tako mordę na kłódkę. A ona ostatnio porównała homo do morderców dzieci (a raczej postawiła ich na jednej szali).  No to się leciutko wnerwiłem i zacząłem z nią dyskutować. Dobrze, że zadzwonił dzwonek i nie miałem okazji jej wygarnąć bardziej konkretnie...
A wkurwiam się nie o jej poglądy! Wkurwiam się, bo pewnie 3/4 klasy nie ma pojęcia, co to transseksualizm. I oni jak usłyszą, że to dziwactwo itd., to taki będą mieli obraz sytuacji i nie będą drążyć, o co właściwie chodzi.

Czy nauczyciele muszą to robić? Muszą być tak cholernie subiektywni, tak bardzo niedouczeni, tak niezdolni do douczania się? Pedagodzy, pedagodzy... Dupa nie pedagodzy.

sobota, 9 października 2010

PRAWO ZNIESIONE PRZEZ JEZUSA

Byłem dzisiaj z dziadkiem na wycieczce w Krakowie. Byliśmy w muzeum w Starej Synagodze. Budowla z zewnątrz owszem wyróżnia się, ale nie obiecuje tego, co można zobaczyć w środku. Bardzo ładnie urządzone muzeum (tylko momentami ciężko się napisy czyta, bo w jednej sali jest dość ciemno), duża, piękna sala główna, piękne eksponaty i dużo o obyczajach żydowskich. Bardzo mi się podobało.

A teraz obiecany tekst o Księdze Kapłańskiej i o homo + cytat.

Religia jest dla mądrych.
A jak ktoś jest głupi
 i jak chce być głupi,
nie powinien do tego używać religii,
nie powinien religią
swojej głupoty zasłaniać.
Józef Tischner

KSIĘGA KAPŁAŃSKA
- PRAWO ZNIESIONE PRZEZ JEZUSA

Nie toleruje hasła podnoszonego przez niektórych ludzi, teoretycznie wierzących; "Bóg nienawidzi pedałów". Dlaczego? Wyjaśnienie znajdziemy w Biblii. Po pierwsze, gej/lesbijka to też człowiek, prawda? A Bóg kocha wszystkich ludzi, prawda? Bóg nie nienawidzi. Nie umie, nie chce, wszystko jedno. Bóg nie może nienawidzić.

Geje (bo lesbijek w Biblii nie ma) pojawiają się np. w Księdze Kapłańskiej. "Nie będziesz obcował z mężczyzną tak jak się obcuje z kobietą. To jest obrzydliwość!" (Kpł 18, 22), "ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną tak jak się obcuję z kobieta popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią"(Kpł 20, 13 - 14) I można by pomyśleć, że to zamyka sprawę.

Ale nie zamyka.

Parę rozdziałów wcześniej mamy przepis: "Kapłanom nie wolno pic wina podczas służby liturgicznej (...) gdy będziecie wchodzić do namiotu Spotkania, ty i synowie twoi, nie będziecie
pić wina ani sycery * (...)" (Kpł 19, 8 - 9)

Hmm... A w czasie Eucharystii to wino zmienia się symbolicznie w krew Chrystusa i kapłan je pije. Chyba więc możemy uznać, że Jezus szczerze olał to prawo. I nie tylko to.
Księga Kapłańska, rozdział 21. "Złamanie za złamanie, oko za oko, ząb za ząb" (Kpł 21, 20). Kazanie na Górze: "słyszeliście jak powiedziano: oko za oko, ząb za ząb. A ja wam powiadam: (...) jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi!" (Mt 5, 38-39).
Żeby jeszcze się trochę poznęcać nad Księgą Kapłańską napiszę, że według tej samej księgi (Kpł 20, 23) obrzydlistwo to również postępowanie według zasad "narodu, który wypędzam przed wami". W następnym rozdziale (Kpł 21, 9) jest napisane, że "jeżeli córka kapłana bezcześci siebie nierządem, bezcześci przez to swojego ojca. Będzie spalona w ogniu". W rozdziale 20 jest również napisane, ze człowiek, który uprawia seks ze swoją siostrą będzie zabity, a ten, który obcuje z kobietą, która ma okres zostanie wykluczony ze swojego ludu. Ona zresztą też.

Również w Księdze Kapłańskiej znajduje się ciekawy paragraf: Nieczystości seksualne (Kpł 15). I czytamy: mężczyzna, z którego wypłynie nasienie będzie nieczysty aż do wieczora, jeśli mężczyzna obcuje z kobietą wylewając nasienie oboje będą nieczyści aż do wieczora. Jeśli kobieta ma okres, to pozostanie siedem dni w swojej nieczystości, a każdy, kto jej dotknie będzie nieczysty aż do wieczora. Mówiąc po prostu, seks i wszystko, co z nim związane jest nieczyste.

Natomiast Bóg w Księdze Rodzaju powiedział: "bądźcie płodni i rozmnażajcie się" (Rdz 1, 28). Autor Księgi Kapłańskiej chyba to zignorował. Albo po prostu był aseksualny.
A tak poza tematem seksu, nieczysta jest także osoba, która dotknęła padliny (Kpł 11, 24).
Według tej księgi za bluźnierstwo jest jedna kara - śmierć (Kpł 24, 16). Natomiast Jezus zdecydowanie odrzuca karę śmierci i rozszerza piąte przykazanie ("każdy, kto się gniewa na swojego brata podlega sądowi. A kto by rzekł swojemu bratu: Raka podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: bezbożniku, podlega karze ognia piekielnego" - Mt 5, 21-22)

Jezus PRZEBACZA, a Księga Kapłańska za wszystko by karała. To Jezus widząc, że kobieta cudzołożna żałuje swojego czynu, nie potępił jej i pozwolił jej odejść (J 8, 1-11). A Księga Kapłańska karze takie osoby zabijać.

Księga Kapłańska, wierna starym tradycjom, niektóre z pokarmów lub rzeczy nazywa nieczystymi. Jezus natomiast mówi: "nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogło uczynić go nieczystym" (Mk 7, 15). Do faryzeuszy powiedział: "Uchyliliście przykazania Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji. I znosicie słowo Boże przez waszą tradycję, którąście sobie przekazali." (Mk 7, 8.13)

Podsumowując, można z cała stanowczością stwierdzić, że Jezus zniósł Księgę Kapłańską i głoszone przez nią prawa. Ale to nie przeszkadza szefom Kościoła w ich propagowaniu. Ale szefowie Kościoła to tylko ludzie. Może powinniście zacząć słuchać Boga?

* sycera - mocny napój sfermentowany, sporządzony z owoców, niektórych zbóż lub miodu (no po prostu gorzałka)

Ludzie! Komentujcie! :D

piątek, 1 października 2010

PREZES I PARTIA

Fryzurka przycięta, klasa na wycieczce - luz. A w przyszłym tygodniu mam zaliczyć 3 kartkówki, sprawdzian i wiersz :)

Zamiast obiecanego materiału homo, będzie niezapowiedziany materiał polityczny, ponieważ jest na czasie. A homo było, jest i będzie, więc może poczekać :) Zainteresowanych samym wywiadem zapraszam na stronę http://www.newsweek.pl/

PREZES KACZYŃSKI

Uwaga, będę się pieklił. Jestem człowiekiem o trudnym charakterze, nie znoszącym hipokryzji, więc chyba mam prawo.

Gdy PiS po katastrofie smoleńskiej wystawił Jarosława Kaczyńskiego na kandydata na urząd prezydenta RP, doszedłem do wniosku, że lepiej taki kandydat jak żaden. I że to lepszy kandydat niż Bronisław Komorowski. Dzisiaj jednak doszedłem do wniosku, że tych dwóch panów należy mierzyć tą samą miarą. 

Czego się czepiam? Ano, po kolei.

Pan prezes Kaczyński udzielił wywiadu gazecie Newsweek (konkretnie, dziennikarzom Andrzejowi Stankiewiczowi i Piotrowi Śmiłowiczowi) . I teraz będę wypunktowywał zwroty, słowa i twierdzenia, które według mnie dyskwalifikują pana Kaczyńskiego jako ewentualnego prezydenta/premiera.

Na początku pan prezes opowiada o tym, że po katastrofie smoleńskiej brał silne leki uspakajające, że był w strasznym stanie i dlatego kampanię prezydencką wymyślono za niego. Wszystko gra, ale potem na pytanie: "dlaczego zatem zdecydował się pan kandydować w takim stanie?" odpowiada: "(...) z badań wynikało, że to najlepsze wyjście dla partii (...)". Czyli partia na pierwszym miejscu? Jak za starych dobrych czasów, gdy "partia" pisano z dużej litery i każdy wiedział o jaką partię chodzi?

Następnie pan Kaczyński mówi wprost, że jego "zmiana" na czas kampanii to był zabieg czysto marketingowy ("wygląda na to, ze zmiękczanie mojego wizerunku kompletnie nic nie dało, a tylko zdemobilizowało nasz twardy elektorat" i dało nadzieje reszcie, że być może polska polityka się zmieni, ale to szczegół).

Następnie (i tu feministki zaczynają wyrywać sobie włosy z głowy) mówi "(...) sądziłem, że Joanna [Kluzik-Rostkowska] będzie raczej tylko twarzą kampanii, bo jest rzeczywiście wyjątkowo urocza. Później zapragnęła być realnym szefem i na to też przystałem, choć byłem jej postawą zaskoczony". A czyli szefowa sztabu wyborczego nie miała być szefową kampanii, tylko jej twarzą i biustem? A kampanie kto miał poprowadzić? Załamany prezes czy Paweł Poncyliusz, o którym Kaczyński mówi potem: "(...) były takie przeświadczenia, że ładne buzie w sztabie - a on jest przystojny - i demonstrowanie, że ja jestem niesłychanie łagodny, przyniesie nam poparcie elektoratu wielkomiejskiego"?! A może Ziobro, który zaraz po wyborach wrócił do łask prezesa?!

Ziobro! Ziobro, który zaraz po wyborach dał wywiad "Rzeczpospolitej", w którym skrytykował sztabowców PiSu. A prezes się z nim zgodził. Teraz pan Kaczyński pokazuje co to znaczy władza w PiS: "wywiad kolegi Ziobry był zrobiony na moje polecenie. Rozmawialiśmy i powiedziałem mu ". Czyli prezes mówi swoim ludziom co mają mówić. Ciekawie to się wpisuje w konstytucyjne prawo wolności wypowiedzi. A jeszcze więcej o tym prawie w rozumieniu prezesa mówi kolejna wypowiedź: "pewna grupa posłów po kongresie [PiSu, na którym wybrano po raz kolejny Kaczyńskiego na prezesa] była niezadowolona. A ponieważ nie mają nawyku podporządkowania się niezbędnej w partii dyscyplinie, to podjęli skrajnie szkodliwą działalność, za którą w zasadzie powinni być wyrzuceni z PiSu". A więc konstytucyjne i demokratyczne prawo wolności wypowiedzi to w PiSie brak dyscypliny. Własne zdanie to powód do wyrzucenia z partii (choć tu bardziej, zamiast słowa "partia", pasuje słowo "sekta"). I znowu moje skojarzenia pędzą w stronę PRLu i PZPR.

I co by było, gdyby ten człowiek został prezydentem?

Jeśli ktoś nie szanuje prawa do wolności wypowiedzi i do własnego zdania na własnym poletku, to jaką mamy pewność, że będzie te prawa szanował jako prezydent sporego kraju?

DEMOKRACJA, panie prezesie. A nie o fasadę pod nazwą demokracja. Jak to śpiewa Mezo i Owal w piosence "Czerwiec '56" - "demokracja może być fasadą, ale może też być zasadą". Piękne, prawda?

Według pana prezesa Kaczyńskiego powodem do rezygnacji i wycofania się z życia publicznego pana Komorowskiego miało by być wpisywanie się w kampanię przeciwko prezydentowi i bycie protektorem Palikota. Idąc torem jego myślenia, ten, który kiedyś sprzeciwiał się prezydentowi z innego ugrupowania, jest zły i wredny, bo tamten prezydent zginął? A Kaczyński co teraz robi? Sprzeciwia się prezydentowi z innej partii, więc gdyby w tym momencie Komorowski zmarł, to Kaczyński usunąłby się w cień?

Musze teraz uspokoić: nie zamierzam skłaniać się w stronę PO. Chodzi mi tylko to to, że albo pan prezes powinien podać twarde powody albo przestać gadać. Komorowski jest (niestety) legalnie wybranym prezydentem RP, a nie , przynajmniej prawnie, gostkiem, który nie wiem... nadpiłował skrzydło Tupolewa.

Ano właśnie, Jarosław Kaczyński, który tak gorąco apelował o szacunek dla urzędu prezydenta, gdy był nim jego brat, teraz mówi: "mam niewielkie zaufanie do intelektu pana Komorowskiego". Ja też, ale ja nie jestem szefem drugiej co do wielkości w sejmie partii! I nigdy nie apelowałem o szacunek wyłącznie z racji sprawowanego urzędu.

I sprawa niezwykle ważna. Na pytanie "czy poda pan rękę Tuskowi i Komorowskiemu?" prezes odpowiada twardo: "nie podam". A ja na pana miejscu, panie prezesie, podałbym ją i nie zgrywał (jak Wałęsa) obrażonego przedszkolaka, bo u człowieka, który chce być premierem, prezydentem czy choćby tylko posłem jest to zachowanie karygodne. Pan ma z nimi współpracować! Koniec wojny polsko-polskiej! Poza tym, są też sprawy międzynarodowe, gdy trzeba usiąść przy jednym stole z najróżniejszymi ludźmi! I co, panie prezesie, na forum europejskim też pan nie każdemu rękę poda? Nie chodzi mi o to, żeby pan Kaczyński był uległy. Chodzi o to, że powinien umieć wypracować kompromis, a tego akurat nie to on nie umie.

RP to nie królik doświadczalny, RP to nie jest prywatne poletko kogokolwiek. Nieważne, czy ten ktoś się nazywa Kaczyński, Komorowski czy Tusk. RP to nasza duma, a jej reprezentowanie nie powinno być w rękach żadnego z tych panów.