sobota, 10 kwietnia 2010

LECH KACZYŃSKI NIE ŻYJE

Tak... Do tej pory nie mogę w to uwierzyć. Zginął prezydent, pierwsza dama, całe dowództwo Wojska Polskiego, prezesi IPN i NBP, Anna Walentynowicz, wicemarszałkowie sejmu i wicemarszałek senatu, 14 posłów, w tym: K. Putra, Z. Wasserman, I. jaruga - Nowicka, A. Natalii - Świat (która notabene pisała połowę ustaw PiSu) oraz rzecznik praw obywatelskich.

Nie czas mówić o Tupolewach, polityce, wyborach... Czuje się jakbym stracił kogoś bliskiego, mimo, że nie znalem tych ludzi, często się z panem Kaczyńskim nie zgadzałem, ale według mnie był najspokojniejszym i najlepszym prezydentem RP. Żadnych związanych z nim afer, nic. Człowiek - kryształ.

Zgadzam się z Kwaśniewskim. To jest ten tragiczny, dramatyczny, przeklęty Katyń.

[']

sobota, 3 kwietnia 2010

Komputer mi się zepsuł, będę naprawiać a z kompa dziadka nie da się wklejać na bloga. PUPA BLADA. PO PROSTU.
Głupia sprawa, nie mogę skopiować linku więc daje tylko namiar: pardon.pl, artykuł: "zamieściły w sieci ostre zdjęcia teraz je wyrzucą ze szkoły"

środa, 24 marca 2010

STANLEY


Musiałem dziś pełnić zaszczytną rolę lekarza sądowego i stwierdzić zgon. Zdechł mi chomik... Stanley. Kurde, był taki piękny. I mądry. Po trzech dniach bycia u mnie w domu zaprowadził swoje porządki w klatce i wiedział już jak się prosić o jedzenie. Nie wiem co mu się stało, czy się czymś zatruł czy zleciał z drabinek...

poniedziałek, 22 marca 2010

REKOLEKCJE


Wiosna padła niektórym na mózgi. Nie będę się nawet bulwersować. Po prostu jestem zniesmaczony tym, co ksiądz mówi na rekolekcjach. Żeby była jasność - na rekolekcje nie chodzę bo to strata czasu. Ale to, co dziś słyszałem od koleżanek...

Księdzu stwierdził, że możemy być bezpłodni, dlatego, że nasze mamy używały środków antykoncepcyjnych, że dinozaury wyginęły, bo były "pedałkami", a geja można wyleczyć z bycia gejem...

Witajcie w Polsce.
Nic, ino walić głową w ścianę.

niedziela, 21 marca 2010

WIOSNA!



Mimo, że jej nie widać, jest. Byłem wczoraj pierwszy raz w tym roku na rowerze i strasznie mnie tyłek boli. Cóż się dziwić, mam rower bez amortyzatorów, a polskie drogi i chodniki są... Obiecałem chomikowi, że przestanę przeklinać, więc nie napisze, jakie są.
Ostatnio mało pisze, ale za to robię zdjęcia. Dziś zrobiłem całą sesję zdjęciową moim szachom.

Po raz chyba setny czytam Harry'ego Pottera. Tym razem "Harry'ego Pottera i Księcia Półkrwi". W środę kupiłem sobie książkę na szkolnej wyprzedaży. To "Orzeł wylądował" Jacka Higginsa. Opowiada o akcji niemieckich komandosów w czasie II wojny światowej. Higgins pokazuje Niemców z trochę innej strony niż większość pisarzy, trzyma czytelnika w napięciu.

W środę dostałem też książkę "Moralność pani Dulskiej". Tak, przeczytałem. opisuje typową polską moralność - lepiej dać służącej w ciąży kasę niż doprowadzić do jej małżeństwa z dziedzicem.

sobota, 13 marca 2010

RODZINNIE I ZIMNO

Wczoraj przyjechał mój kuzyn ze swoją dziewczyną. Dziewczyna jest Filipinką. Ma na imię Camille, 25 lat, jest ładna i super gra w szachy. Wygrała ze mną dwa razy. Jest protestantką i nie mówi po polsku. Ja się z nią nie dogadam, Marcin tłumaczy wszystko. Pocieszenie jest takie, że jak rozmawiają miedzy sobą, to coś tam rozumiem.

Śnieg pada! Znowu! Matka Natura wściekła się, że facet od globalnego ocieplenia dostał Nobla i teraz raczy nas globalnym ozimieniem. Jest takie słowo w języku polskim? Zresztą nieważne.

środa, 10 marca 2010

KOSZMAR

Najpierw przeprosiny za zachowanie mojego GG - przestaje działać w najmniej odpowiednich momentach i chyba przestane z niego korzystać.

Tak poza tym to jestem wykończony - poszedłem spać wczoraj o 21, a obudziłem się dzisiaj o 10:30... A i tak mi się spać chce!

Musze wziąć się za pisanie, ale najpierw kawa... Duża kawa z mlekiem.

Zimno jak diabli - mogłaby wreszcie przyjść ta wiosna.

czwartek, 4 marca 2010

NIE SĄDŹCIE, ŻE PRZYSZEDŁEM POKÓJ PRZYNIEŚĆ NA ZIEMIĘ

Nie pisałem z powodu, że internetu nie miałem. Byłem u babci, było fajnie, ale przez większość czasu miałem ochotę zabić i kuzyna i kuzynkę. W ostatniej chwili dowiedziałem się, że oni też przyjeżdżają, ale mniejsza o to. Zbudowaliśmy razem szałas, nazwaliśmy jedną króliczkę Szarą Kokoszką, a drugą Rudą Mamą (bo jest w ciąży, Kokoszka czeka ciągle na kawalera).
Pierwsze 4 dni szkoły minęły spokojnie (ironia - mieliśmy dwa sprawdziany i kartkówkę). A jutro następna - zdania złożone.
mama obiecała mi, ze jak nie będę mieć ani jednej trói na świadectwie, to kupi mi laptopa. A więc trzeba się starać.

Ostatnio znów czytałem Biblię.

Jeśli ktoś myśli, że Chrześcijaństwo jest "religią pokoju" to mam dla niego kubeł zimnej wody, słowa samego Chrystusa: nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju a miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synowa z teściowa (...) Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien. i kto kocha syna lub córkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien (Mt 10, 34 - 37). Czytając te słowa można dojść również do wniosku, że Bóg wcale nie ceni tak bardzo wartości rodzinnych, o które tak dbają księża (ironia, jakby dbali o wartości rodzinne to nie żyliby w celibacie).

Chrześcijaństwo było religią wprowadzaną siłą i gwałtem. I nie mam na myśli tylko krucjat. Dlaczego Mieszko I w 966 roku przyjął chrzest? Żeby Niemcy nie najechali na Polskę. Przyjął chrześcijaństwo z przymusu. A krucjaty? Masa przemocy i krwi. O co? O kawałek pustyni będącej Ziemią Świętą dla trzech religii - judaizmu, chrześcijaństwa i islamu. Oczywiście trzeba pamiętać o plusach tych wypraw - papiestwo dostawało ziemię, kasę, kasę i jeszcze trochę kasy. A przecież Jezus powiedział: Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. (Mt 6, 19) i (...) Nie możecie służyć Bogu i Mamonie (Mt 6, 24). Obydwa te cytaty możemy przeczytać w tekście "Kazania na górze", które bywa nazywane "Kodeksem moralności chrześcijańskiej".

W tym "Kazaniu" można również przeczytać: "Gdy się modlicie nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. (...) Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu odda tobie" (Mt 6, 5-6). Niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego co niedziela pod każdym kościołem są tłumy wiernych brzuchowi proboszcza? I po cholerę buduje się ta wielkie kościoły? Nie lepiej przeznaczyć pieniądze, które idą na jego utrzymanie, dla biednych? I dlaczego Kościół żąda tyle kasy za pogrzeb i inne ceremonie?

Kościół w dzisiejszych czasach stał się kolejnym zasranym urzędem państwowym, jest niczym skarbówka pełen bezdusznych urzędasów w czarnych kieckach. O moralności Kościoła można pisać wiele. Oprócz tego, że jest moralna.

środa, 17 lutego 2010

TO I OWO

Trochę nie pisałem z powodu, ze nie pisałem :) A tak serio to trochę chorowałem, a teraz odpoczywam, leżę brzuchem do dołu i czytam już 3 książkę (od piątku licząc). W weekend jadę do babci na wieś i będę tam przez tydzień. Nie mogę się doczekać. Dalewice to mój drugi dom. Znalazłem je niedawno na mapie satelitarnej (na Google). Niesamowita jest dokładność tych map. Widać na niej nawet namiot (przenośną szklarnie) dziadka, który ma góra dwa metry szerokości i jakieś pięć metrów długości.
Na razie musze zrobić na polski projekt pt. "Moja rodzina w czasie drugiej wojny światowej". Mam już zdjęcia i dokumenty, potrzebuje jeszcze tylko historii łączącej fakty. Siądziemy dzisiaj wieczorem z mamą przy komputerze i spróbujemy to zrobić.

Słucham piosenki The Rasmus "Open my eyes". jest świetna.

Mój chomik złamał sobie nogę. Nie mam pojęcia jak to zrobił. Ma ja spuchniętą i wręcz fioletową. Jest wykrzywiona w zupełnie złą stronę i pewnie się tak zrośnie. Biedny zwierzaczek. No, ale jak lata jak popyrtany przez całą noc po klatce to tylko tak się to mogło skończyć.

Wczoraj siedziałem z siostrami od 11 rano do 18 w domu, a rodzice pojechali na pogrzeb. Przez cały zeszły rok mieliśmy tylko dwa pogrzeby, a teraz ledwo się luty zaczął i już drugie tyle... Z małymi fajnie się siedziało, dopóki Ala (najmniejsza) nie zrobiła kupy do pampersa. I nie chciała dać mi się przebrać. W końcu rozwiązaniem pół siłowym, a pół tłumaczeniowym (Mańka ja zagadywała a ja rozbrajałem śmierdzącą minę) udało się. Ryczała, ale przynajmniej była czysta. I w sumie nic innego się nie wydarzyło. Nie, wróć! Zrobiłem obiad! Ciepły! Zwykle jak siedzę w domu a rodziców i obiadu nie ma robie kanapki, ale teraz, z dziećmi, pokonałem lenia i odgrzałem zupę :) i zrobiłem sałatkę na drugie :)

Naciągnełem sobie też mięśnie ramion wypychając samochód dziadka z zaspy.

I jeszcze miły akcent polityczny (rysunek roboty własnej):


niedziela, 7 lutego 2010

WOJOWNIK POCIECHA


Napisałem podstawę tego tekstu niedługo po śmierci mojego pradziadka. To była próba wylania żalu, próba powiedzenia sobie wszystkiego o nim...

Wojownik pociecha - wspomnienie o pradziadku.

"Spieszcie się kochać ludzi, tak szybko odchodzą."
J. Twardowski

Niektórzy ludzie wpływają na moją psychikę mocniej, niektórzy słabiej, niektórzy wogóle. Spotkania z niektórymi zapadają mi głęboko w pamięć. Człowiekiem, który był dla mnie najważniejszy, który najmocniej oddziaływał na moją psychikę i którego słowa zawsze były dla mnie święte był mój pradziadek. Miał na imię Wojciech. Oznacza to człowieka, który "cieszy jako żołnierz", który jest "wojownikiem pociechą". I taki dla mnie był. Był moim idolem, bohaterem. Imponował mi.

Był innym człowiekiem, niż wszyscy mi znani. W marcu minie rok od jego śmierci, a ja ciągle pamiętam jego mądre i uważne spojrzenie.

Piętnastego marca, o godzinie 18:20, minie rok od dnia w którym pękło moje niebo...

Pradziadek zawsze chodził w marynarce, koniecznie z żółtą "krawatką" (krawatem). Nawet pod koniec, gdy już był bardzo słaby i już ledwo chodził, próbował sobie ubrać marynarkę, eleganckie spodnie. W swojej szafie miał kolekcje kapeluszy. Mówił, że mężczyzna powinien zawsze go nosić, że powinien być elegancki, Pamiętam jak się zdenerwował na swojego syna, wujka Zdziśka, bo ten na urodziny swojego taty przyszedł bez krawata i marynarki, tylko w swetrze. Kiedyś opowiadał, jak to chodził z dziewczynami na randki. Mówił, że jeśli chłopak był nieelegancki, to żadna z nim nie chciała nigdzie iść. Dlatego nie lubił, jak przyjeżdżał do niego wujek Rafał (ma brodę i to taką, ze sterczy we wszystkie strony) i powtarzał mu, że mężczyzna powinien być gładko ogolony. Pradziadek nie lubił, gdy kobiety chodziły w spodniach, więc dochodziło już do takich komicznych sytuacji, gdy ciocia ubierała spódnice na klatce, przed drzwiami do mieszkania pradziadka. Mi opowiadał, że jak był mały to się latało po polu w koszulinie przewiązanej sznurkiem. Wychowywał się w dużej rodzinie. Wszystkich razem było ich szesnastu. Czternaścioro dzieci, dziewięć sióstr i sześciu braci. Mieszkali na Jeziorkach. Niedawno, 31 stycznia 2010 zmarł jego najmłodszy (ostatni z rodzeństwa) brat, Józef.

Pradziadek walczył w II wojnie światowej. Był ułanem i kawalerem medalu „Za udział w wojnie obronnej 1939”. W jego mieszkaniu zawsze wisiał jego fotografia, "Pamiątka odbycia służby wojskowej". Jest na niej taki dumny, młody. Kapral. dziś ta fotografia wisi u mnie nad biurkiem. Drugą fotografią w jego mieszkaniu była fotografia całej jego rodziny. Pradziadek jest na niej w mundurze, stoi wyprostowany. Najwyższy w rodzeństwie. Zawsze, jak pokazywał komuś tą fotografię, dumny pokazywał na siebie i mówił "ja to wtedy taki wysoki byłem". Na ścianie wisiały też dwa dyplomy. Za 35-lecie i 40-lecie pracy w kopalni.

Pradziadek był bardzo religijny. Dopóki zdrowie mu pozwalało co niedziele słuchał mszy świętej w Radiu Maryja. Miał taki piękny obraz w domu, "Święta Rodzina". Za ramy obrazu miał zawsze włożone zdjęcie Jana Pawła II. Śpiewał czasem jakieś pieśni i bardzo się cieszył, gdy ktoś mu wtórował. Co sobotę przychodził do niego ksiądz. Na koniec pradziadek przyjął sakrament namaszczenia chorych, dostał odpust zupełny.

Pradziadek był w szpitalu dwa razy. Raz jak rozciął sobie głowę o kaloryfer, drugi raz jak już nie mógł jeść i była potrzebna kroplówka. Ja byłem w szpitalu już kilkanaście razy, jadłam tyle lekarstw. On nigdy. Kiedyś miał przepisane lekarstwa, ale i tak nie chciał ich brać, nawet babcia nie mogła go do tego namówić. Taki dobry, przedwojenny materiał. Może też było to spowodowane tym, że zawsze jak pił wódkę to nalewał sobie "do kreseczki" (miał takie kieliszki za złotym paskiem u góry) i mawiał, że to na zdrowie. I to zdrowie go trzymało. Nigdy nie widziałam, żeby miał katar, nigdy go nic nie bolało. Nigdy też nie palił. Gdy był w wojsku swój przydział papierosów oddawał kolegom.

Jestem z niego dumny. Wiele razy słyszałam, że ktoś źle o nim mówi, że ktoś go nie lubi. Dniem, w którym najbardziej bolały mnie takie słowa, był dzień stypy. Nie spodziewałem się dużej ilości dobrych słów o pradziadku, ale to co zrobiła moja rodzina było okrutne i obrzydliwe. Zaskoczyło mnie. Narzekając na niego zaledwie godzinę po pogrzebie sprawili, że zacząłem nienawidzić. Pamięć tamtego dnia tkwi we mnie jak cierń i nie pozwala uczestniczyć w rodzinnych uroczystościach. nie pozwala mi spojrzeć w oczy kilku osobą bez myśli: jak mogłeś, mogłaś tak powiedzieć. I jak mogłaś we Wszystkich Świętych pójść na jego grób?

Dnia osiemnastego marca 2009 pękło moje serce.

Chciałbym mu teraz powiedzieć, że bardzo go kocham. Że żałuje, ze przez głupie przeziębienie nie mogłem go pożegnać. Że tęsknie... Żałuje, że nie mogę mu powiedzieć, jak bardzo byłem z niego dumny.